czwartek, 4 czerwca 2026

Wyniki badań autosomalnego DNA, meandry, 3

Jedno z kolejnych moich dopasowań DNA (kuzyn 4-6 stopnia) nie zapowiadało się w ogóle interesująco. Osoba ta miała na swoim profilu drzewo składające się z trzech osób, z których dwie oznaczone były jako "private". Trzecią zaś był Antonio Barbiero. Ale udało mi się nawiązać kontakt z kuzynką tej osoby (o tych samych polskich korzeniach, co moje dopasowanie DNA), co w przypadku dopasowań DNA na portalu Ancestry.com nie jest wcale oczywiste. Połowa bowiem osób, do których napisałem, w ogóle nie odpowiedziała.

Dowiedziałem się, że dziadkami tej kuzynki byli Andrew Felix Brzeziński, urodzony w roku 1878 w Umultowie (dziś dzielnica Poznania) i Józefa Klejbor, urodzona w roku 1884 w folwarku Srebrna Góra niedaleko Wągrowca.

Andrew Felix Brzeziński był z kolei synem Marcina Brzezińskiego, urodzonego w roku 1846 w Rokietnicy i Marianny Cybulskiej, urodzonej w roku 1843 w Sycynie. Ślub między nimi miał miejsce w parafii katolickiej w Komornikach w roku 1869.

Rodzicami Marcina Brzezińskiego byli Walenty Brzeziński i Katarzyna Kujawa, którzy ślub wzięli w roku 1839 w parafii katolickiej w Cerekwicy. Dla Walentego Brzezińskiego, jako wdowca był to wówczas drugi ślub.

Wydaje się więc, że pokrewieństwo idzie po linii mojej 4xprababki Józefy Paczkowskiej z Brzezińskich. Nic praktycznie o niej nie wiem. Starałem się badać dotychczas pokolenie jej syna Stanisława i wnuka Wawrzyńca Paczkowskich.

Była dwukrotnie żonata z Paczkowskimi z Krzyżownik. Po raz pierwszy z Andrzejem, a gdy zmarł w roku 1813, pozostawiając ją z dwójką dzieci, ożenił się z nią brat Andrzeja Tomasz Paczkowski, czyli mój 4xpradziadek. Nie wyjaśnia wiele akt zgonu Józefy z roku 1856, zarejestrowany w księgach zgonów parafii w Kiekrzu, w którym wpisano jej wiek, jako 90 lat. Byłaby więc starsza od Tomasza o lat 13, biorąc pod uwagę, że ten urodził się około 1785 roku.



Badanie pokolenia Tomasza i wcześniejszych, a także być może akt parafii w Cerekwicy w celu zbadania genealogii jego żony Jadwigi wciąż jeszcze przede mną.

poniedziałek, 1 czerwca 2026

Wyniki badań autosomalnego DNA - meandry, 2

Zająłem się niedawno analizą drzewa genealogicznego zamieszczonego przez osobę będącą jednym z moich kolejnych dopasowań DNA na portalu Ancestry.com. Osoba ta (mój kuzyn/kuzynka 4-6 stopnia) nie jest spokrewniona z żadnym innym moim dopasowaniem DNA, a jej fragment drzewa obejmujący nazwiska polskie wygląda, jak następuje:


Niestety nie wiem, jakie jest pokrewieństwo tej osoby z Edwardem Curylo (1923-2005) i jego żoną Anną Helen Winiarski (1923-1996), tzn. czy Edward i Anna Helen to rodzice, dziadkowie, czy pradziadkowie.

Analizę rozpocząłem od Edwarda Curylo, który urodził się w 1923 roku w Detroit, jako syn Thomasa Curyło i Agnes Szymanek. Dzięki odnalezionym dokumentom udało się ustalić, że Thomas Curyło to Tomasz Curyło, urodzony w Błotnejwoli, w parafii Ostrowce w dzisiejszym województwie świętokrzyskim w roku 1884, syn Macieja Curyło i Franciszki Boduszek, Agnes Szymanek zaś to Agnieszka Szymanek urodzona również w Błotnejwoli w parafii Ostrowce w roku 1886, jako córka Melchiora Szymanka i Małgorzaty Zając.

***

Maciej Curyło poślubił Franciszkę Boduszek w parafii Ostrowce w roku 1883. Urodził się w Brzostkowie w parafii Ostrowce w roku 1859, jako syn Idziego Curyło i Anny Krent.

Franciszka Boduszek urodziła się w roku 1867 w Błotnejwoli w parafii Ostrowce, jako córka Wojciecha Boduszka i Anny Świech.

Nie udało mi się odnaleźć aktu ślubu Melchiora Szymanka z Małgorzatą Zając, ale wydaje się, że było to jego drugie małżeństwo. Nie mając jednak stuprocentowej pewności, nie kontynuowałem dalszej analizy przodków Melchiora Szymanka.

***

Idzi Curyło poślubił Annę Krent w roku 1856 w parafii Ostrowce. Był synem Macieja Curyło i Justyny Koniecznej. Urodził się w roku 1837 w Brzostkowie w parafii Ostrowce.

Anna Krent była córką Stefana Krenta i Marianny Stępień. Nie wiem, gdzie się urodziła, ani gdzie wzięli ślub jej rodzice. Rodzina Stefana i Marianny pojawiła się w parafii w Ostrowach nie później niż w roku 1837, gdy w Brzostkowie urodził się ich syn Łukasz. Nie wykluczam, że Marianna Stępień mogła pochodzić z "moich" Stępniów.

Wojciech Boduszek poślubił Annę Święch w parafii w Ostrowach w roku 1861. Urodził się w roku 1842 w Błotnejwoli, jako syn Szymona Boduszka i Tekli Szymanek.

Anna Święch urodziła się również w Błotnejwoli w roku 1840, jako córka Melchiora Święcha i Katarzyny Sagan.

***

Maciej Curyło poślubił Jusytnę Konieczną w roku 1826 w Ostrowach. Był synem Józefa Curyło i Marianny.

Justyna Konieczna zaś córką Jana Koniecznego i Franciszki.

Szymon Boduszek poślubił Teklę Szymanek w roku 1836 w Ostrowcach. Był synem Józefa Boduszka i Franciszki Walaszek.

Tekla Szymanek zaś córką Antoniego Szymanka i Katarzyny.

Melchior Święch poślubił Katarzynę Sagan w roku 1832 w Ostrowcach. Był synem Franciszka Święcha i Franciszki Boduch. Katarzyna zaś była córką Franciszka Sagana i Agnieszki.

Analiza przodków Edwarda Curylo wykazała, że w większości pochodzili z parafii w Ostrowach, w której o ile mi wiadomo nie miałem przodków. Oczywiście niejasne jest skąd pochodziła Małgorzata Zając, żona Melchiora Szymanka, a także czy Marianna Stępień (matka Anny Krent) mogła pochodzić z "moich" Stępniów.

***

Przeprowadziłem również analizę przodków Anny Helen Winiarski. Urodziła się w 1921 roku w Detroit, jako córka Johna Winiarskiego i Louise Hedwig Grabon. Przodkowie Jana Winiarskiego (gdyż takie było jego imię przed emigracją) pochodzili z parafii w Opatowie, Skarżysku-Kamiennej, a poprzez Chynowskich ze wsi Smykle w parafii w Baranowie Sandomierskim. Opatów leży w bliskim sąsiedztwie parafii skąd pochodzili Stępniowie i Pociejowscy, o parafię w Baranowie Sandomierskim otarli się moi Ozimkowie. Ale nie znalazłem w genealogii Jana Winiarskiego żadnych punktów zaczepienia z moją genealogią.

***

Najciekawszą okazała się genealogia Louise Hedwig Grabon. Przedstawiana przez osobę będącą moim dopasowaniem DNA, jako mająca pochodzenie niemieckie. Ale ja analizując różne dokumenty z USA znalazłem informację, że prawdziwym imieniem Louise Hedwig sprzed emigracji do USA było Ludwika. Traf też chciał, że znalazłem Listę pasażerów statku Vaderland z 1912 roku, podróżujących z Antwerpii do Ameryki. Znjdują się na niej i Jan Winiarski i Ludwika Winiarska, oboje powracający do Detroit w USA z Europy, do której jak się wydaje wrócili na chwilę.

Później zaś znalazłem akt ślubu Jana Winiarskiego i Ludwiki Graboń. Ślub miał miejsce w 1905 roku w Opatowie. Ludwika Graboń urodziła się w Szumsku w roku 1883, jako córka Stanisława Grabonia i Katarzyny z Tamborskich. Jak pokazuje Geneteka, Graboniom w latach 1890-1895 dzieci rodziły się w Mirogonowicach w parafii Waśniów, później zaś przenieśli się do Opatowa. Jednak wcześniej prawdopodobnie mieszkali na terenie nieszczęsnej parafii Szumsko, z której pochodziła moja praprababcia Józefa Pociejowska i dla której księgi metrykalne zachowały się w stanie niekompletnym. Ale może uda się odnaleźć akt ślubu Stanisława i Katarzyny i dzięki temu sprawdzić, czy wśród ich przodków występują Pociejowscy.

piątek, 29 maja 2026

Stefan Stępień, stały mieszkaniec gminy Górno

Po 16 latach zwróciłem się ponownie do IPNu majac nadzieję na odszukanie powojennych dokumentów dotyczących pradziadka Stefana Stępnia. Od 2010 roku, gdy wysyłałem zapytanie po raz pierwszy, a wynik kwerendy był negatywny, udało mi się bowiem odtworzyć powojenne miejsca zamieszkania pradziadka. Miałem więc nadzieję, że nowe informacje pomogą w kwerendzie.

Na odpowiedź czekałem kilka miesięcy. Niestety w przesyłce nie było żadnych nowych dokumentów powojennych. Dostałem natomiast kopie dokumentów pochodzących z archiwów ITS Arolsen.

Wśród nich były 3 strony posiadanego już przeze mnie dokumentu znalezionego w zasobach Archiwum Państwowego w Jeleniej Górze, będącego księgą meldunkową Bobberörsdorf z okresu II wojy światowej. Ale były też dokumenty świadczące o tym, że pradziadek był więźniem obozu Groß-Rosen w 1944 roku.Znajduje się na liście osadzonych z datą 24 czerwca 1944.


Ta informacja była dla mnie nowa, ale też miejsce urodzenia ledwie widoczne przy dacie urodzenia było czymś nowym: Skorzeszyce. Nie Bardo!

Skorzeszyce to wieś w parafii Daleszyce, gdzie urodził się ojciec Stefana, Kacper, jak już ustaliłem po wizycie w AP Częstochowa i kwerendzie w aktach parafii w Gidlach.

Od razu przypomniałem sobie, że Stefan Stępień figurował już w niektórych dokumentach, jako stały mieszkaniec gminy Górno (obejmującej Daleszyce i Skorzeszyce). Jednym z nich był odpis dowodu osobistego z roku 1924, który uzyskałem z archiwum w Brześciu.


Sprawdziłem więc od razu w Genetece indeksy urodzeń z parafii w Daleszycach z roku 1900 i 1901, ale Stefana w nich nie ma.

Może w Muzeum w Rogoźnicy uda się jeszcze coś nowego znaleźć?

poniedziałek, 11 maja 2026

Józef Mackiewicz, Barbara Toporska "Listy do Redaktorów Wiadomości" - kilka uwag

Listy Józefa Mackiewicza i Barbary Toporskiej do redaktorów jednego z najpopularniejszych czasopism wydawanych na emigracji po II wojnie światowej to dość pokaźne tomiszcze, zawierające listy pisane do Mieczysława Grydzewskiego, Michała Chmielowca, Stefanii Kossowskiej i Juliusza Sakowskiego w latach 1947-1981, a więc w całkiem długim okresie czasu. Można było się zastanawiać, czy jest sens kupienia tej książki, czy będzie ciekawa? Będąc miłośnikiem twórczości Mackiewicza nie wahałem się. Dodatkowo w ostatnich latach przeczytałem dwie książki Barbary Toporskiej "Siostry" i "Spójrz wstecz, Ajonie" i muszę powiedzieć, że jej poczucie humoru oraz sposób budowania powieści sprawiają, że w niektórych momentach twórczość ta stoi na wyższym poziomie, niż twórczość jej męża. Choć mam wrażenie, że bywają fragmenty w tych dwóch książkach, odstające od całości na niekorzyść. Wracając do listów, nie wahałem się i ostatecznie nie zawiodłem się. Zawierają one bowiem tak wiele interesującyh dygresji na całkiem różne tematy, że czyta się je z nie mniejszym zaciekawieniem, niż same powieści. Tu chciałbym zwrócić uwagę na trzy fragmenty tylko, dwa stanowiące ciekawostki jedynie, natomiast list Barbary Toporskiej idealnie ujmuje problem stosunku polskiego społeczeństwa do społeczności żydowskiej.

Pierwsza dotyczy Nory Ney. (Kto by pomyślał, że znajdę w książce jakikolwiek związek między tą popularną dziś białostoczanką, a wielkim pisarzem polskiej emigracji?). Nora Ney, a właściwie Sonia Najman urodziła się w Wasilkowie lub w Sielachowskich w roku 1906. Była jedną z najpopularniejszych polskich aktorek okresu międzywojennego. W czasie wojny uciekła do Białegostoku, a stamtąd do Moskwy. Po wojnie nie znalazłszy miejsca dla siebie po powrocie do kraju wyemigrowała do USA, ale tam nigdy nie rozwinęła skrzydeł kariery aktorskiej przez nieznajomość języka angielskiego.

Z listu Józefa Mackiewicza do Michała Chmielowca z 29 listopada 1971:

"Natomiast Pana miłe słowa z powodu "możliwości sfilmowania Miasojedowa" - są gorzkim nieporozumieniem... Bo świadectwem mego upadku moralnego i materialnego. Pan mnie źle zrozumiał. Nie ma to być Miasojedow, a kicz miłosny pt. "La Disfatta". Tylko cień zapożyczony z książki. Bez żadnej historyczności. W obrzydliwej przeróbce. W dodatku z tendencją, którą z góry odrzuciłem! Zaproponowałem gorąco Łobodowskiego. Ale ten Fryd, któremu coś niecoś zawdzięczam uprzednio, powołał się na to. Nie chce nikogo tylko mnie, i powiada że leży, jeżeli tego nie zrobię. 500 dol. za pracę jakichś czterech miesięcy, minus to co muszę odłożyć dla tej roboty. Robię to anonimowo. Żadnych innych korzyści z filmu, bo to tylko STORY wg stawek włoskich. Musiałem się tego obrzydlistwa podjąć, cóż robić. - Jego zrujnowała i opuściła ta nowa gwiazda, Lisa Gastoni. A miała grać w tym moim filmie. W ogóle nie wiadomo, czy do tego dojdzie. Tyle że ja uwiązany zostałem do płotu. Tfu!"

Oczywiście związek pomiędzy Norą Ney i Józefem Mackiewiczem jest tylko pośredni, a łączy ich osoba wspomnianego Fryda, gdyż Józef Fryd (1905-1994) był przed wojną dystrybutorem filmów francuskich w Polsce, od lat 40-ych zaś producentem i dystrybutorem filmów we Włoszech. Był pierwszym mężem Nory Ney, z którą miał córkę, Joannę Ney. Pomagał Mackiewiczowi materialnie, gdy powstawała książka "Lewa wolna".

Kolejna interesująca wzmianka dotyczy Roberta Fischera, pierwszego po II wojnie światowej mistrza świata w szachach, który złamał dominację szachistów radzieckich, pokonując w Rejkiawiku Borysa Spasskiego w roku 1972. Pamiętam stojącą na półce u mego wujka w Łupowie książkę poświęconą meczowi Spasski-Fischer, a także opowieści wujka o tym, jak wielkim zainteresowaniem cieszył się ten mecz. Fischer był legendą. Stanisław Gawlikowski w książce "Walka o tron szachowy" napisał o Fischerze cytując L. Evansa, że to największa indywidualność, najbardziej nieustępliwy, niekomunikatywny, samotny, zamknięty w sobie, niezdolny do współpracy z kimkolwiek i niezależny mistrz szachowy wszystkich czasów. Zacytował także samego Fischera: "Na zapytanie, co sprawia mu w szachach największą przyjemność Fischer odpowiedział bez namysłu: "Lubię moment, w którym przeciwnik załamuje się psychicznie...""

Być może ten rys psychopatyczny sprawił, że Fischer w pewnym momencie zaczął wygrywac z wielką łatwością, co doprowadziło go na tron szachowy i co sprawiło, że tego tytułu nie bronił w roku 1975. Dalsze jego losy sprawiły, że żywot zakończył w kraju, w którym został mistrzem świata. 

Odwiedziłem jego grób 2 lata temu na małym cmentarzyku w Laugardaelir. Sympatycy królewskiej gry wciąż pamiętają o nim.


Opinia Józefa Mackiewicza, który był amatorem szachów (grywał z Michałem Chmielowcem, redaktorem "Wiadomości) była dla mnie sporym zaskoczeniem:

Z listu Józefa Mackiewicza do Michała Chmielowca, 27 sierpnia 1972:

"Nie tylko śledzimy, ale przegrywamy każdą partię Spasskij-Fischer. Mnie się zdaje, że pierwszy gra lepiej i ciekawiej, tylko nagle załamuje się. Natomiast do końca nie mogłem zrozumieć tej partii, w której Fisher stracił damę. Dlaczego? Po raz pierwszy jestem całkowicie po stronie ekipy sowieckiej. Nienawidzę chamstwa. A Fisher to cham z chamów."

Najciekawszy jednakże tekst to ten z listu Barbary Toporskiej z roku 1965 do Mieczysława Grydzewskiego dotyczący nie przyjmowania Żydów do AK i szerzonej po wojnie propagandy, według której Żydzi sami nie chcieli wstępować w szeregi AK. Fragment ten jest dość obszerny, aby go tu zacytować, ale choćby dla niego warto tę książkę zdobyć. Barbara Toporska w sposób bardzo syntetyczny i prawdziwy rozprawia się w tym liście z antysemityzmem Polaków. Oto dwa króciutkie fragmenty:

"[...] Wileńska AK nie przyjmowała Żydów do oddziałów leśnych, a także odmawiała im przydziału fałszywych dokumentów. Interpelowałam w tej sprawie wielokrotnie różne osoby z "organizacji" i zawsze słyszałam to samo uzasadnienie: element niepewny."

"[...] Nie ma nieprawdy, która by nie szkodziła i krzywdziła. Nieprawda, rozdmuchująca pomoc udzielaną Żydom, jest nową pożywką polskiego antysemityzmu: Jacy ci Żydzi nikczemni, skoro kąsają rękę, która im pomagała!... Tymczasem ta ręka często podawała bochenek chleba w zamian za futro. Dziś wypomina się tylko chleb.

Prawdą jest, że były szlachetne wyjątki. Ludziom, którzy odważnie i ofiarnie nieśli pomoc Żydom w formie najtrudniejszej, udzielając im schronienia, należy stawiać pomniki. Ale nie rozcieńczać ich zasług na cały "naród polski". Postawa społeczeństwa bowiem przyczyniła się w tej sprawie tylko do wyjątkowości, do odosobnienia tych wypadków a także do podniesienia ich do rangi aktów heroicznych. Bo jakże często, mimo najlepszych chęci (czy mimo chęci zysku) odmawiało się schronienia Żydowi, ponieważ nie można go było ukryć przed oczami sąsiadów. Kara śmierci groziła nie tylko za ukrywanie Żydów. Ale donos stanowił 99% ryzyka tylko przy ukrywaniu Żydów. Nieprawdą jest twierdzenie, że Żydów dencuncjowały jedynie "szumowiny na usługach okupanta". Donosiło często chłopskie dziecko i nawet dewotka spod znaku Św. Zyty. Donosiła ciemnota, głupota, fanatyzm, źle pojęty patriotyzm i wreszcie podświadoma zmowa niedyskrecji, która wokół kryjówki Żyda robiła tyle wrzawy, aż wreszcie zwabiała informatora."

Józef Mackiewicz, Barbara Toporska "Listy do Redaktorów Wiadomości", Kontra, Londyn, 2018

czwartek, 26 marca 2026

Cmentarze na Litwie - Wisztyniec (lit. Vištytis)

W drugiej połowie marca trafiłem na cmentarz w Wisztyńcu, aby spróbować odszukać nagrobki osób o nazwiskach Rutkauskas i Gutauskas. Przy okazji, z racji tego  że zszedłem tamtejszy cmentarz wzdłuż i wszerz, sfotografowałem nieliczne nagrobki z polskimi inskrypcjami.

Wisztyniec to niewielkie i dość senne o tej porze roku miasteczko położone nad pięknym jeziorem, tuż przy granicy z Obwodem Królewieckim, czy też jak jeszcze niedawno mówiliśmy Kaliningradzkim. Głównym zabytkiem miasteczka jest kościół z 1829 rok, zamknięty na 4 spusty, a proboszcz nie mieszka na stałe w Wisztyńcu, gdyż obsługuje 3 parafie.


A oto odnalezione nagrobki z polskimi inskrypcjami:


1. Józef Szylajtis, zmarł 29 września 1899 roku.


2. rodzina Czerników.


3. Marcin Miller Bergmann, żył lat 13, zmarł 14 marca 1896.


4. Marianna Szylajtis, umarła 16 stycznia 1882.


5. prawdopodobnie Julian Radziewicz.


6. Józef Wojciulewicz, żył lat 96, zmarł 5 marca 1908.

7. Józef Bulkiewicz, student Politechniki, urodzony w 1931 roku, tragicznie swe życie zakończył w Niemnie 3 kwietnia 1949 roku.

8. ks. A. Bakunowski, proboszcz parafii Wisztyniec, żył lat 59, zmarł 2 listopada 1880 roku.

niedziela, 15 marca 2026

Gidle, no przecież!

O tym, że pradziadkowie Kacper Stępień i Józefa Stępień z Pociejowskich wyjechali z Barda, gdzie urodził się pradziadek Stefan (w roku 1900) do Wojnowic w parafii Gidle koło Radomska, gdzie z kolei urodził się jego młodszy brat Józef (w roku 1918) dowiedziałem się już 16 lat temu. Dlaczego do tej pory nie sprawdziłem metryk tej parafii? Fakt, nie były dostępne online. Dopiero obecnie część z nich zdigitalizowano (od roku 1910 do 1923 i od roku 1874 do 1885). Mogłem jednak pojechać do Częstochowy do archiwum, aby je sprawdzić. Przekładałem ten wyjazd jednak w nieokreśloną przyszłość. Nie spodziewałem się bowiem żadnego przełomu. Myslałem, że zobaczę akta urodzenia rodzeństwa pradziadka Stefana spisane w typowy dla Królestwa Polskiego, zwanego później Krajem Prywiślańskim sposób. Że będzie w nich zapisane, iź do księdza, a zarazem urzędnika stanu cywilnego parafii w Gidlach, zgłosił się Kacper Stępień, liczący lat x, gospodarz lub wyrobnik zamieszkały Wojnowicach wraz ze świadkami y i z i zgłosił, że dnia takiego, o takiej godzinie w Wojnowicach urodziło się dziecko takiej to, a takiej płci z jego prawnej małżonki Józefy Stępień z Pociejowskich, liczącej lat c i że podczas chrztu świętego, który miał miejsce dnia takiego, a takiego nadano mu jakieś imię, a rodzicami chrzestnymi byli taka i taki.

Myliłem się.

Zanim jednak o wizycie w Częstochowie, należy się parę słów wprowadzenia. Nie pisałem bowiem wiele o rodzeństwie Stefana dotychczas i warto to nadrobić.

***
Stefan był najstarszy. Po nim, w roku 1903 urodziła się Antonina. Przed II wojną światową mieszkała w Ubereżu koło Sarn wraz z matką i częścią rodzeństwa. Rodzina została ostrzeżona w 1943 roku o planowanej akcji ukraińskiej w wiosce. Zdążyli dojść do najbliższego lasu, gdy zobaczyli łunę pożaru nad Ubereżem. Po wojnie trafiła z mamą do Józefowa koło Chocza. Bracia ściągnęli ją do Lublina, gdzie poznała przyszłego męża, Konstantego Abramowicza, notabene pochodzącego też z okolic Chocza. Zmarła w 1992 roku i pochowana jest na cmentarzu przy ulicy Lipowej w Lublinie.

***
Czesław urodził się w roku 1908. Zginął podczas nalotu bombowego w Sarnach podczas II wojny światowej. Jego żona wyszła drugi raz za mąż po wojnie.

***
Kazimiera urodzona w roku 1910 po raz pierwszy wyszła za niejakiego Grabkę - leśniczego, który został zamordowany w lesie podczas II wojny światowej. Po wojnie wyjechała z Wołynia wraz z matką do Józefowa. Drugim jej mężem był Stanisław Lemański. Zmarła w roku 1993 i jest pochowana na cmentarzu w Choczu.
***
Jan Stępień urodził się w roku 1913.  Taka data wynika z napisu na nagrobku, który znajduje się w Nidzicy. Gdy mieszkał jeszcze w Sarnach, poznał Genowefę z Woźniaków. Była wtedy żoną Mariana Sternickiego. Sternicki został zabity w czasie wojny. Pracował jako ochroniarz magazynów zbożowych. W nocy przyjechali Ukraińcy i kazali mu je otworzyć i ładować się na wóz, a następnie pojechali do lasu. Rano pod magazyny przyjechał gajowy i pytał o Mariana Sternickiego. Słyszał bowiem dwa strzały w lesie przy magazynach. Z gajowym do lasu pojechał syn Mariana Sternickiego i jego ojciec. Znaleźli go zabitego strzałem w tył głowy. 
W czasie II wojny światowej służył  w 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK. Był wyborowym strzelcem. Koło Lublina dywizja została okrążona i rozbrojona. Jan uciekł z wywózki i schronił się w Lublinie u brata. Później jednak ktoś go zadenuncjował i znalazł się w obozie jenieckim w ZSRR. Wrócił do Polski pod koniec 1947 roku. Genowefa z córką przyjechała do Nidzicy. Jan Stępień dowiedział się o tym i zaczął jej szukać. Osiadł we wsi Bolejny i tam pracował w gospodarstwie rolnym. Gdy odnalazł Genowefę ożenił się z nią. Zmarł w roku 1988 i jest pochowany na cmentarzu komunalnym w Nidzicy.

***
Genowefa urodziła się w roku 1916. Po wojnie wyszła za mąż za Mikołaja Lemańskiego. Mieszkali w Lublinie. Zmarła w roku 1988 i jest pochowana na cmentarzu na Majdanku.

***
Józef urodził się w roku 1918 w Wojnowicach. 8 września 1939 roku został ranny podczas działań wojennych w Przysiersku. W niewoli przebywał od 10 września 1939 roku do 2 maja 1940 roku. W roku 1944 wziął ślub w Lublinie z Haliną Walczak. Pracował u jubilera Kalickiego przy Krakowskim Przedmieściu w Lublinie, później u jubilera przy ulicy Handlowej, następnie w PSS Społem. Zmarł w 1998 roku.

***
Edward urodził się w roku 1925. Po wojnie mieszkał w Józefowie, potem w Lublinie. Żona miała na imię Wanda. Zmarł w roku 1984 i jest pochowany na cmentarzu na Majdanku.

***
Taką mniej więcej wiedzą na temat rodzeństwa Stefana dysponowałem, gdy zdecydowałem o wyjeździe do Częstochowy. Dodam jeszcze, że w 2021 roku dostałem e-maila od niejakiego Pawła, który sugerował, że Kacper Stępień, ojciec Stefana mógł urodzić się w roku 1875 w parafii Daleszyce. Oto, jak to argumentował:
"Pisał Pan, że pradziadek Stefan Stępień był zapisany do ksiąg ludności stałej gminy Górno.
Z doświadczenia z własnymi pradziadkami wiem, że w tych terenach rodziny pozostawały wpisane do ksiąg ludności w miejscowości rodzinnej nawet jeśli przenosiły się na stałe gdzieś indziej. Ktoś mógł się urodzić wiele lat później i wiele kilometrów dalej w innej miejscowości, a i tak być wpisanym tam, gdzie urodził się jego ojciec, a nawet dziadek. Przyjmijmy, że tak było ze Stępniami. Tereny gminy Górno należały do parafii w Daleszycach. To jakieś 30 kilometrów od Barda. W tejże parafii  w genetece jest zindeksowanych mnóstwo Stępniów. Pisał Pan, że prapradziadek Kacper Stępień w 1918 miał 42 lata, a więc urodzony ok. 1876 r. Sprawdziłem wszystkich Kacprów występujących w Daleszycach i po wykluczeniu reszty jest jeden pasujący.
Akt ur 257/1875- Kacper Stępień urodzony 30.12.1875 we wsi Skorzeszyce, ochrzczony 31.12 w Daleszycach, syn Jana i Zofii ze Sławetów małżonków Stępniów."

Była to oczywiście poważna hipoteza, ale skoro nie wiedziałem nic o imionach rodziców Kacpra, pozostawała tylko hipotezą.

***. 
Rodzina Kacpra Stępnia i Józefy z Pociejowskich pojawia się w księgach stanu cywilnego parafii w Gidlach dopiero w roku 1913. Wówczas to w Wojnowicach urodził się Jan Stępień.  I tu pierwsza niespodzianka. Kacper Stępień został określony jako służący folwarczny, stały mieszkaniec gminy Górno w powiecie kieleckim. E-mailowa hipoteza Pawła prawie została potwierdzona.


Potwierdzenie przyszło wraz z aktem urodzenia Genowefy w roku 1916. Nie sądziłem, że tego rodzaju metrykę rubrykową, gdzie zaznaczono imiona rodziców ojca dziecka spotkam na terenie dawnego Królestwa Polskiego. Rodzicami Kacpra, tak jak pisał Paweł byli Adam i Zofia. Tak więc potwierdziło się, Kacper Stępie urodził się na terenie parafii Daleszyce i tam przyjdzie mi prowadzić dalsze poszukiwania tej linii przodków. Przyznam też, że uderzyło mnie określenie Kacpra, jako służącego folwarcznego. Po pierwsze w kontekście tego, co usłyszałem od potomkini Antoniny Abramowicz. Kacper miał zdecydować się na wyjazd na Wołyń po I wojnie światowej pod wpływem namowy kogoś, kto obiecywał mu o wiele lepsze warunki życia niż w Wojnowicach. Kacper podobno zostawił wszystko co miał w Wojnowicach i wyruszył do jeszcze większej biedy, a zgryzota, która go opanowała, spowodowała jego przedwczesną śmierć. W Wojnowicach będąc służącym folwarcznym nie miał zbyt wiele do zostawiania. Mieszkał prawdopodobnie w folwarcznych czworakach. Był zależny od władzy dworu, czy też folwarku. Nie miał, jak tradycyjny chłop swego stałego miejsca na ziemi. To pochodzenie być może zaważyło na późniejszym życiu jego syna Stefana, a także na tym, że dzieci Stefana utrzymywały ze sobą słaby kontakt.


W roku 1918 urodził się Józef, a w roku 1920 (tu niespodzianka!) Feliks, Niespodzianka, gdyż nie słyszałem o tym, aby pradziadek Stefan miał brata o tym imieniu.

Po 1920 roku rodzina musiała wyjechać z Wojnowic, gdyż do roku 1924 nie pojawiły się żadne nowe metryki urodzenia bądź zgonu dzieci (tu myślę o Feliksie).

***
Zachowały się również szczątkowo akta szkoły podstawowej w Wojnowicach. Z roku szkolnego 1915/1916 zachowały się arkusze ocen Antoniny i Czesława. Co ciekawe nazwisko zapisano jako Stępi. W Wojnowicach mieszkały inne rodziny Stępniów, nie spokrewnione i ich dzieci zapisywano pod prawidłową formą nazwiska Stępień. W roku szkolnym 1916/1917 nie znalazłem już arkuszów ocen dzieci Kacpra i Józefy, a późniejsze arkusze pochodzą dopiero z okresu po 1920 roku.



niedziela, 8 marca 2026

Wyniki badań autosomalnego DNA - meandry

Podobnie jak duża większość osób zainteresowanych genealogią zdecydowałem się w końcu na wykonanie testu autosomalnego DNA. Jest to najbardziej popularny test, który polega na zbadaniu pokrewieństwa w liniach od obu rodziców. Ma on sens dzięki temu, że bazy danych głównych firm globalnych oferujących tego rodzaju testy obejmują bardzo dużą liczbę tych, którzy wykonali testy i jest ogromna szansa na odnalezienie nieznanych, a jednocześnie dość bliskich krewnych. Moim celem było odnalezienie krewnych z tych linii, dla których mam trudności z ustaleniem historii rodziny przed końcówką XIX wieku, gdyż nie zachowały się dokumenty metrykalne (Stępniowie i Pociejowscy) lub o których nie jestem się w stanie dowiedzieć nic w oparciu o dokumenty metrykalne, gdyż przodek/przodkini pochodzi ze związku nieformalnego i nie jest znane imię i nazwisko jednego z rodziców biologicznych (Józefa Kaczmarek, później Uzarek). Wykonałem testy w firmie Ancestry.com i gdy otrzymałem wyniki nieco się zawiodłem. Najbliżsi krewni to kuzyni 4-6 stopnia w liczbie nieco ponad 70. Oznacza to, że mam z nimi przodka na poziomie 3xpradziadków, 4x pradzadków lub 5xpradziadków. Firma Ancestry.com po pewnym czasie od wykonania przeze mnie testu wprowadziła funkcję grupowania potencjalnych krewnych pod względem pokrewieństwa i okazało się, że wśród moich kuzynów 4-6 stopnia, których liczba w bazie danych po kilku latach wzrosła do ponad 90, można wyodrębnić 33 izolowane grupy krewnych. Każda z grup pochodzi od jednego z 33 różnych przodków. Nie muszę chyba dodawać, że napisałem do każdej z osób i od prawie połowy otrzymałem odpowiedzi. Ale prawie żadna z tych osób nie miała tak opracowanego drzewa genealogicznego, jak ja.

Rok po wykonaniu przeze mnie testu, w moich wynikach pojawiła się osoba opisana jako kuzyn 3-4 stopnia. Czyli mająca ze mną wspólnego przodka na poziomie prapradziadków lub 3xpradziadków. Ponad rok czekałem na odpowiedź na moją wiadomość, a gdy w końcu przyszła, okazało się, że jest potomkiem moich prapradziadków Kacpra Stępnia i Józefy z Pociejowskich i siostry pradziadka Stefana Stępnia, Antoniny (1903-1992 Lublin).


Chciałbym tu jednak opowiedzieć o innej osobie - dopasowaniu DNA, która wśród moich krewnych występuje na wysokiej 6 pozycji, będąc moim kuzynem 4-6 stopnia. Według drzewa genealogicznego, które zamieściła ta osoba w portalu Ancestry.com i naszej korespondencji, jej pradziadkami byli Frank Kondly, urodzony około roku 1894 i Anna Marek, urodzona około roku 1895. Te właśnie osoby wyemigrowały z polskich terenów pod zaborami do Stanów Zjednoczonych. Pozostali pradziadkowie wydają się nie mieć korzeni w Polsce. Według dodatkowych danych, które uzyskałem od tej osoby, bądź wyszukałem w portalu Ancestry.com, Frank Kondly urodził się w miejscowości Durdy i był synem Wojciecha Kondela i Marianny z domu Kościelnej. Anna Marek z kolei urodziła się w Jaślanach i była córką Jana Marka i Katarzyny z Klichów. Miejscowość Durdy leży nieopodal tak ważnej dla mojej genealogii wsi Knapy. W XIX wieku należała do parafii rzymskokatolickiej w Baranowie Sandomierskim. Biorąc pod uwagę, że zarówno Jaślany, jak i Durdy leżą na obszarze pomiędzy Tarnobrzegiem, a Rzeszowem, czyli nieopodal parafii w Chmielowie, Cmolasie i Porębach Dymarskich, na terenie dawnego zaboru austriackiego, mógłbym się spodziewać, że nasze pokrewieństwo zaczyna się gdzieś w przeszłości wśród przodków mego dziadka macierzystego Wojciecha Tudora.

Bazując na Genetece, nie jestem w stanie potwierdzić, że Frank Kondly był synem Wojciecha Kondela i Marianny z Kościelnych. Para ta miała dzieci w latach 1875-1888. Niestety urodzenia z parafii w Baranowie Sandomierskim dla miejscowości Durdy kończą się na roku 1889 i nie wiem, czy późniejsze księgi zachowały się. Przyjmuję jednak dla poniższego wywodu, że rzeczywiście Wojciech Kondel i Marianna Kościelna to rodzice Franka Kondly.

Anna Marek zaś urodziła się w roku 1894 w Jaślanach i była według Geneteki ostatnim dzieckiem Jana Marka i Katarzyny z Klichów.

Wojciech Kondel, Marianna Kościelna, Jan Marek i Katarzyna Klich to 2xpradziadkowie osoby będącej moim dopasowaniem DNA z portalu Ancestry. Od kolejnej generacji jej przodków powinienem rozglądać się za potencjalnymi moimi przodkami.

Wojciech Kondel (urodzony w roku 1849 w Budzie Tuszowskiej w parafii Ostrowy Tuszowskie) wziął ślub z Marianną Kościelną (urodzoną w roku 1853 w Ostrowach Tuszowskich) w parafii Ostrowy Tuszowskie w roku 1873. Rodzicami Wojciecha Kondla byli Marcin Kondle - kolonista niemiecki i Klara z domu Rudolf. Rodzicami Marianny Kościelnej zaś Marcin Kościelny i Katarzyna z domu Grandowska.

Jan Marek (urodzony w roku 1854 w Jaślanach) z kolei wziął ślub z Katarzyną Klich (urodzoną w roku 1858 w Jaślanach) w parafii Jaślany w roku 1879. Jan Marek był wdowcem po Mariannie Głaz, synem Jana Marka i Marianny z domu Korzeń. Katarzyna Klich była córką Józefa Klicha i Marianny z domu Dulik.

Zestaw 3xpradziadków osoby będącej moim dopasowaniem DNA to: Marcin Kondle, Klara Rudolf, Marcin Kościelny, Katarzyna Grandowska, Jan Marek, Marianna Korzeń, Józef Klich i Marianna Dulik. Żadne nazwisko nie odpowiada nazwiskom moich przodków.

Przejdźmy więc jedną generację dalej w przeszłość.

Marcin Konle wziął ślub z Klarą Rudolf (urodzoną w roku 1823 w Jóżefowie w parafii Chorzelów) w Chorzelowie w roku 1846. Urodził się około 1806 roku i był synem Michała Konle i Ewy z domu Kaiser. Rodzina Michała i Ewy miała dzieci w parafii Padew Narodowa od roku 1810 do roku 1836, ale nie przed 1810 rokiem. Wydaje się więc, że przed 1810 rokiem osiedlili się tam, przybywając skądinąd. Rodzicami Klary Rudolf byli Jerzy Rudolf i Klara Schaffner, którym dzieci w parafii Chorzelów rodziły się od roku 1815 do roku 1830.

Marcin Kościelny (urodzony w roku 1825 w Tuszowach Ostrowskich) poślubił Katarzynę Grandowską (urodzoną w roku 1821 w Tuszowach Ostrowskich) w roku 1847 w Tuszowach Ostrowskich. Był synem Stanisława Kościelnego (neofity, a więc prawdopodobnie przechrzty z religii mojżeszowej) i Zofii z domu Czachor. Katarzyna Grandowska zaś była córką Józefa Grandowskiego i Tekli z domu Gońskiej.

Jan Marek (urodzony w roku 1801 w Jaślanach) poślubił Mariannę Korzeń (urodzoną około 1817 roku) w Jaślanach w roku 1849. Był synem Andrzeja Marka i Marianny z domu Olsza. Marianna Korzeń zaś była córką Mateusza Korzenia i Agaty z domu Taran.

Józef Klich (zapisany błędnie w Genetece jako Wojciech) wziął ślub z Marianną Dulik (urodzoną w roku 1822 w Jaślanach) w Chorzelowie w roku 1843. Był synem Wojciecha Klicha i Agaty z domu Rzeźnik. Marianna Dulik zaś była córką Marcina Dulika i Anny z domu Łącz.

Zestaw 4xpradziadków mego dopasowania DNA wygląda więc następująco:

Michał Konle, Ewa Kaiser, Jerzy Rudolf, Klara Schaffner, Stanisław Kościelny, Zofia Czachor, Józef Grandowski, Tekla Gońska, Andrzej Marek, Marianna Olsza, Mateusz Korzeń, Agata Taran, Wojciech Klich, Agata Rzeźnik, Marcin Dulik, Anna Łącz.

Nadal żadne z nazwisk nie łączy się z mymi przodkami.

Aktu ślubu Michała Konle z Ewą Kaiser i Jerzego Rudolfa z Klarą Schaffner nie ma w Genetece. Wydaje mi się, że niemieccy osadnicy wśród moich przodków w zaborze austriackim na podstawie dotychczas przeprowadzonych badań genealogicznych, to małe prawdopodobieństwo.

Stanisław Kościelny wziął ślub z Zofią Czachor w roku 1824 w Ostrowach Tuszowskich. Imiona rodziców Stanisława nie zostały podane w metryce ślubu (przynajmniej według Geneteki, gdyż nie widziałem oryginału dokumentu). Rodzicami Zofii Czachor urodzonej około 1804 roku byli Wojciech Czachor i Tekla. Jeśli Stanisław rzeczywiście był przechrztą, to prawdopodobieństwo, że jego przodkowie byli moimi uwżam za niewielkie.

Józef Grandowski wziął ślub z Teklą Gońską w Ostrowach Tuszowskich w roku 1814. Imiona rodziców nie zostały podane w metryce ślubu.

Andrzej Marek wziął ślub z Marianną Olszą w Chorzelowie w roku 1787. Niestety rodzice w metryce ślubu nie zostali wymienieni.

Mateusz Korzeń miał z Agatą Taran syna Mateusza w roku 1820, urodzonego w parafii Chorzelów, ale wcześniej rodzina ta nie pojawia się w metrykach tej parafii ani w żadnej innej.

Nie pojawia się w Genetece także rodzina Wojciecha Klicha i Agaty z domu Rzeźnik.

Marcin Dulik ma z Anną Łącz dzieci w okresie 1819-1834 w parafii Chorzelów, ale nie ma tam ich aktu ślubu.

Tak więc spośród 5xpradziadków mego dopasowania DNA udało mi się ustalić tylko imiona rodziców Zofii Czachor. Byli nimi Wojciech Czachor i Tekla. Zofia urodziła się około 1804 roku, ale jedyne małżeństwo osób o tych imionach, występujące w Genetece to Wojciech Czachor i Tekla Trojnacka. Ślub miał miejsce w roku 1807 w Ostrowach Tuszowskich. Wojciech był 40-letnim wdowcem, zaś Tekla 27-letnią panną. Ale w Ostrowach Tuszowskich nie zarejestrowano żadnego dziecka tej pary. Wojciech prawdopodobnie był wdowcem po Jadwidze z domu Spyra. Wojciech z Jadwigą miał córkę Zofię urodzoną w roku 1799. Wojciech Czachor wziął ślub z Jadwigą Babulą w roku 1796 w Ostrowach Tuszowskich. On miał 24 lata, ona była wdową po Błażeju Babuli, z którym wzięła ślub w roku 1788. W Genetece w roku 1773 zarejestrowano akt urodzenia Wojciecha Czachora, syna Wojciecha i Zofii w roku 1773 w Cmolasie. Rodzina mieszkała w Trzęsówce od 1749 roku. W 1748 roku zaś Wojciech Czachor wziął ślub z Zofią Jadach w Ostrowach Tuszowskich. On był z Trzęsówki, ona z Komorowa. Ale ani nazwisko Trojnowska, ani Spyra to nie są nazwiska z mego drzewa genealogicznego.

Powyższy wywód pokazuje na jakie trudności natrafić można, ustalając wspólne korzenie z osobą będącą kuzynem 4-6 stopnia. Nie muszę dodawać, że wśród dopasowań DNA mam setki osób będących mymi kuzynami 5-8 stopnia.

piątek, 9 stycznia 2026

Antoni Kaczmarek

O tym, że rodzice mojej prababci Józefy Paczkowskiej nazywali się Marcin Uzarek i Balbina Kaczmarek dowiedziałem się na początku 2005 roku od cioci, która z kolei dowiedziała się o tym od innej cioci z Poznania. Już Józefa Paczkowska była w rodzinie osobą na poły mityczną, o której wiadomo było niewiele, nawet jej podobizna fotograficzna nie jest do końca pewna, a nagrobek na poznańskich Jeżycach od dawna nie istnieje. Co tu mówić o Kaczmarkach. Historia tego bloga to między innymi historia archiwalnych odkryć związanych najpierw z Balbiną Kaczmarek, jej dwoma mężami i życiem w Niemczech oraz z jej ojcem Adamem Kaczmarkiem, dwukrotnie żonatym. Jeśli chodzi o tę część rodziny, sprawdzam obecnie dość systematycznie, udostępnione przez Archiwum Państwowe w Poznaniu, akta stanu cywilnego parafii rzymskokatolickiej w Ostrzeszowie, gdyż do tej parafii należała wieś Siedlików, skąd pochodzili Kaczmarkowie. Pojechałem kiedyś do Siedlikowa. Poza starym drewnianym kościółkiem nie ma tam żadnych śladów odległej przeszłości.

O Antonim Kaczmarku wiedziałem dotychczas tylko to, że był żonaty z Joanną z domu Drozd i że był ojcem Adama Kaczmarka urodzonego 20 stycznia 1805 roku w Siedlikowie. Odnalazłem właśnie jego akt zgonu. 

Antoni zmarł 22 grudnia 1832 roku w Siedlikowie w wieku 76 lat. Urodził się więc około 1756 roku. Przyczyną śmierci była biegunka, a w chwili śmierci był żonaty.

sobota, 3 stycznia 2026

Poświętne - smutny przypadek Józefa Pieroga w roku 1887

Już kilka razy pojawiały się w przeszłości artykuły na blogu poświęcone odnalezionym w XIX-wiecznej prasie wzmiankach o zwykłych ludziach, mieszkańcach podlaskich wsi i miasteczek. Najczęściej są to informacje dotyczące różnego rodzaju wypadków, którym ulegali ci ludzie. Jednakże dla osób interesujących się genealogią stanowiące obrazowy przykład warunków w jakich żyli ich przodkowie oraz dokumentujące okoliczności ich odejścia z tego świata. Pragnę pokazać w ten sposób, w jak różnych źródłach możemy odnaleźć istotne dla historii rodzinnej informacje.

W roku 1887 w księgach zgonów parafii rzymskokatolickiej Poświętne niedaleko Łap odnaleźć można poniższy zapis w języku rosyjskim:


Wynika z niego, że 5 września 1887 roku we wsi Poświętne o godzinie 10 rano zmarł 45-letni właściciel drobnego gospodarstwa rolnego Józef Pieróg, pozostawiając żonę Florentynę z Zawadzkich. Był synem Jana Pieroga i Ewy z Ostrzygałów. Z Geneteki wiadomo, że Józef z Florentyną zawarli związek małżeński w roku 1870 w Płonce Kościelnej i że mieli następujące dzieci: Wincenty (ur. 1874), Bolesław (ur. 1876, zm. 1876), Anna (ur. 1878, zm. 1878), Antoni (ur. 1879), Julia (ur. 1882), Leokadia (ur. 1884) i Apolonia (ur. 1886).

Dziś już o tym, dlaczego Józef zmarł w wieku 45 lat, jego potomkowie prawdopodobnie nie pamiętają, ale można znaleźć informację na ten temat w dość poczytnym wówczas piśmie "Gazeta Świąteczna":



"Śmierć od piorunu. We wsi Poświętnem w powiecie Mazowieckim, guberni Łomżyńskiej zdarzył się smutny wypadek, który tak opisuje jeden z przedpłatników gazety:

Dnia 5 września żona włościanina Józefa Pieroga, siedząc podczas burzy w izbie, od której drzwi były do sieni otwarte, spostrzegła nagle ogień wydobywający się przez szpary z dużej skrzyni z odzieniem, która stała przy ścianie pomiędzy drzwiami od sieni, a piecem. Nie namyślając się długo, przytomna kobieta otworzyła skrzynię, zalała ogień i wyrzuciła nawpół popalone rzeczy, a myśląc, że się dom pali, bo dymu było z tego w izbie co niemiara, wybiegła do sieni, aby zawołać domowników na ratunek. Tu jednak, na progu chaty, w odemkniętych drzwiach od dworu, napotkała ciało swego męża, który przed chwilą właśnie, chcąc wyjrzeć, czy woły już wyprzęgnięto z sochy, został w drzwiach samych rażony piorunem. Ten sam widać piorun wpadł przez sień do izby, zapalił po drodze odzienie w okutej skrzyni, a następnie wyleciał piecem, w którym, jak się okazało, szyber czyli zasuwa była na trzy cale niedomknięta, i wyłamał w kominie kilka cegieł. Łatwo wytłómaczyć, dlaczego tak się stało. Oto po otwarciu przez Pieroga drzwi w sieni zrobił się przeciąg, powietrza ode dworu do komina przez tę niedomkniętą zasuwę, a wiadomo, że przy takim przeciągu powietrza piorun najłatwiej wpaść może do izby.
Niechże więc ten przypadek posłuży za przestrogę innym, aby w czasie grzmotów nie otwierali okien, ani drzwi, a przy tem baczyli na to, aby zasuwy w piecach były szczelnie zamknięte. A co najważniejsza, każdy powinien obsadzić swój dom kilkoma drzewami jakiegokolwiek gatunku, byle takiemi, co wyrastają wysoko; bo o ile wiem, nie było nigdzie takiego wypadku, ażeby piorun uderzył w budynek, około którego stały blizko drzewa, sięgające wierzchołkami ponad dach budynku.
Muszę też wspomnieć, jakim sposobem ratowali Pieroga, myśląc, że jeszcze może uda się przywrócić go do życia. Oto rozebrali go, położyli na ziemi, podłożywszy pod niego odzienie, i dalej na całe ciało sypać ziemię, zostawując tylko głowę nieprzysypaną. Takie ratowanie na nic się nie zda; bo człowiek tak przywalony ziemią chociażby i odżył i powoli przychodził do siebie, to nie mógłby pod takim ciężarem oddychać. Co do owego Pieroga, to, co prawda, dla niego nie było już żadnego ratunku, bo piorun tak go ugodził, że przez całe ciemię aż siną pręgę zostawił. Gdy jednak kto nie tak mocno jest rażony piorunem, to można go czasem uratować, ale nie przywalając go ziemią, tylko zakopując go w ziemi w postawie stojącej albo siedzącej, tak, żeby mu ziemia wcale nie ciążyła na piersi, ani na plecy. Józef Korewo"

sobota, 29 listopada 2025

I znów Poręby Dymarskie, i znów nowe informacje genealogiczne

Do Poręb Dymarskich jeżdżę raz na kilka lat, po kolejne znaleziska genealogiczne. 11 lat temu pojechałem tam, aby odszukać akt urodzenia prababci, której nigdy nie poznałem. 5 lat temu poszukiwałem rodzeństwa Marianny, aktu ślubu jej rodziców (do tej pory nie odnalezionego) i rodzeństwa Marcina Ozimka, jej ojca. Tym razem wybrałem się do Poręb, aby odnaleźć akta zgonów dziadków Marianny, Pawła Ozimka i Ewy Ozimek z Rząsów oraz akt chrztu Pawła Ozimka. Udało się.

Paweł Ozimek urodził się 13 stycznia 1815 roku w Porębach Dymarskich (czyli nieco później, niż wskazywałby na to wiek w jego metryce ślubu), jako syn Marka Ozimka i Apolonii z domu Maciąg. Imię dostał po świętym Pawle z Teb, pustelniku, o czym świadczy dopisek "eremita" po imieniu.  Rodzina Ozimków mieszkała w domu nr 18 w Porębach. Rodzicami chrzestnymi byli Jakub Bimba i Helena Dziubina.

Z ksiąg chrztów wynika, że Paweł był pierwszym dzieckiem Marka i Apolonii, choć ślub mych 4xpradziadków odbył się w 1810 roku, 19 lutego. Marek Ozimek miał wówczas 26 lat, a Apolonia Maciąg 18.  Świadkiem na ślubie był Grzegorz Zięba. Jest to o tyle ciekawe, że nazwisko Zięba też występuje wśród moich bezpośrednich przodków, ale wiązałem je dotychczas z pobliskim Cmolasem.


Paweł Ozimek zmarł pierwszy, przed swą małżonką, 6 marca 1857 roku. Jako przyczynę zgonu podano febris nervosa po łacinie, czyli gorączka z konwulsjami.

Ewa Ozimek, wdowa po Pawle przeżyła go o prawie 2 dekady. Zmarła 3o listopada 1876 roku. Jako przyczynę śmierci wpisano senectus, czyli podeszły wiek.


Czekają mnie jeszcze pewnie kolejne wyjazdy do Poręb Dymarskich. Nie miałem bowiem czasu przyjrzeć się dalszym pokoleniom rodziny Ozimków, jak i rodzeństwa Pawła. Nadal nie wyjaśniona jest też zagadka, co spowodowało, że po 1878 roku rodzina Marcina i Marianny Ozimków, definitywnie opuściła Poręby Dymarskie.

niedziela, 23 listopada 2025

Jabłonka Kościelna, Tybory Kamianka, Święck-Strumiany, Rosochate Kościelne

 ...czyli jak ciekawie spędzić czas na styku województw podlaskiego i mazowieckiego". Tak miał brzmieć tytuł tego artykułu, ale okazał się zbyt długi. Byliśmy na terenach typowo rolniczych, centrum produkcji mleka i produktów mlecznych w Polsce, a jak wiadomo większość turystów przybywa na teren województwa podlaskiego, aby nacieszyć się przyrodą parków narodowych i krajobrazowych oraz puszcz rozmieszczonych w większości w pasie prowadzącym od północno-wschodniej przez środkową po południowo-wschodnią część województwa, a nie na rolniczy styk Mazowsza i Podlasia. Mieszkaliśmy w bardzo wygodnym domu po babci Stanisławie, jak piszą na stronie internetowej domu jego właściciele, we wsi Średnica-Jakubowięta, czyli już w województwie mazowieckim, ale nasze wycieczki w większości prowadziły na zachodnie rubieże województwa podlaskiego.

Pierwsza nasza trasa wiodła z Jabłonki Kościelnej do Tyborów-Kamianki. Nigdy wcześniej w Jabłonce Kościelnej nie byłem, łączyło mnie z nią tylko to, że kilka lat temu badałem genealogię żydowskiej rodziny Lichtensteinów z tej miejscowości. Cmentarzy żydowskich (a były dwa) już jednak we wsi nie ma.

Do Jabłonki Kościelnej przyciągnął mnie przede wszystkim budynek kościoła św. Michała Archanioła, zbudowany w latach 1898-1905 w dość nietypowym dla podlaskich i mazowieckich świątyń katolickich stylu neoromańskim, przez co jego niektóre elementy mogą przypominać białostocki kościół św. Wojciecha, który jednak pierwotnie był luterańską kirchą w przeciwieństwie do jabłonkowskiej świątyni.


W kruchcie kościoła znajduje się płyta nagrobna Walentego Mościckiego z 1600 roku, wojskiego bielskiego, który był synem Pawła Gołasza Mościckiego. Mościccy z kolei to odłam rodu Gołasiów-Gołaszów-Gołaszewskich herbu Kościesza, dziedziczący we wsi Gołasze-Mościska, wszak poza tym, że byliśmy na terenach zdominowanych przez gospodarstwa rolnicze, to od początku XV wieku zaludniane one były przez rody szlacheckie z Mazowsza, zwane ze względu na rozdrobnienie majątków w wiekach późniejszych drobną szlachtą. Pierwotnie płyta nagrobna znajdowała się w kaplicy grobowej Mościckich w Tyborach-Kamiance, która przez wieki niszczała, aż została wreszcie rozebrana. Później stanowiła element brukowanej drogi. Komu zawdzięczać należy umieszczenie jej w kruchcie kościoła w Jabłonce, ojcu Zygmunta Glogera czy może księdzu Stanisławowi Ludwikowi Jamiołkowskiemu, plebanowi z Kulesz Kościelnych pozostaje zagadką.


Kościół stoi w centrum miejscowości. Niektóre domy prawdopodobnie mają metrykę sprzed II wojny światowej. Stoi tam też pomnik upamiętniający bitwę warszawską 1920 roku. Na cmentarzu za kościołem stoi ciekawa kaplica grobowa rodzin Skarżyńskich i Żochowskich, jest też kilka ciekawych nagrobków, w tym nauczyciela Konstantego Załuski i żołnierzy poległych na terenie parafii w dniach 2-4 sierpnia 1920 roku. Zauważyliśmy też sporo nagrobków osób o wspomnianym wyżej nazwisku Mościcki.






Padła już tu wyżej nazwa Tybory-Kamianka, a więc miejsca, gdzie urodził się Zygmunt Gloger. Zygmunt Gloger wzmiankowany był już na blogu, gdy pisałem o glogerówce jeżewskiej, czy o kaplicy grobowej Glogerów w Tykocinie. Artykuły pisane przez Zygmunta Glogera w XIX wieku też pojawiały się na blogu. Obecny budynek dworu powstał już po roku 1857, więc nie jest dokładnie tym miejscem, które towarzyszyło dzieciństwu tej tak zasłużonej dla rozwoju krajoznawstwa, etnografii, archeologii, muzealnictwa, ogrodnictwa, piwowarstwa i wielu innym dziedzin osoby. Ale dzięki jego obenemu, właścicielowi, Ryszardowi Twarowskiemu mogliśmy popatrzeć na bryłę budynku z bliska.

W samych Tyborach-Kamiance stoi też krzyż przydrożny datowany na 1909 rok, a także niezwykła współczesna kapliczka stojąca przy drewnianym domu z inskrypcją tej treści: "Dom tudzież stojący, staraniem i z funduszy Jana Łozińskiego, zacnego obywatela Kamianki, urodzonego roku pańskiego A.D. 1888 wzniesiony został. W 100 rocznicę tegoż zdarzenia kapliczkę ową wnuk jego Zdzisław Misiewicz, s. Eugeniusza i Eugenii z Łozińskich, 74 lata natenczas przeżywszy własnoręcznie wykonał i pamięci potomnych ofiarował. Czerwiec 2021."



Kolejnego dnia pojechaliśmy zobaczyć grodzisko w Święcku-Strumianach założone w XI wieku i istniejące do XIII wieku, kiedy zostało zniszczone przez Litwinów. Grodzisko powstałe przed stałym osadnictwem na tych terenach, które datuje się na okres po pokoju melneńskim, który miał miejsce w roku 1422! Muszę powiedzieć, że bardzo pozytywnie zaskoczył mnie bardzo dobry stan zachowania rzeźby terenu ukształtowanej ręką człowieka przecież. Grodzisko leży na cyplu nad rzeką Brok. Miejscowy gród został nadany biskupom płockim w roku 1075 prawdopodobnie. Znajdował się tu kościół parafialny w czasach, gdy sieć parafialna na terenach Polski była bardzo rzadka, a obok niego usytuowany był cmentarz, na terenie którego podczas badań archeologicznych w latach 60-ych ubiegłego wieku odkryto około 500 jam grobowych. Ciała składane były do grobu w drenianych trumnach, świadectwo tego, że chowano tu chrześcijan. Słowianie przedchrześcijańscy palili bowiem zwłoki swych zmarłych. Znaleziono tu również zawieszkę brązową z wizerunkiem św. Jerzego.


W nieodległych Rosochatych Kościelnych znajduje się zaś bardzo ciekawy późnogotycki kościół wybudowany przed 1546 rokiem. Nosi też dość nietypowe wezwanie św. Doroty. Zawsze chciałem zobaczyć ten kościół. Wszak zajmowałem się genealogią Smolińskich i Okuniewskich z tej parafii. W miesiące letnie bryła kościoła wręcz jest oblegana przez krążące i kraczące gawrony i inne krukowate. W środku jest mniej ciekawie, ze względu na zniszczenia wojenne, wystrój jest współczesny. Warto wiedzieć jednak, że w proces odbudowy kościoła po I wojnie światowej był zaangażowany Oskar Sosnowski, projektant białostockiego kościoła św. Rocha. Przy kościele znajduje się dzwonnica z drewna o metryce z roku 1775.



Do powiatu wysokomazowieckiego warto też przyjechać z bardziej prozaicznych powodów. Wyposażenie sklepu firmowego Mlekowity w Wysokim Mazowieckim w różnorakie wyroby tej firmy jest jedyne w swoim rodzaju w Polsce.

Emil Kalinowski "Płyta nagrobna wojskiego bielskiego Walentego Mościckiego z 1600 r. Rzecz o zabytku i jego fundatorze", Biluetyn Konserwatorski Województwa Podlaskiego, nr 28/2022.