Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Knyszyn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Knyszyn. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 listopada 2025

Ulica Jurowiecka w Białymstoku

Niedawno miałem okazję oglądać wystawę malarstwa Mikołaja Wołkowyckiego w białostockim ratuszu z okazji setnej rocznicy urodzin artysty. Zwróciły moją uwagę przede wszystkim prace pokazujące dawny Białystok, a wśród nich ta z domem kamasznika przy ulicy Jurowieckiej w latach 1960-ych XIX wieku. Zupełnie nie znam takiej ulicy Jurowieckiej, choć i za mego dość krótkiego, bo raptem 28-letniego zamieszkiwania w Białymstoku, ulica Jurowiecka zmieniła się diametralnie (podobnie jak całe miasto). Kim był kamasznik mieszkający przy Jurowieckiej?


Czy dla mnie ulica Jurowiecka jest w jakiś sposób ważna? Nie, raczej. Przechodziłem nią często, gdyż leżała prawie w ścisłym centrum. I to wszystko. Chronologicznie rzecz ujmując, w czasach gdy istniało jeszcze targowisko, byłem prawdopodobnie na koncercie w dawnej hali Jagiellonii, a na rynku też sporadycznie robiłem zakupy. Pamiętam cały ciąg kwiaciarni istniejący na skrzyżowaniu z Sienkiewicza, gdyż kwiaty tam można było kupić z samego ranka, jeśli była taka potrzeba. Później około 2009 roku miasto zlikwidowało targowisko. Setki ludzi musiało zmienić swe wieloletnie miejsca pracy, a przetargu na nowe zagospodarowanie tej miejskiej przestrzeni jeszcze przez lata całe nie można było rozstrzygnąć. Dziś stoją w tym miejscu galeria handlowa, całkiem niebrzydkie apartamentowce i hotel. Tak więc nadal sporadycznie robię tu zakupy, tym razem w galerii. Nieco częściej zdarza mi się bywać w najlepszej pierogarni w Białymstoku, jaka powstała w tym mieście za mego życia. Był też w mym życiu okres wożenia dzieci na naukę pływania na Włókienniczą. Wówczas zdarzyło mi się czasami zachodzić pooglądać jeden z nielicznych zachowanych w Białymstoku budynków fabrycznych rodziny Millerów. No i z wydarzeń ze świata przewodnickiego: kiedyś Asia Radziszewska podczas swego autorskiego spaceru wpominała o rodzinie Prusów, z której wywodziła się piosenkarka Łucja, przy okazji oglądania budynku mieszkalnego z piekarnią należącą do tej rodziny. Podsumowując, moja Jurowiecka to już XXI wiek, zupełnie więc inna ulica, niż ta na obrazie Wołkowyckiego.


Ale przed pierwszą wojną światową i później, w dwudziestoleciu międzywojennym, ulica Jurowiecka  miała zupełnie inny charakter. Nie była zabudowana modnymi apartamentowcami, jak dziś. Nie nosiła jedynie śladów dawnej miejsko-rustykalnej przeszłości, jak w latach 60-ych XX wieku i nieco później, aż do likwidacji targowiska. Położona przy ulicy Białej stanowiła jedną z przemysłowych dzielnic Białegostoku zwanego Manchesterem północy, dzięki kwitnącemu przemysłowi włokienniczemu. Przed rokiem 1919 ulica ta nosiła zresztą nazwę Pocztowa. O trzech ważnych dla historii Białegostoku rodzinach, choć szerzej nie znanych, mieszkających przez jakiś czas przy tej ulicy chciałbym niżej napisać. Moja wiedza pochodzi od potomków tych rodzin rozsianych po świecie, z akt stanu cywilnego okręgu bożniczego w Białymstoku, akt notarialnych oraz innych archiwaliów przechowywanych w Archiwów Państwowych w Białymstoku, Warszawie i Lublinie.

***

W 1915 roku przy ulicy Pocztowej zamieszkiwał we własnym domu Abram Łuński, przedstawiciel jednej z najznamienitszych rodzin przemysłowców włokieniczych z Gródka, położonego na wschód od Białegostoku. Abram Łuński był synem Arona Łuńskiego i Rywy z Grynbergów (urodzonej w roku 1859 i zmarłej w roku 1921 w Białymstoku). Należała do nich posiadłość w Gródku przy ulicy Fabrycznej 4/2 i firma pod nazwą "Wykańczalnia i farbiarnia. Aron Łuński i synowie" zlokalizowana w Gródku pod tym samym adresem. Aron i Rywa, poza Aronem mieli również inne dzieci: Jakuba Łuńskiego, Efroima Łuńskiego, Maksa Łuńskiego, Pinchosa Łuńskiego, Hirsza Łuńskiego, Kreszę Kaduszyn i Frydę Guskin.

Wracają do Abrama Łuńskiego, który urodził się w roku 1875, w roku 1902 poślubił w Białymstoku Gutę Bajlę Grodecką. Posiadał status kupca drugiej gildii. W roku 1921 po śmierci pierwszej żony, poślubił w Białymstoku Annę Szpinman. Po 1919 roku zmieniał swoje miejsce zamieszkania. Mieszkał przy ulicy Sienkiewicza 35 i św. Rocha 5. Był współwłaścicielem białostockiego przedsiębiorstwa "Apretura i farbarnia Bracia Łuńscy i M. Górski spółka firmowa".

Jakub Łuński, brat Abrama urodził się w roku 1885. W 1922 roku poślubił w Białymstoku Chanę Kahan. Początkowo mieszkał przy ulicy Kupieckiej, abu w latach 30-ych XX wieku zmienić adres na ulicę Pierackiego (obecnie Warszawska).

Kolejny z braci Maks (Mordchel) Łuński urodził się w roku 1885. W roku 1910 był studentem wydziału mechanicznego Uniwersytetu Technicznego w Tomsku. W tym samym roku poślubił Ejdel Baruńską w Białymstoku. W okresie międzywojennym mieszkał przy ulicy Sienkiewicza 35, podobnie, jak jego brat Abram.

Pinchus Łuński urodził się w roku 1890. W roku 1922 poślubił w Białymstoku Iwę Chwat. Mieszkał przy ulicy Sienkiewicza 35. Był współwłaścicielem spółki "Apretura i farbarnia Pinkus Łuński, Izaak Rajski i spółka".

Kolejny z braci, Efroim Łuński mieszkał również przy ulicy Sienkiewicza 35. Był współwłaścicielem spółki "E. Łuński and M. Szapiro".

Hirsz Łuński mieszkał przy ulicy Sienkiewicza, aby później zmienić adres na ulicę Brudną. Współprowadził jedną ze spółek ze swymi braćmi.

Fryda Guskin była żoną Mojżesza Guskina, którego poślubiła w roku 1929 w Białymstoku. Mieszkała przy ulicy Białej w Białymstoku. Nic niestety nie wiem o Kreszy Kaduszyn.

Jedną z córek Pinchusa Łuńskiego i Iwy Chwat była Raja Łuńska urodzona w roku 1924. Przed wybuchem II wojny światowej zakochała się w Gedalim Rajgrodzkim. Zachowały się zdjęcia młodej pary z Białegostoku, jak i listy wysyłane prze Gedalię z Białegostoku do Kazachstanu, które urywają się w roku 1941. Rodzina Łuńskich, jako burżuje, została zesłana na Syberię podczas pierwszej okupacji sowieckiej. Gedalia prawdopodobnie podzielił los tysięcy białostockich Żydów.

***
W okresie międzywojennym przy ulicy Jurowieckiej 43 znajdował się skład Fabryki Sukna i Kołder M. Zylber", zlokalizowanej przy ulicy Poleskiej 6-8. Należała ona do Moszka Mendla Zylbera i Czerny Wajnberg. Rodzina Zylberów wywodziła się z Lubartowa, gdzie w roku 1825 ślub zawarli Jojna Zylber i Gitla Herynbergier, pradziadkowie Moszka Mendla Zylbera. Ich syn Szmul Zelman Zylber, urodzony w Lubartowie w roku 1829 poślubił przed rokiem 1849 Frajdę z Temkinów, wywodzącą się z Bobrujska. Szmul był rabinem synagogi w Nadarzynie koło Warszawy. W latach 1870-ych rodzina Zylberów przeprowadziła się do Lublina, aby następnie zadomowić się na dłużej w osadzie Kośminek koło Wieniawy. To w Wieniawie syn Szmula Zelmana i Frajdy, Sender Zylber poślubił w roku 1874 Etlę Ruchlę Wajss z Reinów, wdowę po zmarłym w Gdańsku Berku Wajssie. Sender i Etla Ruchla prowadzili w Kośminku młyn parowy, a następnie gorzelnię. W 1875 roku urodził się w Weniawie, wspomniany już tutaj Moszek-Mendel Zylber, ich syn, który po roku 1906 sprowadził się do Białegostoku i który mieszkał przy ulicy Jurowieckiej 46 i który był aktywny biznesowo do lat 1930-ych, kiedy rodzina wyemigrowała z Polski.
***
Z ulicą Pocztową/Jurowiecką związana była także wywodząca się z Knyszyna rodzina Pogorelskich. Meszkali tam przed 1915 rokiem bracia Icko i Szmul Pogorelski, synowie Lejba. Icko posiadał status kupca drugiej, a następnie pierwszej gildii i mieszkał w domu Łapidusa. Szmul Pogorelski mieszkał we własnym domu. Icko był dwukrotnie żonaty, z Sorą Małką Sokolską, aby po jej śmierci w roku 1909 poślubić w Białymstoku w roku 1912 Minę Rabinowicz. Icko i Szmul mieli również inne rodzeństwo: Josela Pogorelskiego, żołnierza rezerwy, który w roku 1888 poślubił w Białymstoku Etkę Kowalską, Sorę Rochlę Pogorelską, która w roku 1890 poślubiła w Białymstoku Jankiela Bera Zachariasza oraz Mordchaja Gersza Pogorelskiego, żołnierza rezerwy, który w roku 1897 poślubił w Białymstoku Chaję Genię Halpern.

piątek, 23 lutego 2018

Wycieczka historyczna do Knyszyna z okazji Tygodnia Małżeństwa

11 lutego 2018 roku miałem przyjemność po raz kolejny wziąć udział w roli przewodnika w obchodach Międzynarodowego Tygodnia Małżeństwa, które w Białymstoku odbyły się po raz trzeci. Tym razem, dzięki zaangażowaniu Regionalnego Oddziału PTTK w Białymstoku, została zorganizowana wycieczka wyjazdowa dla małżeństw w przeciwieństwie do dotychczas organizowanych otwartych spacerów po Białymstoku śladami białostockich małżeństw. W wycieczce, której tematem przewodnim był związek małżeński króla Zygmunta Augusta z Barbarą z Radziwiłłów wzięły udział cztery pary. Było bardzo kameralnie i choć aurę dostaliśmy zimową, a trasa do przejścia nie była krótka, grupa ludzi, którzy wzięli udział w wycieczce była pozytywnie nastawiona, co sprawiło, że wycieczka miała swój ciepły, niemalże przyjacielski klimat. Do Knyszyna dojechaliśmy autobusem. Spacer po Knyszynie rozpoczęliśmy na rynku przy pomniku króla Zygmunta Augusta. Poszliśmy następnie ulicą Białostocką wzdłuż dawnej ziemi dworskiej, gdzie w XVI wieku zlokalizowany był dwór królewski nieopodal rzeczki Jaskry. Następnie przeszliśmy do kirkutu założonego w drugiej połowie XVIII wieku na groblach dawnych sadzawek królewskich, malowniczo położonego, prawdziwego unikatu w skali ogólnopolskiej, zadbanego, z wieloma współczesnymi tabliczkami opisującymi dużą część nagrobków.


Później wróciliśmy do rynku aby zwiedzić kościół św. Jana i na koniec wycieczki zjeść zamówiony obiad w restauracji Kugel. Tu chciałbym napisać o przygotowaniach do wycieczki od tzw. kuchni, licząc na to, że takie opisywanie może być równie ciekawe.

Pomysł na wycieczkę do Knyszyna w ramach Tygodnia Małżeństwa zrodził się zupełnie przypadkowo, jak to często bywa w takich wypadkach. Była zimowa, śnieżna i mroźna sobota styczniowa, w początku zeszłego roku. Pojechaliśmy z żoną do lasu poszusować na biegówkach (ona) i pochodzić w poszukiwaniu ciekawych miejsc (ja). Ściemniało się, gdy w drodze powrotnej zapragnęliśmy usiąść gdzieś w ciepłym miejscu (mogła być nawet stacja benzynowa), aby wypić ciepłą herbatę. Jeździliśmy samochodem tu i tam, ale nic po drodze, pustka. W ten sposób trafiliśmy do Knyszyna, gdzie oczom naszym ukazał się szyld "Kugel" i niżej napis "po kuchennych rewolucjach". W środku było klimatycznie, wnętrze rozświetlone porozmieszczanymi w różnych miejscach światłami, gwarno, ale miejsce wolne znalazło się. Wyjechaliśmy zauroczeni, najedzeni, dania były pyszne, ze śledziem na pierniku i sernikiem włącznie.

***

Nie pamiętam już dokładnie tego momentu. Był wieczór, jakiś czas po naszym styczniowym wypadzie. Nagle do głowy przyszła myśl. A może zrobić wycieczkę śladami Zygmunta Augusta i Barbary? Knyszyn, jako dawna siedziba królewska będzie się do tego idealnie nadawał! I jest gdzie dobrze zjeść na dodatek.

Małżeństwo Zygmunta Augusta i Barbary z Radziwiłłów rozpalało emocje współczesnych do czerwoności, wieki później stało się wdzięcznym tematem ludzi kultury, o czym świadczą choćby filmy. Przygotowując się do wycieczki obejrzałem je. Ten przedwojenny, z Jadwigą Smosarską razi naiwnym ujęciem tematu. Bardzo ciężko ogląda się film historyczny, pokazujący związek króla z poddaną z perspektywy "kuchennych plotek", a także przekręcający fakty. O wiele ciekawsze są filmy Janusza Majewskiego. Serialową "Królową Bonę" z rolami Jerzego Zelnika i pięknej Anny Dymnej pamiętam jeszcze z dzieciństwa. Już wtedy musiała mnie pociągać historia, nie omijałem żadnego odcinka niedzielnego serialu. Długo później obejrzałem "Epitafium dla Barbary Radziwiłłówny", oniryczny, pełen długich (może czasem zbyt długich) scen, trafnie pokazujący smutek króla i pełne dramatu sceny symbolizujące schyłek epoki jagiellońskiej.

Prawdę mówiąc nie wiadomo, czy Barbara kiedykolwiek odwiedziła królewską rezydencję w Knyszynie. Ale udokumentowane pobyty króla w tym mieście rozpoczynają się od roku 1545, gdy podążał do Wilna po śmierci swej pierwszej małżonki Elżbiety z Habsburgów. Plotki o romansie króla z wdową po Stanisławie Gasztołdzie zaczęły powstawać zaś u schyłku roku 1544. Gdy nie ma dowodów, otwiera się szerokie pole do domysłów. Tak czy inaczej w niczym nie przeszkadza to, aby opowiedzieć o związku króla z poddaną, analizując inklinacje polityczne, krajowe i zagraniczne tego związku, odczytując relacje współczesnych wyjaśniające zamiłowanie króla do pobytów w Knyszynie na pograniczu Korony i Litwy,  a także te ukazujące Zygmunta Augusta i Barbarę od zwykłej ludzkiej, codziennej strony. Tych ostatnich nie ma aż tak wiele, choć są bardzo sugestywne.

Paweł Jasienica w swym dziele dotyczącym epoki Jagiellonów zwraca uwagę na słabe zdrowie króla, śniadą twarz i rzadki zarost, a także dość specyficzne zwyczaje (czarny ubiór, upodobanie do samotnego jadania posiłków, bardzo wczesne rozpoczynanie dnia, szczególnie porą zimową). Więcej zachowało się opisów dotyczących Barbary. Przede wszystkim dokumentujących jej niezwykłą urodę, choć zdarzały się głosy, że piękność ta zbytnią litewskością odznaczała się jeśli chodzi o profil, cokolwiek to miało znaczyć. Druzgocąco dla Barbary brzmią słowa księdza Stanisława Orzechowskiego, piętnującego jej rozwiązłość, a także brata stryjecznego Mikołaja Czarnego Radziwiłła, który dorzuca parę innych niepochlebnych opinii o siostrze. Musiała rozpalać opinię publiczną! I najważniejsze - zdobyła serce króla, który nie odnalazł się w związkach małżeńskich z Elżbietą i Katarzyną z Habsburgów, swymi bliskimi krewniaczkami! Relacje historyczne podają parę innych smaczków dotyczących głębokiego uczucia do Barbary, wpływającego między innymi na wiele niekorzystnych dla Rzeczypospolitej decyzji króla. Nie będę ciągnął tego wątku ograniczając się do ikonografii ilustrującej powyższe słowa.

Zachowały się portrety z epoki autorstwa Lucasa Cranacha Starszego, oba pochodzące z około 1553 roku. Ten Barbary wykonany już po jej śmierci w maju 1551 roku. Możemy więc spoglądać na sylwetki władców okiem współczesnego głośnego malarza. Czy piękność Barbary znajduje na nim odzwierciedlenie?



Podstawą przygotowania do wycieczki był dla mnie artykuł profesora Józefa Maroszka w "Białostocczyźnie" opisujący w sposób pasjonujący historię odnalezienia źródeł wskazujących na lokalizację dworu królewskiego przy ulicy Dwornej (obecna Białostocka). Sprawa nie była oczywista, jak się okazuje. Mieli na to wpływ i Krasińscy - twórcy romantycznego parku ze studnią Giżanki w miejscu dzisiejszej osady Knyszyn Zamek, Napoleon Orda, Mieczysław Orłowicz, kompilatorzy inwentarzy starostwa knyszyńskiego spalonych w Powstaniu Warszawskim, propagatorzy legendy o lokalizacji zamku na Górze Królowej Bony. Dopiero skrupulatne badania w archiwum białostockim przyniosły odpowiedź na pytanie, gdzie tak naprawdę znajdowała się siedziba królewska w Knyszynie.

Podczas czytania artykułu odnalazłem ciekawe wątki nie związane zupełnie z epoką jagiellońską. Choćby ta dotycząca odnalezionego planu domu Gottfrieda Willa z początku XIX wieku, gdy Prusacy wymierzali parcele pod kolonię włókienniczą na dawnej ziemi dworskiej. Dom (mocno przebudowany) zachował się i można go dziś oglądać zupełnie nie zdając sobie sprawy z jego długiej historii. Mnie zaś ciekawi czy Gottfried Willa miał związki z rodziną Wille osiadłą w połowie XIX wieku w Supraślu, gdy Fryderyk Wilhelm Zachert ściągał osadników do swojej fabryki, a więc również z Hubertem Wille, budowniczym zabytkowej willi przy ulicy Parkowej w Białymstoku, a także fotografem amatorem, dokumentującym miasto Białystok przełomu XIX i XX wieku.




Innym ciekawym wątkiem jest ten związany z losami sarkofagu z sercem króla Zygmunta Augusta. Wiadomo, że sarkofag ten stał w rynku knyszyńskim w wiekach XVII i XVIII. Gdy w roku 1824 usuwano z rynku pozostałości dawnego drewnianego kościoła, usunięto pewnie i sarkofag. Czy trafił do romantycznego parku Krasińskich, czy jak twierdził ksiądz Walentynowicz, w okresie międzywojennym resztki sarkofagu zostały wmurowane w ogrodzenie kościoła w Krypnie? A może znajdują się we wciąż nie przebadanych kryptach kościoła knyszyńskiego? Wiadomo, że w pierwszej połowie XVII wieku, gdy budowano drugi drewniany kościół w rynku, z pierwotnej drewnianej budowli przeniesiono do obecnego kościoła (wówczas szpitalnego) ołtarz główny z obrazem Zwiastowania Najświętszej Marii Panny oraz ołtarz boczny z obrazem Przemienienia Pańskiego. Być może przeniesiono do krypt obecnego kościoła puszkę z sercem króla, pozostawiając pusty sarkofag w rynku? Sprawa sarkofagu ze szczątkami króla pojawiła się w mediach 10 lat temu, gdy podczas remontu kościoła odkryto jedną z krypt pod posadzką kościoła. Nie muszę dodawać, że ta ciekawa historia musiała znaleźć odzwierciedlenie podczas wycieczki, gdy weszliśmy do wnętrza XVI-wiecznego kościoła.



Pierwotnie planowałem, aby dojazd do Knyszyna odbył się pociągiem. Moglibyśmy wtedy przejść przez dawne włości starostwa knyszyńskiego, przejść obok miejsca, gdzie kiedyś Krasińscy zorganizowali park romantyczny ze studnią Giżanki i ruinami zamku Gnińskich z XVII-wieku (do dziś leży tam gruz), spojrzeć na budynek kolejowy w podobny sposób, jak kiedyś zrobił to Napoleon Orda. Zrezygnowałem jednak z tego planu. Z osady Knyszyn Zamek musielibyśmy do miasta iść poboczem ruchliwej szosy Tykocin-Knyszyn. Nie ma niestety innego wygodnego przejścia.


Wspomniałem o tym, iż wycieczkę rozpoczęliśmy od pomnika króla Zygmunta Augusta na knyszyńskim rynku. Przygotowując się do wycieczki próbowałem ustalić jego autorstwo, co nie było aż takie proste. Pomnik został wystawiony w 1997 roku z inicjatywy księdza Alfreda Ignatowicza (tablica poświęcona księdzu w knyszyńskim kościele) na 425-lecie śmierci króla w Knyszynie, o czym można znaleźć wiele informacji w internecie, które pomijają jednak nazwisko autora. A jest nim Jarosław Perszko, hajnowianin, związany z Wydziałem Architektury Politechniki Białostockiej, autor pomnika Ofiarom Wojen, Przemocy i Represji w Hajnówce oraz pomnika poświęconego Zesłańcom Sybiru we Wrocławiu.


Na koniec chciałbym wspomnieć i podziękować restauracji Kugel za pyszne dania przygotowane na nasz finalny obiad. Zupa żydowska okazała się strzałem w dziesiątkę. Podobnie jak kartacze i mix pierogów (mięsne, ruskie, z kapustą i grzybami oraz korycińskie).

Podczas przygotowań do wycieczki korzystałem z wielu różnych źródeł, ale najbardziej zainspirowały mnie następujące pozycje:

Józef Maroszek "Knyszyński dworzec królewski", Białostocczyzna", nr 3/31/1993;
Krzysztof Bagiński "Czy odnajdzie się sarkofag z sercem króla Zygmunta Augusta?", www.knyszyn.pl, 2008

Żegnając się z czytelnikami do następnego postu, dodam, że organizatorem III Tygodnia Małżeństwa w Białymstoku było Stowarzyszenie Innowatorów Edukacji w Białymstoku, Partnerem Głównym akcji Pracownia Psychoterapii i Psychoedukacji INTEGRA w Białymstoku, a organizatorem spaceru (i jednocześnie partnerem akcji) Regionalny Oddział PTTK w Białymstoku. Bez tych organizacji spacer nie odbyłby się w opisywanym kształcie.

sobota, 23 grudnia 2017

Knyszyn - dwa cmentarze

Dzień był zimny, wilgotny, za miastem na polach leżała cienka warstwa śniegu. Wybraliśmy się z Adamem do Knyszyna pociągiem, aby przejść wszystkie ścieżki leżące wzdłuż miejsc związanych z  ostatnim z Jagiellonów. Byłem pod wrażeniem, jak dobrze zostało to senne, niewielkie miasteczko oznaczone. Każde historyczne miejsce zaopatrzone jest w tablicę z opisem i fotografią. Tykocin i Supraśl, turystyczne Mekka i Medyna Podlasia mogłyby się od Knyszyna pod tym względem uczyć.

Uwagę moją zwróciły pozostałości dwóch cmentarzy, leżących po przeciwległych stronach szosy z Knyszyna do Tykocina, na wysokości dawnego majątku Krasińskich, po wojnie osady PGR Knyszyn. Oba zaopatrzone są w tabliczki z nazwą miejsca i wskazaniem kierunku, a mimo to cmentarz ewangelicki minęliśmy nie zauważywszy go od razu.

W Knyszynie warto zajść na mogiłki żydowskie położone malowniczo na dawnych groblach sadzawek królewskich. Interesujący jest również katolicki cmentarz św. Marka wciąż użytkowany. Miejsca nieoczywiste jednak, zapuszczone, niedokładnie opisane potrafią być równie interesujące.
 
Cerkiew prawosławna istniała w Knyszynie już w połowie XVI wieku i była zlokalizowana w miejscu dzisiejszych zabudowań szkolnych przy ulicy Białostockiej nieopodal rynku, służąc prawosławnym dworzanom króla Zygmunta Augusta. W XVII wieku przeżywała regres, aby wznowić działalność jako cerkiew unicka w drugiej połowie XVII wieku. Gdy drewniany budynek był już mocno zniszczony, nową murowaną cerkiew przy ulicy Goniądzkiej ufundował starosta knyszyński Tomasz Czapski w latach 80. XVIII wieku. Przetrwała ona jednak tylko do wojen napoleońskich, po których wierni musieli z powrotem korzystać z drewnianego starego budynku. Po kasacie unii, w roku 1846 i ta została zamknięta. W 1856 zarządzający Knyszynem Krasińscy wybudowali w rynku nową, murowaną cerkiew. Na cmentarzu prawosławnym przy ulicy Tykockiej, tym samym, którego pozostałości znajdują się dziś przy szosie do Tykocina, postawiono budynek cerkwi przeniesiony z Boguszewa. Cerkiew w rynku, ufundowana przez Krasińskich przetrwała do roku 1925, kiedy uległa likwidacji parafia prawosławna, natomiast cerkiew cmentarną rozebrano po II wojnie światowej.

Cmentarz prawosławny położony jest malowniczo na zboczach wzgórza. Znajdują się na nim zaledwie cztery nagrobki z czytelną inskrypcją. Przed wycieczką słyszałem o nagrobku ORMOwca pochowanego na tym cmentarzu, jednak nie odnaleźliśmy go. Zdjęcia i opisy znalezione w internecie pokazują, że tablica opisująca ten nagrobek o treści: "Czł. ORMO Wasyl Prydyba poległ na polu chwały dn. 27.III.1945 r. Cześć jego pamięci" stała jeszcze w tym roku przy zdewastowanym nagrobku. Być może przed naszym przyjazdem została zniszczona.



Jeden z zachowanych czytelnych nagrobków pochodzi z okresu międzywojennego. Upamiętnia Wierę Martyniuk (1897-1935).



Pozostałe trzy nagrobki pochodzą z końca lat 70-ch XIX wieku. Pokusiłem się o sprawdzenie komu zostały poświęcone. Tak się składa, że Archiwum Państwowe w Białymstoku udostępnia na stronach szukajwarchiwach.pl skany ksiąg parafii prawosławnej w Knyszynie z lat 1878-1907. Przejdę więc do najstarszej inskrypcji na cmentarzu:


Tablica na nagrobku choć częściowo ułamana pozwala odczytać napis w języku rosyjskim, informujący, że w miejscu tym został pochowany chłopiec Arsenij Iwanowicz Radkiewicz (30.06.1877-15.01.1878).

Odnaleziona metryka zgonu podaje jednakże bardzo skąpe informacje. Nie ma w niej danych rodziców. Jest natomiast adnotacja, że byli mieszczanami z Bielska, a dziecko zmarło od kokluszu.



Kolejny nagrobek to właściwie zachowany postument żeliwny bez krzyża. Daje się jednak, choć z trudem, odczytać inskrypcję.


Pochowana została w tym miejscu Anna Andriejewna Taranowicz (1839-1878), żona duchownego Tomasza Taranowicza, który sporządził odnalezione przeze mnie 2 z 3 metryk. Niestety metryka zgonu Anny Taranowicz nie daje żadnych dodatkowych informacji, poza tą, że w pogrzebie odprawionym na knyszyńskim cmentarzu uczestniczyli: duchowny z Białegostoku - Paweł Zieliński, duchowny z Fast - Wasilij Jakimowicz i duchowny z Choroszczy - Teodor Jaszyn i że zmarła od puchliny wodnej.


Ostatni czytelny nagrobek na knyszyńskim prawosławnym cmentarzu należy do Bogumiły Ignatowicz (1808-1879).



Metryka zgonu podaje, że Bogumiła Iwanowna Ignatowicz była żoną kapitana zarządzającego majątkiem Niewiarowo, znajdującym się nieopodal Trzciannego. Zmarła zaś ze starości. Metrykę sporządził Tomasz Gutowski, duchowny knyszyńskiej cerkwi.

Cmentarz ewangelicki znajduje się po drugiej stronie szosy w większym oddaleniu od niej i aby dojść do niego należy przejść przez pole należące do prywatnej posesji. Teren cmentarza jest zupełnie zarośnięty krzakami i drzewkami.

Ewangelicy mieszkali w Knyszynie już za króla Zygmunta Augusta. Kolejne fale osadnicze przedstawicieli tej konfesji miały miejsce w początku XIX wieku, gdy Knyszyn znalazł się w zaborze pruskim, a dawne tereny dworskie podzielono na parcele i przydzielono 7 rodzinom niemieckim. Osiedlali się w Knyszynie Sasi powracający z kampanii napoleońskiej, a także kolejne rodziny włókienników sprowadzanych przez Wincentego Krasińskiego.
Cmentarz przy ulicy Knyszyńskiej był wykorzystywany przez uboższych przedstawicieli miejscowej społeczności ewangelickiej. Wielu knyszyńskich ewangelików chowanych było na nekropolii białostockiej.

Na terenie cmentarza znaleźliśmy tylko jeden nagrobek z krzyżem żeliwnym bez inskrypcji.


Wśród krzaków zaś zupełnie ukryte przed wzrokiem ludzkim leżały przysypane liśćmi płyty betonowe.


Po odgarnięciu liści okazało się, że obie należą do przedstawicieli rodziny Malko. Napisy jednak są słabo czytelne. Jedna z płyt jest nagrobkiem Alfreda Malko, zmarłego w 1911 roku, jeśli dobrze udało mi się odczytać fragment inskrypcji.


Jest wielce prawdopodobne, że czas zrobi swoje i poza miejscem oznaczonym tabliczką niedługo nie będzie czego oglądać. Chciałbym więc w tych kilku zdaniach upamiętnić oba miejsca.

piątek, 1 maja 2009

Kapliczki św. Jana Nepomucena na Podlasiu

"Święty Jan Nepomucen, patron mostów i przepraw, opiekun życia rodzinnego, orędownik dobrej spowiedzi, sławy i honoru, obrońca przed obmową, zniesławieniem i pomówieniem, według tradycji ludowej był świętym chroniącym również od powodzi. Kapliczki z jego wizerunkami stawiano zatem przy mostach nad rzekami i strumieniami. Nieprzypadkowo jeszcze dzisiaj najwięcej figur świętego odnajdujemy w sąsiedztwie dużych rzek, głównie Bugu, Narwi, Biebrzy, Pisy. Szczególnie na Kurpiach święty jednoznacznie związany był z wodą; jako patron plonów chronił pola przed powodziami, ale również w razie potrzeby sprowadzał deszcz. Nie ma w tym nic dziwnego, jeśli weźmie się pod uwagę dużą ilość rzek, różnych strug i głębokich rowów, których wody szybko przybierały w czasie roztopów lub gwałtownych opadów deszczu i wylewały. Kapliczki ze św. Janem, w okolicach Moniek, Trzciannego i Puszczy Knyszyńskiej często ustawiano w miejscach podmokłych, na łąkach, przy drogach podmakających w okresach wiosny i jesieni. Echo ochrony przed powodziami pobrzmiewa w kilku legendarnych opowieściach o przypłynięciu z dużą wodą wizerunku św. Jana Nepomucena. Po ustaniu powodzi, w miejscu gdzie osiadła figura budowano dla niej kapliczkę. Rzeźby ustawiano również na granicach wsi i pól oraz przy drogach i na skrzyżowaniach w celu wspomożenia podróżnych."

Wojciech Kowalczuk, Wiesława Pawlak, "Jan Nepomucen, święty przydrożny", Muzeum Podlaskie w Białymstoku, Muzeum Północno-Mazowieckie w Łomży, 2003-2004.

Dziś w Internecie powstają strony dokumentujące istniejące figury świętego. Znaleźć tam można wiele fotografii i opisów, np. pod następującymi adresami:

http://nepomuk.w.waw.net.pl/

http://kapliczki.tc.pl/1/podlasiejn.html

Ja dorzucam cztery fotografie ze swoich zbiorów z okolic Knyszyna:


figura sto
jąca przy drodze nieopodal wsi Gniła, styczeń 2004.



Knyszyn, figurka świętego przy wyjeździe z miasta w kierunku na Korycin, lipiec, 2004.