czwartek, 10 czerwca 2010

Zabytkowy cmentarz św. Rocha w Zabłudowie niszczeje!

Zabłudów dzisiejszy nie należy do miejscowości chętnie odwiedzanych przez turystów. Sprawia to jego położenie wzdłuż ruchliwej trasy Białystok-Lublin, nieciekawa architektura, ot parę drewnianych domów, trochę ohydnych bloczków z epoki PRLu i to wszystko. Zabytkowe kościół i cerkiew przyciągają oko, ale tak się składa, że stoją tuż przy najbardziej ruchliwym skrzyżowaniu, skąd odchodzi droga prowadząca na Hajnówkę. Znajdują się tu jeszcze pozostałości cmentarza żydowskiego, wymienianego prawie zawsze w przewodnikach, w których akurat pisze się o Zabłudowie. Tak naprawdę pozostałości tego cmentarza są mocno zdewastowane, macew nie widać, wszystko zarasta trawa.

A przecież miejscowość ta ma za sobą lata prawdziwej świetności. Pierwsza wzmianka o Zabłudowie pochodzi z 1515 roku, gdy król Zygmunt I Stary nadał osadę wraz z okolicznymi terenami Aleksandrowi Chodkiewiczowi. Chodkiewiczowie, rodzina wywodząca się z bojarów ruskich ma swoje zasługi dla historii Podlasia. To właśnie Aleksander Chodkiewicz sprowadził nad Supraśl bazylianów, którzy wznieśli tam gotycką cerkiew obronną i zapoczątkowali rozwój późniejszego miasteczka. Ten sam Aleksander Chodkiewicz władając dobrami choroskimi sprowadził do nich osadników z Rusi i Mazowsza i uzyskał w 1507 roku prawa miejskie dla Choroszczy. Podobnie Zabłudów, prawa miejskie otrzymuje za Chodkiewiczów w 1533 roku. W 1567 roku syn Aleksandra, Grzegorz Chodkiewicz założył w Zabłudowie drukarnię, a jej prowadzenie powierzył uciekinierom z Moskwy - Iwanowi Fiodorowowi i Piotrowi Mścisławcowi. W drukarni tej wydrukowano w języku starocerkiewno-słowiańskim ewangelię i psałterz - pierwsze prawosławne druki pisane cyrylicą na Podlasiu. W końcu XVI wieku miasto stało się własnością Radziwiłłów, którzy uczynili z niego ważny ośrodek reformacji, odbywały się tutaj synody kalwińskie. W Zabłudowie ukrywali się licznie arianie. Późniejsze wieki to rozwój osadnictwa żydowskiego. W Zabłudowie znajdowała się jedna z najświetniejszych pod względem architektonicznym synagog w Polsce. Zbudowana była z drewna modrzewiowego około roku 1635, składała się z kilku połączonych części przykrytych oddzielnymi dachami. Centralnie położony gmach był dekorowany szerokim ułożonym w choinkę fryzem, a frontowy budynek przykryty tzw. polskim dachem z lukarnami. Belki wspierające były bogato rzeźbione. Została zniszczona w okresie niemieckiego szaleństwa w 1941 roku.

Bardzo rzadko wspomina się o prawdziwej perełce Zabłudowa, jaką jest cmentarz katolicki pw. św. Rocha. Ja trafiłem na niego wracając z "oględzin" pozostałości cmentarza żydowskiego w kierunku głównej drogi prowadzącej na Białystok. Oba cmentarze leżą bowiem przy tej samej ulicy. Cmentarz jest mocno zdewastowany, zarośnięty trawą i różnorakim innym zielskiem i najprawdopodobniej jeśli ten stan będzie się utrzymywał, przyjdzie czas, że nic z niego nie zostanie. W artykule niniejszym opisuję stan cmentarza z kwietnia 2010 roku. Zdjęcia części nagrobków znajdują się na stronie projektu Bagnówka. Poniżej zamieszczam zdjęcia wszystkich nagrobków, na których można zidentyfikować dane pochowanej osoby oraz parę wolno stojących, trudnych do identyfikacji.

Jak pisze pani Alicja Regucka początki cmentarza św. Rocha należy łączyć ze szpitalem parafialnym uposażonym przez księdza Klemensa Labickiego w roku 1688. Na początku XVIII wieku szpital zapełnił się, wybuchła epidemia cholery, było bardzo dużo pochówków. I właśnie cmentarz choleryczny był zaczątkiem dzisiejszego cmentarza. Początkowo znajdował się on poza terenami miasta i nie był otoczony żadnym ogrodzeniem. Ufundował je w 1850 roku Kazimierz Ostaszewski. Cmentarz został zamknięty w 1905 roku, jednak ostatniego pochówku dokonano na prośbę rodziny w roku 1940.

Na cmentarz prowadzi brama wejściowa, wykonana z cegły, otynkowana i pomalowana na biało. Pochodzi z czasów fundacji ogrodzenia cmentarza w 1850 roku.

Na cmentarzu znajduje się kaplica św. Rocha, erygowana pod koniec XVIII wieku przez zabłudowskiego plebana Jakuba Pilkiewicza.

W zewnętrzną ścianę kaplicy wmurowana zostały dwie tablice. Jedna z nich nosi następującą treść: "Boże! Z twych darów Tobie przynoszę ofiarę, przez niepojętą litość daruj grzesznym karę. Kaplicę ś. Rocha, na intencią pogrzebionych tu osób restaurował z gruntu i smętarz murem opasał w 1850 roku Kazimierz Ostaszewski, Major od Huzarów wojsk rosyjskich i Kawaler." Sylwetkę fundatora przybliża Alicja Regucka w przywołanym przeze mnie wyżej artykule "Zabytkowy cmentarz św. Rocha w Zabłudowie, historia i stan obecny": "Bardzo ciekawą a niestety tajemniczą postacią jest fundator kaplicy św. Rocha „Major od huzarów wojsk Rosyjskich i Kawaler” –Kazimierz Ostaszewski. Wiemy, iż urodził się w Zabłudowie w 1786r. a, jedyny portret zachowany do dziś pochodzi z 1820r. Z uzyskanych szczątkowych informacji wynika, że Kazimierz Ostaszewski wywodził się z tradycyjnej mieszczańskiej rodziny. Od wczesnych lat młodości był wychowywany w duchu wartości patriotycznych, co przejawiało się w jego zaangażowaniu i szybkim dojściu do stopnia pułkownika wojska carskiego. W związku z pełnieniem służby w wojsku carskim zmuszony został do opuszczenia na wiele lat stron rodzinnych i swoich bliskich. Nie są też dokładnie znane okoliczności i data jego powrotu do rodzinnego miasta. Faktem jest, że nie zastał on już przy życiu swoich rodziców. Wychowanie w domu chrześcijańskim kazało pułkownikowi Ostaszewskiemu uczczenie pamięci zmarłych członków rodziny. Zdecydował się on odrestaurować kaplicę Św. Marii Magdaleny w 1848r. oraz cmentarz okalający tę kaplicę. Najprawdopodobniej tu właśnie pochowano rodziców K. Ostaszewskiego. Dlaczego jednak wyłożył niemałe zapewne pieniądze na budowę kaplicy św. Rocha i muru wokół niej? Tablica fundacyjna wspomina o „ofierze” pułkownika za darowanie „grzesznym” kary „na intencję pogrzebionych tu osób”. Czy to Ostaszewski tak zawinił czy może na cmentarzu spoczywali jacyś bardzo grzeszni jego krewni? Niestety nie zachowały się pomniki z takim nazwiskiem."
"Najbardziej namacalnym i znanym niemal każdemu mieszkańcowi Zabłudowa śladem działalności Ostaszewskiego jest symbol „wiecznego światła”, czyli lampy oliwnej przy ołtarzu głównym w kościele parafialnym. Prawdopodobnie K. Ostaszewski zmarł w Moskwie. Nie wiemy, kiedy. Nie wiemy też dokładnie dlaczego postanowił ufundować tyle kosztownych obiektów w swym rodzinnym mieście."


Druga tablica wmurowana w zewnętrzną ścianę kaplicy poświęcona jest poległym za ojczyznę w latach 1918-1920 mieszkańcom ziemi zabłudowskiej. Wymienione są na niej następujące nazwiska: Stanisław Obukowicz, Ignacy Godlewski, Józef Borysiewicz, Antoni Jabłoński, Jan Harasimczuk, Jan Brański, Jan Szostowicki, Wincenty Motowicki, Michał Ruminowicz, Michał Wasilewski, Mikołaj Michalczuk, wszyscy w przedziale wiekowym 18 - 27.


Najstarszym nagrobkiem na cmentarzu jest pochodzący z 1853 roku pomnik wystawiony przez wspomnianego Kazimierza Ostaszewskiego, opiekunce z lat dziecięcych, Katarzynie Piotrowskiej, która przeżyła aż 113 lat. Napis na pomniku mówi: "Sto trzynaście lat przeżywszy na ziemi, pod tym głazem spoczywam po między grzesznemi, ziomku, zostaw nabożne za duszę westchnienie, niech stwórcę oglądają nasze grzeszne cienie. Pomnik ten ufundował własnym kawaler Kazimierz Ostaszewski, major od Huzarów wojsk Rosyjskich i Kawaler, w roku 1853, przez wzgląd na pobożną i przykładną 113-letnią na tym padole pielgrzymkę ś.p. Panny Katarzyny Piotrowskiej, zeszłej w 1852 roku, Czerwca 13 dnia."



Na cmentarzu św. Rocha grzebano obywateli zasłużonych dla okolicy, przedstawicieli stanu szlacheckiego, właścicieli majątków. Znajdują się też groby i ziemian: rodziny Kołłątajów i Kijakowskich z Małynki, Niedźwiedzkich z majątku Rafałówka, Pittingerów z Michałowa – Niezbutki, Kulbackich z Hieronimowa, Chrzanowskich i Piotrowskich z Topolan, Komar-Gackich z Ostrówek, Włodkowskich z Julianki, Maliszewskich ze Skrybicz, Karpowiczów z Białegostoczku, Rogowskich z majątku Zabłudów. Oto zachowane nagrobki.

Paweł Kijakowski, major i kawaler (? - 27.08.1871).


Albina z Kijakowskich Kołłątaj.


Albina z Trusiewiczów Niedźwiecka.


Henryk Pittinger (1851 - 05.06.1891).


Albert Kulbacki (? - 1877).


Tadeusz Chrzanowski, radca tajny, niestety nie widać daty zgonu, a może jest to nagrobek byłego dyrektora kolei terespolskiej, o którego zgonie w Zabłudowie informuje pismo warszawskie "Prawda" z 1892 roku.


Paulina Chrzanowska (17.06.1803 - 06.06.1862).


Jan Piotrowski.


Nagrobek przedstawiciela rodziny Komar-Gackich.


Stanisław Włodkowski (1825 - 25.10.1900).


Ignacy Włodkowski (04.06.1856 - 26.04.1875).


Józef Włodkowski (1825 - 17.12.1863).


Andrzej Maleszewski (1808 - 25.03.1866), pozostawił wdowę z czworgiem dzieci.


Wacław Karpowicz (1824 - 28.04.1880).


Karolina z Sidorowiczów Karpowiczowa (07.11.1804 - 16.10.1860).


Pelagia z Lejnarotów Rogowska.


Gabryela Podoska (20.11.1868 - 14.11.1887).


Tadeusz Dzikowski (1838 - 14.06.1901).


Józef Zakrzewski (15.03.1817 - 07.08.1892).


Emil Arens (1848 - 19.01.1893).


Zuzanna Zadykowicz.


Doktor Stanisław Ambrożewicz (1836 - 1886).


Aleksander Mączka.


Jan Grzybaczewski (1841 - 07.06.1903).


Konstanty Masłowski (? - 1889).


Ksiądz Konstanty Bernikowicz (1833 - 02.01.1896).


Katarzyna Sidorowicz (1803 - 18.04.1873).


Karol Kozłowski.


Ksiądz Lucjan Monkiewicz (1866 - 20.10.1898).


Maria Wilkowska.

Na jednym nagrobku z piaskowca znalazłem adnotację G. Blawusch, Białystok. Moja kwerenda była wykonywana w pośpiechu, a podobno dwa nagrobki na cmentarzu noszą taką inskrypcję. Dzięki internetowemu forum: Skyscrapercity i użytkownikowi Mariop70 dowiedziałem się, że nagrobek z taką inskrypcją znajduje się również na cmentarzu w Brzostowicy Wielkiej, obecnie na terytorium Białorusi.

Alicja Reguska wysuwa przypuszczenie, że większość elementów żeliwnych nagrobków pochodzi z zakładów metalowych Karola Brzostowskiego ze Sztabina. Na jednym nagrobku odnajduje tabliczkę w języku rosyjskim "Gigenman Grodno". Dość powszechne jest przekonanie, że na Podlasiu XIX -wieczne krzyże żeliwne pochodzą ze Sztabina, rzadziej z Grodna. W numerze 2 Zeszytów Naukowych Studenckiego Koła Naukowego Historyków Uniwersytetu w Białymstoku ukazał się ciekawy artykuł Marty Sokół, pt. "Krzyże i nagrobki żeliwne produkowane w Białymstoku w 2. połowie XIX w. i na początku XX w. na wybranych przykładach wyrobów fabryki Antoniego Wieczorka", kładący nowe światło na pochodzenie nagrobków żeliwnych na Podlasiu. Autorka jako przykłady podaje nagrobki na cmentarzach katolicko-prawosławnym w Choroszczy, prawosławnym w Zabłudowie, katolicko-prawosławnym w Bielsku Podlaskim, katolickim w Juchnowcu Kościelnym, farnym i prawosławnym w Białymstoku. Zamieszcza też zdjęcie bezimiennego nagrobka z cmentarza św. Rocha w Zabłudowie. Moja drobna cegiełka do dokumentowania dzieł fabryki Antoniego Wieczorka to ogrodzenie nagrobka Pawła Kijakowskiego.


A poniżej nagrobki, dla których nie udało mi się w zaciszu domowym ze zdjęć ustalić tożsamości pochowanych osób:



wtorek, 8 czerwca 2010

Poszukuję informacji o losach pradziadka

Kontakt z rodziną pradziadka i w efekcie odnalezienie nagrobka praprababci uświadomiły mi, że bez cudownego zrządzenia losu, przypadku, zbiegu okoliczności nie ustalę jego losów po roku 1943.

Stefan Stępień urodził się w miejscowości Bardo, leżącej nieopodal Rakowa w Górach Świętokrzyskich, 5 grudnia 1900 roku. Po I wojnie światowej odbywał służbę wojskową w Pińsku. Tam poznał moją prababcię Agatę ze Szczerbaczewiczów. Istnieją przekazy rodzinne mówiące o tym, że odbyły się dwa śluby: w kościele katolickim i w cerkwi prawosławnej. Trudno powiedzieć, ile w tym prawdy. Stefan przez 9 miesięcy pracował w policji w Pińsku a później, aż do wybuchu II wojny światowej prowadził herbaciarnię naprzeciwko budynku sądu przy ulicy Karolińskiej. Za okupacji sowieckiej, wiosną 1940 roku, podczas wywózek, wyjechał z Pińska wraz z żoną i dziećmi pociągiem do Sarn. W jaki sposób się to odbyło, czy mu ktoś pomógł, czy też ostrzegł, trudno dziś orzec. W każdym bądź razie wraz z żoną i dziećmi zamieszkał w opuszczonym domu przy stacji Tomaszgród i pracował przy spławianiu drewna w lesie. W nieodległych Sarnach oraz okolicach mieszkało jego rodzeństwo oraz mama. Moja babcia widziała po raz ostatni ojca u swej ciotki, siostry ojca - Genowefy (Eugenii?) w Sarnach, w 1943 roku. Później wszelki ślad po nim zaginął.

Istnieje kilka hipotez na temat losów Stefana po 1943 roku. Większość rodziny twierdzi, że rzeczywiście zaginął na Wołyniu w 1943 roku. Jednakże jeden z synów Stefana (już nieżyjący) twierdził, że widział ojca w latach 50-ych na jednej ze stacji kolejowych na Dolnym Śląsku. Ojciec podobno powiedział mu, że założył nową rodzinę i nie chce utrzymywać kontaktu z dziećmi i żoną. Nikt tej hipotezy niestety nie może potwierdzić. Jedna z cioć napisała do urzędu w mieście, gdzie jej brat widział ojca, z prośbą o podanie adresu ojca. Podobno ten adres otrzymała, podobno napisała list do ojca i podobno otrzymała zwrot z adnotacją, że pod podanym adresem nie mieszka adresat o podanym imieniu i nazwisku. W opowieściach rodzinnych przewijają się nazwy Legnica i Jelenia Góra. W jednej z wersji wystąpił też Wrocław, gdzie pradziadek miał być widziany przez syna.

Istnieje też wersja, że mąż siostry Stefana, Genowefy (tej samej, u której moja babcia widziała ojca po raz ostatni) - Mikołaj Lemański poszukiwał Stefana przez Polski Czerwony Krzyż. Podobno nawiązał jednorazowy kontakt ze Stefanem, a później zapadła cisza.

Kolejna wersja mówi, że podczas okupacji niemieckiej został wywieziony na roboty do Niemiec i ślad po nim zaginął. Nie odrzucam tej hipotezy. Stefan podobno obawiał się powtórnej okupacji sowieckiej i mógł chcieć wyjechać z Wołynia w dowolny sposób przed nadejściem frontu.

Poszukuję też informacji o lokalizacji grobu ojca Stefana, czyli mojego prapradziadka Kacpra Stępnia. Zmarł na Wołyniu, jeszcze przed wojną i tam został pochowany. Niestety nikt z jego potomków nie wie gdzie.

niedziela, 6 czerwca 2010

Odnaleziony nagrobek praprababci

O pradziadku i jego rodzinie - braciach, siostrach oraz rodzicach informacje czerpałem od babci. Były to właściwie strzępki informacji. Przedwojenna rzeczywistość - oddalenie geograficzne od rodziny ojca oraz sytuacja rodzinna nie sprzyjała częstym kontaktom babci z ciotkami i stryjami. Zmieniła to dopiero wojna i wyjazd rodziny Stępniów na Wołyń w okolice zamieszkałe przez rodzeństwo pradziadka. Na krótko. Pradziadek w 1943 roku zaginął. Po wojnie luźne kontakty z rodziną ojca nie były przez moją babcię podtrzymywane. Wiedziałem, że jakąś korespondencję z jednym ze stryjów prowadziła kiedyś ciocia - rodzona siostra babci.

Przypadek, czy też zbieg okoliczności sprawiły, że niedawno trzymałem w ręku list adresowany w roku 1988 do cioci przez córkę brata mego pradziadka. Był to ostatni ślad korespondencji, jaką ciocia prowadziła z rodziną swego ojca. Postanowiłem napisać na adres podany na odwrocie koperty...

Po pewnym czasie zadzwonił telefon. Później drugi raz. A potem nawiązałem kontakt z innymi osobami z rodziny pradziadka. Efektem był wyjazd do Chocza, dużej wioski położonej niedaleko Kalisza, o bogatej historii, niegdyś posiadającej prawa miejskie. Celem było odnalezienie nagrobka praprababci, o którym wiedziałem tylko, że na miejscowym cmentarzu znajduje się. Po godzinie poszukiwań, skrupulatnym przeglądaniu tablic nagrobnych rząd po rzędzie odnalazłem. Nie sądziłem już, że będzie mi to dane. Gdyby nie ten list...