piątek, 29 maja 2026

Stefan Stępień, stały mieszkaniec gminy Górno

Po 16 latach zwróciłem się ponownie do IPNu majac nadzieję na odszukanie powojennych dokumentów dotyczących pradziadka Stefana Stępnia. Od 2010 roku, gdy wysyłałem zapytanie po raz pierwszy, a wynik kwerendy był negatywny, udało mi się bowiem odtworzyć powojenne miejsca zamieszkania pradziadka. Miałem więc nadzieję, że nowe informacje pomogą w kwerendzie.

Na odpowiedź czekałem kilka miesięcy. Niestety w przesyłce nie było żadnych nowych dokumentów powojennych. Dostałem natomiast kopie dokumentów pochodzących z archiwów ITS Arolsen.

Wśród nich były 3 strony posiadanego już przeze mnie dokumentu znalezionego w zasobach Archiwum Państwowego w Jeleniej Górze, będącego księgą meldunkową Bobberörsdorf z okresu II wojy światowej. Ale były też dokumenty świadczące o tym, że pradziadek był więźniem obozu Groß-Rosen w 1944 roku.Znajduje się na liście osadzonych z datą 24 czerwca 1944.


Ta informacja była dla mnie nowa, ale też miejsce urodzenia ledwie widoczne przy dacie urodzenia było czymś nowym: Skorzeszyce. Nie Bardo!

Skorzeszyce to wieś w parafii Daleszyce, gdzie urodził się ojciec Stefana, Kacper, jak już ustaliłem po wizycie w AP Częstochowa i kwerendzie w aktach parafii w Gidlach.

Od razu przypomniałem sobie, że Stefan Stępień figurował już w niektórych dokumentach, jako stały mieszkaniec gminy Górno (obejmującej Daleszyce i Skorzeszyce). Jednym z nich był odpis dowodu osobistego z roku 1924, który uzyskałem z archiwum w Brześciu.


Sprawdziłem więc od razu w Genetece indeksy urodzeń z parafii w Daleszycach z roku 1900 i 1901, ale Stefana w nich nie ma.

Może w Muzeum w Rogoźnicy uda się jeszcze coś nowego znaleźć?

poniedziałek, 11 maja 2026

Józef Mackiewicz, Barbara Toporska "Listy do Redaktorów Wiadomości" - kilka uwag

Listy Józefa Mackiewicza i Barbary Toporskiej do redaktorów jednego z najpopularniejszych czasopism wydawanych na emigracji po II wojnie światowej to dość pokaźne tomiszcze, zawierające listy pisane do Mieczysława Grydzewskiego, Michała Chmielowca, Stefanii Kossowskiej i Juliusza Sakowskiego w latach 1947-1981, a więc w całkiem długim okresie czasu. Można było się zastanawiać, czy jest sens kupienia tej książki, czy będzie ciekawa? Będąc miłośnikiem twórczości Mackiewicza nie wahałem się. Dodatkowo w ostatnich latach przeczytałem dwie książki Barbary Toporskiej "Siostry" i "Spójrz wstecz, Ajonie" i muszę powiedzieć, że jej poczucie humoru oraz sposób budowania powieści sprawiają, że w niektórych momentach twórczość ta stoi na wyższym poziomie, niż twórczość jej męża. Choć mam wrażenie, że bywają fragmenty w tych dwóch książkach, odstające od całości na niekorzyść. Wracając do listów, nie wahałem się i ostatecznie nie zawiodłem się. Zawierają one bowiem tak wiele interesującyh dygresji na całkiem różne tematy, że czyta się je z nie mniejszym zaciekawieniem, niż same powieści. Tu chciałbym zwrócić uwagę na trzy fragmenty tylko, dwa stanowiące ciekawostki jedynie, natomiast list Barbary Toporskiej idealnie ujmuje problem stosunku polskiego społeczeństwa do społeczności żydowskiej.

Pierwsza dotyczy Nory Ney. (Kto by pomyślał, że znajdę w książce jakikolwiek związek między tą popularną dziś białostoczanką, a wielkim pisarzem polskiej emigracji?). Nora Ney, a właściwie Sonia Najman urodziła się w Wasilkowie lub w Sielachowskich w roku 1906. Była jedną z najpopularniejszych polskich aktorek okresu międzywojennego. W czasie wojny uciekła do Białegostoku, a stamtąd do Moskwy. Po wojnie nie znalazłszy miejsca dla siebie po powrocie do kraju wyemigrowała do USA, ale tam nigdy nie rozwinęła skrzydeł kariery aktorskiej przez nieznajomość języka angielskiego.

Z listu Józefa Mackiewicza do Michała Chmielowca z 29 listopada 1971:

"Natomiast Pana miłe słowa z powodu "możliwości sfilmowania Miasojedowa" - są gorzkim nieporozumieniem... Bo świadectwem mego upadku moralnego i materialnego. Pan mnie źle zrozumiał. Nie ma to być Miasojedow, a kicz miłosny pt. "La Disfatta". Tylko cień zapożyczony z książki. Bez żadnej historyczności. W obrzydliwej przeróbce. W dodatku z tendencją, którą z góry odrzuciłem! Zaproponowałem gorąco Łobodowskiego. Ale ten Fryd, któremu coś niecoś zawdzięczam uprzednio, powołał się na to. Nie chce nikogo tylko mnie, i powiada że leży, jeżeli tego nie zrobię. 500 dol. za pracę jakichś czterech miesięcy, minus to co muszę odłożyć dla tej roboty. Robię to anonimowo. Żadnych innych korzyści z filmu, bo to tylko STORY wg stawek włoskich. Musiałem się tego obrzydlistwa podjąć, cóż robić. - Jego zrujnowała i opuściła ta nowa gwiazda, Lisa Gastoni. A miała grać w tym moim filmie. W ogóle nie wiadomo, czy do tego dojdzie. Tyle że ja uwiązany zostałem do płotu. Tfu!"

Oczywiście związek pomiędzy Norą Ney i Józefem Mackiewiczem jest tylko pośredni, a łączy ich osoba wspomnianego Fryda, gdyż Józef Fryd (1905-1994) był przed wojną dystrybutorem filmów francuskich w Polsce, od lat 40-ych zaś producentem i dystrybutorem filmów we Włoszech. Był pierwszym mężem Nory Ney, z którą miał córkę, Joannę Ney. Pomagał Mackiewiczowi materialnie, gdy powstawała książka "Lewa wolna".

Kolejna interesująca wzmianka dotyczy Roberta Fischera, pierwszego po II wojnie światowej mistrza świata w szachach, który złamał dominację szachistów radzieckich, pokonując w Rejkiawiku Borysa Spasskiego w roku 1972. Pamiętam stojącą na półce u mego wujka w Łupowie książkę poświęconą meczowi Spasski-Fischer, a także opowieści wujka o tym, jak wielkim zainteresowaniem cieszył się ten mecz. Fischer był legendą. Stanisław Gawlikowski w książce "Walka o tron szachowy" napisał o Fischerze cytując L. Evansa, że to największa indywidualność, najbardziej nieustępliwy, niekomunikatywny, samotny, zamknięty w sobie, niezdolny do współpracy z kimkolwiek i niezależny mistrz szachowy wszystkich czasów. Zacytował także samego Fischera: "Na zapytanie, co sprawia mu w szachach największą przyjemność Fischer odpowiedział bez namysłu: "Lubię moment, w którym przeciwnik załamuje się psychicznie...""

Być może ten rys psychopatyczny sprawił, że Fischer w pewnym momencie zaczął wygrywac z wielką łatwością, co doprowadziło go na tron szachowy i co sprawiło, że tego tytułu nie bronił w roku 1975. Dalsze jego losy sprawiły, że żywot zakończył w kraju, w którym został mistrzem świata. 

Odwiedziłem jego grób 2 lata temu na małym cmentarzyku w Laugardaelir. Sympatycy królewskiej gry wciąż pamiętają o nim.


Opinia Józefa Mackiewicza, który był amatorem szachów (grywał z Michałem Chmielowcem, redaktorem "Wiadomości) była dla mnie sporym zaskoczeniem:

Z listu Józefa Mackiewicza do Michała Chmielowca, 27 sierpnia 1972:

"Nie tylko śledzimy, ale przegrywamy każdą partię Spasskij-Fischer. Mnie się zdaje, że pierwszy gra lepiej i ciekawiej, tylko nagle załamuje się. Natomiast do końca nie mogłem zrozumieć tej partii, w której Fisher stracił damę. Dlaczego? Po raz pierwszy jestem całkowicie po stronie ekipy sowieckiej. Nienawidzę chamstwa. A Fisher to cham z chamów."

Najciekawszy jednakże tekst to ten z listu Barbary Toporskiej z roku 1965 do Mieczysława Grydzewskiego dotyczący nie przyjmowania Żydów do AK i szerzonej po wojnie propagandy, według której Żydzi sami nie chcieli wstępować w szeregi AK. Fragment ten jest dość obszerny, aby go tu zacytować, ale choćby dla niego warto tę książkę zdobyć. Barbara Toporska w sposób bardzo syntetyczny i prawdziwy rozprawia się w tym liście z antysemityzmem Polaków. Oto dwa króciutkie fragmenty:

"[...] Wileńska AK nie przyjmowała Żydów do oddziałów leśnych, a także odmawiała im przydziału fałszywych dokumentów. Interpelowałam w tej sprawie wielokrotnie różne osoby z "organizacji" i zawsze słyszałam to samo uzasadnienie: element niepewny."

"[...] Nie ma nieprawdy, która by nie szkodziła i krzywdziła. Nieprawda, rozdmuchująca pomoc udzielaną Żydom, jest nową pożywką polskiego antysemityzmu: Jacy ci Żydzi nikczemni, skoro kąsają rękę, która im pomagała!... Tymczasem ta ręka często podawała bochenek chleba w zamian za futro. Dziś wypomina się tylko chleb.

Prawdą jest, że były szlachetne wyjątki. Ludziom, którzy odważnie i ofiarnie nieśli pomoc Żydom w formie najtrudniejszej, udzielając im schronienia, należy stawiać pomniki. Ale nie rozcieńczać ich zasług na cały "naród polski". Postawa społeczeństwa bowiem przyczyniła się w tej sprawie tylko do wyjątkowości, do odosobnienia tych wypadków a także do podniesienia ich do rangi aktów heroicznych. Bo jakże często, mimo najlepszych chęci (czy mimo chęci zysku) odmawiało się schronienia Żydowi, ponieważ nie można go było ukryć przed oczami sąsiadów. Kara śmierci groziła nie tylko za ukrywanie Żydów. Ale donos stanowił 99% ryzyka tylko przy ukrywaniu Żydów. Nieprawdą jest twierdzenie, że Żydów dencuncjowały jedynie "szumowiny na usługach okupanta". Donosiło często chłopskie dziecko i nawet dewotka spod znaku Św. Zyty. Donosiła ciemnota, głupota, fanatyzm, źle pojęty patriotyzm i wreszcie podświadoma zmowa niedyskrecji, która wokół kryjówki Żyda robiła tyle wrzawy, aż wreszcie zwabiała informatora."

Józef Mackiewicz, Barbara Toporska "Listy do Redaktorów Wiadomości", Kontra, Londyn, 2018

czwartek, 26 marca 2026

Cmentarze na Litwie - Wisztyniec (lit. Vištytis)

W drugiej połowie marca trafiłem na cmentarz w Wisztyńcu, aby spróbować odszukać nagrobki osób o nazwiskach Rutkauskas i Gutauskas. Przy okazji, z racji tego  że zszedłem tamtejszy cmentarz wzdłuż i wszerz, sfotografowałem nieliczne nagrobki z polskimi inskrypcjami.

Wisztyniec to niewielkie i dość senne o tej porze roku miasteczko położone nad pięknym jeziorem, tuż przy granicy z Obwodem Królewieckim, czy też jak jeszcze niedawno mówiliśmy Kaliningradzkim. Głównym zabytkiem miasteczka jest kościół z 1829 rok, zamknięty na 4 spusty, a proboszcz nie mieszka na stałe w Wisztyńcu, gdyż obsługuje 3 parafie.


A oto odnalezione nagrobki z polskimi inskrypcjami:


1. Józef Szylajtis, zmarł 29 września 1899 roku.


2. rodzina Czerników.


3. Marcin Miller Bergmann, żył lat 13, zmarł 14 marca 1896.


4. Marianna Szylajtis, umarła 16 stycznia 1882.


5. prawdopodobnie Julian Radziewicz.


6. Józef Wojciulewicz, żył lat 96, zmarł 5 marca 1908.

7. Józef Bulkiewicz, student Politechniki, urodzony w 1931 roku, tragicznie swe życie zakończył w Niemnie 3 kwietnia 1949 roku.

8. ks. A. Bakunowski, proboszcz parafii Wisztyniec, żył lat 59, zmarł 2 listopada 1880 roku.

niedziela, 15 marca 2026

Gidle, no przecież!

O tym, że pradziadkowie Kacper Stępień i Józefa Stępień z Pociejowskich wyjechali z Barda, gdzie urodził się pradziadek Stefan (w roku 1900) do Wojnowic w parafii Gidle koło Radomska, gdzie z kolei urodził się jego młodszy brat Józef (w roku 1918) dowiedziałem się już 16 lat temu. Dlaczego do tej pory nie sprawdziłem metryk tej parafii? Fakt, nie były dostępne online. Dopiero obecnie część z nich zdigitalizowano (od roku 1910 do 1923 i od roku 1874 do 1885). Mogłem jednak pojechać do Częstochowy do archiwum, aby je sprawdzić. Przekładałem ten wyjazd jednak w nieokreśloną przyszłość. Nie spodziewałem się bowiem żadnego przełomu. Myslałem, że zobaczę akta urodzenia rodzeństwa pradziadka Stefana spisane w typowy dla Królestwa Polskiego, zwanego później Krajem Prywiślańskim sposób. Że będzie w nich zapisane, iź do księdza, a zarazem urzędnika stanu cywilnego parafii w Gidlach, zgłosił się Kacper Stępień, liczący lat x, gospodarz lub wyrobnik zamieszkały Wojnowicach wraz ze świadkami y i z i zgłosił, że dnia takiego, o takiej godzinie w Wojnowicach urodziło się dziecko takiej to, a takiej płci z jego prawnej małżonki Józefy Stępień z Pociejowskich, liczącej lat c i że podczas chrztu świętego, który miał miejsce dnia takiego, a takiego nadano mu jakieś imię, a rodzicami chrzestnymi byli taka i taki.

Myliłem się.

Zanim jednak o wizycie w Częstochowie, należy się parę słów wprowadzenia. Nie pisałem bowiem wiele o rodzeństwie Stefana dotychczas i warto to nadrobić.

***
Stefan był najstarszy. Po nim, w roku 1903 urodziła się Antonina. Przed II wojną światową mieszkała w Ubereżu koło Sarn wraz z matką i częścią rodzeństwa. Rodzina została ostrzeżona w 1943 roku o planowanej akcji ukraińskiej w wiosce. Zdążyli dojść do najbliższego lasu, gdy zobaczyli łunę pożaru nad Ubereżem. Po wojnie trafiła z mamą do Józefowa koło Chocza. Bracia ściągnęli ją do Lublina, gdzie poznała przyszłego męża, Konstantego Abramowicza, notabene pochodzącego też z okolic Chocza. Zmarła w 1992 roku i pochowana jest na cmentarzu przy ulicy Lipowej w Lublinie.

***
Czesław urodził się w roku 1908. Zginął podczas nalotu bombowego w Sarnach podczas II wojny światowej. Jego żona wyszła drugi raz za mąż po wojnie.

***
Kazimiera urodzona w roku 1910 po raz pierwszy wyszła za niejakiego Grabkę - leśniczego, który został zamordowany w lesie podczas II wojny światowej. Po wojnie wyjechała z Wołynia wraz z matką do Józefowa. Drugim jej mężem był Stanisław Lemański. Zmarła w roku 1993 i jest pochowana na cmentarzu w Choczu.
***
Jan Stępień urodził się w roku 1913.  Taka data wynika z napisu na nagrobku, który znajduje się w Nidzicy. Gdy mieszkał jeszcze w Sarnach, poznał Genowefę z Woźniaków. Była wtedy żoną Mariana Sternickiego. Sternicki został zabity w czasie wojny. Pracował jako ochroniarz magazynów zbożowych. W nocy przyjechali Ukraińcy i kazali mu je otworzyć i ładować się na wóz, a następnie pojechali do lasu. Rano pod magazyny przyjechał gajowy i pytał o Mariana Sternickiego. Słyszał bowiem dwa strzały w lesie przy magazynach. Z gajowym do lasu pojechał syn Mariana Sternickiego i jego ojciec. Znaleźli go zabitego strzałem w tył głowy. 
W czasie II wojny światowej służył  w 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK. Był wyborowym strzelcem. Koło Lublina dywizja została okrążona i rozbrojona. Jan uciekł z wywózki i schronił się w Lublinie u brata. Później jednak ktoś go zadenuncjował i znalazł się w obozie jenieckim w ZSRR. Wrócił do Polski pod koniec 1947 roku. Genowefa z córką przyjechała do Nidzicy. Jan Stępień dowiedział się o tym i zaczął jej szukać. Osiadł we wsi Bolejny i tam pracował w gospodarstwie rolnym. Gdy odnalazł Genowefę ożenił się z nią. Zmarł w roku 1988 i jest pochowany na cmentarzu komunalnym w Nidzicy.

***
Genowefa urodziła się w roku 1916. Po wojnie wyszła za mąż za Mikołaja Lemańskiego. Mieszkali w Lublinie. Zmarła w roku 1988 i jest pochowana na cmentarzu na Majdanku.

***
Józef urodził się w roku 1918 w Wojnowicach. 8 września 1939 roku został ranny podczas działań wojennych w Przysiersku. W niewoli przebywał od 10 września 1939 roku do 2 maja 1940 roku. W roku 1944 wziął ślub w Lublinie z Haliną Walczak. Pracował u jubilera Kalickiego przy Krakowskim Przedmieściu w Lublinie, później u jubilera przy ulicy Handlowej, następnie w PSS Społem. Zmarł w 1998 roku.

***
Edward urodził się w roku 1925. Po wojnie mieszkał w Józefowie, potem w Lublinie. Żona miała na imię Wanda. Zmarł w roku 1984 i jest pochowany na cmentarzu na Majdanku.

***
Taką mniej więcej wiedzą na temat rodzeństwa Stefana dysponowałem, gdy zdecydowałem o wyjeździe do Częstochowy. Dodam jeszcze, że w 2021 roku dostałem e-maila od niejakiego Pawła, który sugerował, że Kacper Stępień, ojciec Stefana mógł urodzić się w roku 1875 w parafii Daleszyce. Oto, jak to argumentował:
"Pisał Pan, że pradziadek Stefan Stępień był zapisany do ksiąg ludności stałej gminy Górno.
Z doświadczenia z własnymi pradziadkami wiem, że w tych terenach rodziny pozostawały wpisane do ksiąg ludności w miejscowości rodzinnej nawet jeśli przenosiły się na stałe gdzieś indziej. Ktoś mógł się urodzić wiele lat później i wiele kilometrów dalej w innej miejscowości, a i tak być wpisanym tam, gdzie urodził się jego ojciec, a nawet dziadek. Przyjmijmy, że tak było ze Stępniami. Tereny gminy Górno należały do parafii w Daleszycach. To jakieś 30 kilometrów od Barda. W tejże parafii  w genetece jest zindeksowanych mnóstwo Stępniów. Pisał Pan, że prapradziadek Kacper Stępień w 1918 miał 42 lata, a więc urodzony ok. 1876 r. Sprawdziłem wszystkich Kacprów występujących w Daleszycach i po wykluczeniu reszty jest jeden pasujący.
Akt ur 257/1875- Kacper Stępień urodzony 30.12.1875 we wsi Skorzeszyce, ochrzczony 31.12 w Daleszycach, syn Jana i Zofii ze Sławetów małżonków Stępniów."

Była to oczywiście poważna hipoteza, ale skoro nie wiedziałem nic o imionach rodziców Kacpra, pozostawała tylko hipotezą.

***. 
Rodzina Kacpra Stępnia i Józefy z Pociejowskich pojawia się w księgach stanu cywilnego parafii w Gidlach dopiero w roku 1913. Wówczas to w Wojnowicach urodził się Jan Stępień.  I tu pierwsza niespodzianka. Kacper Stępień został określony jako służący folwarczny, stały mieszkaniec gminy Górno w powiecie kieleckim. E-mailowa hipoteza Pawła prawie została potwierdzona.


Potwierdzenie przyszło wraz z aktem urodzenia Genowefy w roku 1916. Nie sądziłem, że tego rodzaju metrykę rubrykową, gdzie zaznaczono imiona rodziców ojca dziecka spotkam na terenie dawnego Królestwa Polskiego. Rodzicami Kacpra, tak jak pisał Paweł byli Adam i Zofia. Tak więc potwierdziło się, Kacper Stępie urodził się na terenie parafii Daleszyce i tam przyjdzie mi prowadzić dalsze poszukiwania tej linii przodków. Przyznam też, że uderzyło mnie określenie Kacpra, jako służącego folwarcznego. Po pierwsze w kontekście tego, co usłyszałem od potomkini Antoniny Abramowicz. Kacper miał zdecydować się na wyjazd na Wołyń po I wojnie światowej pod wpływem namowy kogoś, kto obiecywał mu o wiele lepsze warunki życia niż w Wojnowicach. Kacper podobno zostawił wszystko co miał w Wojnowicach i wyruszył do jeszcze większej biedy, a zgryzota, która go opanowała, spowodowała jego przedwczesną śmierć. W Wojnowicach będąc służącym folwarcznym nie miał zbyt wiele do zostawiania. Mieszkał prawdopodobnie w folwarcznych czworakach. Był zależny od władzy dworu, czy też folwarku. Nie miał, jak tradycyjny chłop swego stałego miejsca na ziemi. To pochodzenie być może zaważyło na późniejszym życiu jego syna Stefana, a także na tym, że dzieci Stefana utrzymywały ze sobą słaby kontakt.


W roku 1918 urodził się Józef, a w roku 1920 (tu niespodzianka!) Feliks, Niespodzianka, gdyż nie słyszałem o tym, aby pradziadek Stefan miał brata o tym imieniu.

Po 1920 roku rodzina musiała wyjechać z Wojnowic, gdyż do roku 1924 nie pojawiły się żadne nowe metryki urodzenia bądź zgonu dzieci (tu myślę o Feliksie).

***
Zachowały się również szczątkowo akta szkoły podstawowej w Wojnowicach. Z roku szkolnego 1915/1916 zachowały się arkusze ocen Antoniny i Czesława. Co ciekawe nazwisko zapisano jako Stępi. W Wojnowicach mieszkały inne rodziny Stępniów, nie spokrewnione i ich dzieci zapisywano pod prawidłową formą nazwiska Stępień. W roku szkolnym 1916/1917 nie znalazłem już arkuszów ocen dzieci Kacpra i Józefy, a późniejsze arkusze pochodzą dopiero z okresu po 1920 roku.