poniedziałek, 2 listopada 2026

Weinstein z Białegostoku w książce Wacława Solskiego

Przeczytałem niedawno książkę Wacława Solskiego zatytułowaną "Moje wspomnienia". Wacław urodził się w Łodzi w roku 1897 w rodzinie lekarza Aleksandra Pańskiego i Rozalii z Wyszyńskich. Ojciec pochodził z Buska, a matka z Zawiercia, jak pisze autor. Zmienił nazwisko na Solski, żeby nie przysparzać rodzinie kłopotów swoimi politycznymi wyczynami już w latach dwudziestych XX wieku. Książka jest fascynującym pamiętnikiem opisującym, jak osoba urodzona w rodzinie burżuazyjnej przyjęła poglądy radykalnie socjalistyczne, aby w gorącym okresie przewrotu bolszewickiego w Rosji, stać się jedną z czołowych postaci ruchu komunistycznego. Książka pełna anegdot, pisana barwnym, ujmującym językiem. Jednak nie książce samej w sobie chciałbym poświęcić ten artykuł, a wątkowi białostockiemu w niej zawartemu.

Opisując czasy I wojny światowej i okupacji niemieckiej autor pisze:

"Nie wiem, czy podania (pisane do władz więzienia w Kownie) odniosły skutek, bo w trakcie tej pisarskiej działalności wywieziono mnie do innego obozu. Ten inny nazywał się Albertyn i mieścił na terytorium dużego majątku tejże nazwy w pobliżu miasteczka Słonim. Niemcy urządzili tam obóz w brzydkim ale ogromnym budynku, przeznaczonym na fabrykę czy jakieś składy. Chcieli przywieźć do tego obozu, jak mówili, "działaczy politycznych" z różnych krajów, ale tego z jakichś przyczyn nie uczynili. Obóz obliczony był na czterysta osób, siedziało w nim tylko szesnaście."

I dalej:

"Bob [angielski kapitan rodem z Australii - przypisek mój] przebywał stale w towarzystwie niejakiego Weinsteina rodem z Białegostoku, który wyemigrował przed wojną do Anglii i na początku wojny wstąpił do armii angielskiej. Niemcy wzięli go do niewoli we Francji i coś im się w jego życiorysie nie spodobało. Przyszło im do głowy, że może wcale nie jest Anglikiem z Białegostoku, tylko bolszewickim komisarzem z Moskwy i też na wszelki wypadek wsadzili go do naszego obozu.

Z tymi dwoma, Bobem i Weinsteinem, przyjaźniłem się w obozie najbardziej. Z Weinsteinem często grywałem w szachy."

Ostatnia wzmianka dotycząca Weinsteina pochodzi z czasu, gdy auor opuścił obóz w Albertynie:

"Pojechałem z Weinsteinem do Białegostoku, gdzie mieszkała jego rodzina, zanim wyemigrowała do Anglii. Chciał tam odszukać jakichś krewnych."

Napisałem do Muzeum Regionalnego im. I.I. Stabrowskiego w Słonimiu, ale nie uzyskałem żadnych nowych informacji o Weinsteinie. Oto fragmenty odpowiedzi:

"Niestety, w zbiorach naszego muzeum nie ma żadnych dokumentów historycznych potwierdzających istnienie obozu jenieckiego w Albertynie. Kroniki historyczne i wykazy obozów z I wojny światowej na Białorusi nie łączą Albertyna z dużymi obozami jenieckimi. W Słonimiu i okolicach zachowały się groby rosyjskich żołnierzy z I wojny światowej (1914 r.) (np. na Cmentarzu Tatarskim), ale nie ma informacji o obozie jenieckim w Albertynie w tym okresie.

Wiemy jednak, że jesienią 1915 roku, podczas „Wielkiego Odwrotu” armii rosyjskiej, Słonim i okolice zostały zajęte przez wojska cesarskie. Niemieckie dowództwo utworzyło tymczasowy obóz jeniecki w Albertynie (ówczesnej przemysłowej dzielnicy Słonimia z dobrze rozwiniętą infrastrukturą fabryczną należącą do rodziny Pusłowskich)."

I dalej:

"Książka Wacława Solskiego „Moje wspomnienia” jest prawdopodobnie jedynym źródłem informacji o tym człowieku [Weinsteinie]."

Na tę więc chwilę tożsamość Weinsteina rodem z Białegostoku, więźnia obozu w Albertynie pozostaje nieznana.

Wacław Solski "Moje wspomnienia", Prószyński i S-ka, Warszawa, 2008.

piątek, 23 października 2026

Szloma i Ester Nejmarkowie z Łomży

Gdy przygotowywałem się do ostatniej genealogicznej wycieczki, której celem była Łomża, dysponowałem jedynie odpisem aktu ślubu Szlomy Nejmarka i Ester Wołowicz z 1933 roku. Ślub miał miejsce latem, 16 czerwca. Poza datą i danymi nowożeńców podano również nazwiska rodziców: Moszk Nejmark i Rywka ze Śniadowiczów oraz Izrael-Mejer Wołowicz i Leja Rywka. Przygotowywałem się do wycieczki, gdyż do Polski po raz pierwszy w życiu przylatywała córka Szlomy i Ester wraz z kuzynką (córką siostry Ester, Tobii)!


W "Księdze Pamięci Gminy Żydowskiej w Łomży", której polskie wydanie zawdzięczamy Łomżyńskiemu Towarzystwu Naukowemu im. Wagów można znaleźć informację o tym, że Mosze Nejmark był działaczem i inicjatorem Związku Kombatantów Żydowskich w roku 1934 oraz, że pracował w kierownictwie nowego szpitala żydowskiego w Łomży. Pierwszy żydowski szpital w tym mieście powstał w drewnianym budynku w roku 1857. Ten drugi, zwany nowym, powstał w sąsiedztwie starego szpitala w budynku murowanym w roku 1897, nieopodal synagogi. Rywka Nejmark, żona Mosze działała w łomżyńskim towarzystwie Chewra Kadisza. Zajmowała się czyszczeniem zwłok zmarłych kobiet przed ich pochówkiem na cmentarzu żydowskim.

W Księdze adresowej powiatu łomżyńskiego z lat 1919-1939 opracowanej przez wspomniane wyżej towarzystwo nie ma informacji o rodzinach Nejmarków i Wołowiczów. Wiadomo natomiast, że Wołowiczowie mieszkali w Łomży przy ulicy Dwornej 2.

Dzień październikowy, gdy spotkaliśmy się w lobby łomżyńskiego hotelu Gromada nie należał pogodowo do tych wymarzonych. Było jesiennie, nie padał deszcz, niebo było zachmurzone. Zawiewał za to nieprzyjemny zimny wiatr. Jednak wszystkim nam udzielał się entuzjazm. Rozpoczęliśmy od wizyty w łomżyńskim archiwum, po to aby odnaleźć oryginalny akt ślubu Szlomy i Ester, a także w miarę możliwości i ochoty spróbować odnaleźć inne dokumenty.


Szloma Nejmark w 1933 roku był kawalerem, stałym mieszkańcem Łomży, ale miał już 35 lat. Estera Wołowicz była 32-letnią panienką, i tu spotkała mnie pierwsza niespodzianka - była stałą mieszkanką Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej zamieszkałą w Ameryce.

- To Ester przybyła z Ameryki do Łomży, aby wziąć ślub ze Szlomą? W jaki sposób się poznali?  - zapytałem.

- Spotykali się już wcześniej. Gdy Ester emigrowała, matka Szlomy poprosiła ją, żeby wróciła, aby poślubić Szlomę i ta dotrzymała obietnicy.

W dokumencie tym podano również nazwisko panieńskie matki Estery - Dołowicz.

Odaleźliśmy również akt urodzenia Estery, który zarejestrowano w księdze urodzeń w 1901 roku. Akt urodzenia Szlomy Nejmarka zarejestrowano zaś w roku 1911, mimo, że ten urodził się w roku 1898. W dokumencie tym zapisano, że Moszek Nejmark - ojciec Szlomy w roku 1911 miał 54 lata i był właścicielem łaźni w Łomży.

Z archiwum pojechaliśmy do historycznej dzielnicy żydowskiej.

Budynek nowego szpitala żydowskiego został zniszczony przez Niemców w roku 1940, ale odbudowany po wojnie służy dziś jako siedziba III Liceum Ogólnokształcącego. Jest to jeden z nielicznych reliktów architektonicznych pozostałych po społeczności żydowskiej Łomży.


Innym jest budynek dawnej mykwy przy ulicy Zamiejskiej 6. Po 1989 roku pełnił funkcję hotelu. Dziś niszczeje.


Czy to ta łaźnia należała do Moszka Nejmarka? Podejrzewam że nie. Henryk Sierzputowski pisze w swym artykule "Dawne łomżyńskie kościoły, domy modlitwy i cmentarze", że "przy zbiegu ulic Senatorskiej i Szkolnej Żydowska Gmina Wyznaniowa wzniosła na użytek szpitala synagogę. Obok mieściła się łaźnia („mykwa”), z pomieszczeniami do modlitw i uroczystego hebrajskiego ceremoniału obmycia zmarłego. Inne znaczące zabudowania skarpy to żydowskie szkoły wyznaniowe stopnia podstawowego, średniego i wyższego dla rabinów, zwane „Talmud – Tora” oraz budynki gospodarcze. Wszystkie te obiekty, chociaż solidnie murowane z czerwonej cegły, uległy (oprócz budynku szpitala) zniszczeniu podczas II wojny światowej."

Podejrzewam więc, że Moszek Nejmark mógł być właścicielem tejże mykwy przyszpitalnej, a Rywka - jego żona mogła zajmować się w tym budynku obmywaniem ciał zmarłych kobiet i przygotowywaniem ich do pochówku.

Na obiad poszliśmy do baru "Smakosz". Bardzo lubię to miejsce położone nieopodal archiwum. Poza smacznym domowym jedzeniem i bardzo miłą obsługą jest tam jeszcze coś. Czasem, gdy wracam z archiwum, idę do Smakosza, zamawiam obiad, schodzę po schodkach na dół i zanurzam się w pracy przy laptopie. Jestem odizolowany od szumu ulicy, mam miejsce, aby rozłożyć swe rzeczy. Tam też w czasie wycieczki miałem okazję zapoznać się ze zdjęciami rodzinnymi rodziy Nejmarków. I oniemiałem. Szloma i Ester znali się bardzo długo przed ślubem. Szloma Nejmark brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej i tuż przed podróżą na front litewsko-białoruski wysłał do Ester zdjęcie przedstawiające pięciu mężczyzn, z których trójka ubrana jest w uniformy wojskowe. Jednym z nich po prawej stronie jest Szloma. Na odwrocie zdjęcia zapisano: "W dowód pamięci dajemy wspólnie naszą fotografię dla Estusi przed moim wyjazdem na front Litewsko-Białoruski. Dnia 10.04.1920." Zdjęcie wysłane zostało do Ester prawdopodobnie dopiero 10.07.1922 roku z Łomży. Jeśli tak, to gdzie była wtedy Ester?



Kolejne zdjęcie przedstawia już samego Szlomę. Zdjęcie wykonano w łomżyńskim atelier fotograficznym "Bernardi" prowadzonym przez Leona Jasienowskiego, o czym świadczy ślad pieczęci zakładu. Towarzyszy mu następujący napis na odwrocie:

"W dowód pamięci daję swoją podobiznę E.W. podczas przepędzania I-szy urlop w Łomży. Dnia 15.10.1920." I tu również zapisano drugą datę: Łomża, dnia 18.09.1922. Czyżby Estera była wówczas poza Łomżą?



Miałem okazję zobaczyć również podobiznę Estery. Fotografię wykonano również w atelier "Bernardi", a na odwrocie zapisano "Neumarku - Estera. Łomża, 16.08.1921."



Gdy oglądałem te zdjęcia podczas oczekiwania na obiad w Smakoszu, myślałem, że Ester już na początku lat 20-ych wyjechała do Stanów Zjednoczonych, a Szloma czekał na nią przynajmniej 12 lat, aby móc powiedzieć "tak" przed rabinem łomżyńskiej synagogi. Być może Estera była w Ameryce w roku 1922 i później wróciła. W zaciszu domowym, już po wycieczce, znalazłem ją na liście pasażerów statku "George Washington" wyruszającego z Bremy do Ameryki w grudniu 1925 roku.


Naczekali się młodzi tak czy inaczej, gdyż ślub miał miejsce dopiero 7 lat po wyjeździe Estery do Ameryki. A dziś, tyle epok historycznych później, dzięki córce Szlomy i Ester miałem niezwykłą okazję zanurzyć się w tej historii.

poniedziałek, 28 września 2026

Morderstwo flisaka pod Łomżą

W numerze 38 Gazety Świątecznej z 1891 roku ukazał się taki oto artykuł:

"Zbrodnia się nie ukryje.

Niejaki Józef Harzewski trudniący się od lat wielu spławianiem drzewa, płynąc niedawno jako retman rzeką Narwią, zatrzymał się na odpoczynek w pobliżu Łomży. Tu w nocy rabusie jacyś w liczbie dwunastu podpłynęli do tratwy, związali śpiących flisaków i zażądali od retmana pieniędzy. Harzewski oddał wszystko, co miał, myśląc, że w ten sposób życie ocali. Zbóje jednak zamordowali go, pewnie z obawy, żeby ich nie wydał. Pomimo to, trafiono prędko na ślad łotrów i sedmiu już ujęto, a więc i pozostali pewnie się nie ukryją."


Akt zgonu Józefa Chorzowskiego (nie Harzowskiego) został zarejestrowany w aktach stanu cywilnego parafii rzymskokatolickiej w Łomży pod numerem 257. Zapisano, że Józef zmarł w Łomży 17 lipca 1891 roku w wieku 51 lat o godzinie 10 wieczorem. Był austriackim poddanym, zamieszkałym na stałe w Warszawie, synem Mikołaja i Julianny Chorzowskich. Pozostawił po sobie żonę Katarzynę z Kyrców.


Zaciekawiło mnie, skąd konkretnie mógł pochodzić Józef Chorzowski vel Harzewski. Być może ktoś prowadzi badania genealogiczne tej rodziny i nie spodziewa się, że aktu zgonu jednego z jej członków należy szukać w Łomży.

Wszystko wskazuje na to, że Józef Harzowski urodził się w Zabierzowie Bocheńskim w roku 1840 w obecnym województwie małopolskim w rodzinie Mikołaja Harzowskiego i Julii z Markowiczów. W roku 1866 poślubił w Mikluszowicach Katarzynę Hyrc, z którą miał przynajmniej dwóch synów, Józefa Jana urodzonego w roku 1867 i Jana urodzonego w roku 1873.

czwartek, 17 września 2026

Stefan Stępień, Poleski Dziennik Wojewódzki, Urząd Miar

Wiele lat temu, około dwudziestu paru, opowiadała mi mama, która z kolei słyszała to od swojej mamy, że pradziadek Stefan Stępień pracował w Pińsku w Urzędzie Miar przez jakiś czas. Ale kiedy to było i przez jaki okres dokładnie, tego mama nie wiedziała.

Na odpowiedni zapis natknąłem się zupełnie przypadkiem, przeglądając roczniki Poleskiego Dziennika Wojewódzkiego, pismo urzędowe wydawane przez Poleski Urząd Wojewódzki w Brześciu. W numerze 7 konkretnie z 2 kwietnia 1931 roku. Zapisano, że w miejscowym Urzędzie Miar w Pińsku zwolniono Stefana Stępnia, kontrolera robót legalizacyjnych XV grupy uposażenia na podstawie punktu 7 zawartej z nim umowy służbowej.