poniedziałek, 1 czerwca 2026

Wyniki badań autosomalnego DNA - meandry, 2

Zająłem się niedawno analizą drzewa genealogicznego zamieszczonego przez osobę będącą jednym z moich kolejnych dopasowań DNA na portalu Ancestry.com. Osoba ta (mój kuzyn/kuzynka 4-6 stopnia) nie jest spokrewniona z żadnym innym moim dopasowaniem DNA, a jej fragment drzewa obejmujący nazwiska polskie wygląda, jak następuje:


Niestety nie wiem, jakie jest pokrewieństwo tej osoby z Edwardem Curylo (1923-2005) i jego żoną Anną Helen Winiarski (1923-1996), tzn. czy Edward i Anna Helen to rodzice, dziadkowie, czy pradziadkowie.

Analizę rozpocząłem od Edwarda Curylo, który urodził się w 1923 roku w Detroit, jako syn Thomasa Curyło i Agnes Szymanek. Dzięki odnalezionym dokumentom udało się ustalić, że Thomas Curyło to Tomasz Curyło, urodzony w Błotnejwoli, w parafii Ostrowce w dzisiejszym województwie świętokrzyskim w roku 1884, syn Macieja Curyło i Franciszki Boduszek, Agnes Szymanek zaś to Agnieszka Szymanek urodzona również w Błotnejwoli w parafii Ostrowce w roku 1886, jako córka Melchiora Szymanka i Małgorzaty Zając.

***

Maciej Curyło poślubił Franciszkę Boduszek w parafii Ostrowce w roku 1883. Urodził się w Brzostkowie w parafii Ostrowce w roku 1859, jako syn Idziego Curyło i Anny Krent.

Franciszka Boduszek urodziła się w roku 1867 w Błotnejwoli w parafii Ostrowce, jako córka Wojciecha Boduszka i Anny Świech.

Nie udało mi się odnaleźć aktu ślubu Melchiora Szymanka z Małgorzatą Zając, ale wydaje się, że było to jego drugie małżeństwo. Nie mając jednak stuprocentowej pewności, nie kontynuowałem dalszej analizy przodków Melchiora Szymanka.

***

Idzi Curyło poślubił Annę Krent w roku 1856 w parafii Ostrowce. Był synem Macieja Curyło i Justyny Koniecznej. Urodził się w roku 1837 w Brzostkowie w parafii Ostrowce.

Anna Krent była córką Stefana Krenta i Marianny Stępień. Nie wiem, gdzie się urodziła, ani gdzie wzięli ślub jej rodzice. Rodzina Stefana i Marianny pojawiła się w parafii w Ostrowach nie później niż w roku 1837, gdy w Brzostkowie urodził się ich syn Łukasz. Nie wykluczam, że Marianna Stępień mogła pochodzić z "moich" Stępniów.

Wojciech Boduszek poślubił Annę Święch w parafii w Ostrowach w roku 1861. Urodził się w roku 1842 w Błotnejwoli, jako syn Szymona Boduszka i Tekli Szymanek.

Anna Święch urodziła się również w Błotnejwoli w roku 1840, jako córka Melchiora Święcha i Katarzyny Sagan.

***

Maciej Curyło poślubił Jusytnę Konieczną w roku 1826 w Ostrowach. Był synem Józefa Curyło i Marianny.

Justyna Konieczna zaś córką Jana Koniecznego i Franciszki.

Szymon Boduszek poślubił Teklę Szymanek w roku 1836 w Ostrowcach. Był synem Józefa Boduszka i Franciszki Walaszek.

Tekla Szymanek zaś córką Antoniego Szymanka i Katarzyny.

Melchior Święch poślubił Katarzynę Sagan w roku 1832 w Ostrowcach. Był synem Franciszka Święcha i Franciszki Boduch. Katarzyna zaś była córką Franciszka Sagana i Agnieszki.

Analiza przodków Edwarda Curylo wykazała, że w większości pochodzili z parafii w Ostrowach, w której o ile mi wiadomo nie miałem przodków. Oczywiście niejasne jest skąd pochodziła Małgorzata Zając, żona Melchiora Szymanka, a także czy Marianna Stępień (matka Anny Krent) mogła pochodzić z "moich" Stępniów.

***

Przeprowadziłem również analizę przodków Anny Helen Winiarski. Urodziła się w 1921 roku w Detroit, jako córka Johna Winiarskiego i Louise Hedwig Grabon. Przodkowie Jana Winiarskiego (gdyż takie było jego imię przed emigracją) pochodzili z parafii w Opatowie, Skarżysku-Kamiennej, a poprzez Chynowskich ze wsi Smykle w parafii w Baranowie Sandomierskim. Opatów leży w bliskim sąsiedztwie parafii skąd pochodzili Stępniowie i Pociejowscy, o parafię w Baranowie Sandomierskim otarli się moi Ozimkowie. Ale nie znalazłem w genealogii Jana Winiarskiego żadnych punktów zaczepienia z moją genealogią.

***

Najciekawszą okazała się genealogia Louise Hedwig Grabon. Przedstawiana przez osobę będącą moim dopasowaniem DNA, jako mająca pochodzenie niemieckie. Ale ja analizując różne dokumenty z USA znalazłem informację, że prawdziwym imieniem Louise Hedwig sprzed emigracji do USA było Ludwika. Traf też chciał, że znalazłem Listę pasażerów statku Vaderland z 1912 roku, podróżujących z Antwerpii do Ameryki. Znjdują się na niej i Jan Winiarski i Ludwika Winiarska, oboje powracający do Detroit w USA z Europy, do której jak się wydaje wrócili na chwilę.

Później zaś znalazłem akt ślubu Jana Winiarskiego i Ludwiki Graboń. Ślub miał miejsce w 1905 roku w Opatowie. Ludwika Graboń urodziła się w Szumsku w roku 1883, jako córka Stanisława Grabonia i Katarzyny z Tamborskich. Jak pokazuje Geneteka, Graboniom w latach 1890-1895 dzieci rodziły się w Mirogonowicach w parafii Waśniów, później zaś przenieśli się do Opatowa. Jednak wcześniej prawdopodobnie mieszkali na terenie nieszczęsnej parafii Szumsko, z której pochodziła moja praprababcia Józefa Pociejowska i dla której księgi metrykalne zachowały się w stanie niekompletnym. Ale może uda się odnaleźć akt ślubu Stanisława i Katarzyny i dzięki temu sprawdzić, czy wśród ich przodków występują Pociejowscy.

piątek, 29 maja 2026

Stefan Stępień, stały mieszkaniec gminy Górno

Po 16 latach zwróciłem się ponownie do IPNu majac nadzieję na odszukanie powojennych dokumentów dotyczących pradziadka Stefana Stępnia. Od 2010 roku, gdy wysyłałem zapytanie po raz pierwszy, a wynik kwerendy był negatywny, udało mi się bowiem odtworzyć powojenne miejsca zamieszkania pradziadka. Miałem więc nadzieję, że nowe informacje pomogą w kwerendzie.

Na odpowiedź czekałem kilka miesięcy. Niestety w przesyłce nie było żadnych nowych dokumentów powojennych. Dostałem natomiast kopie dokumentów pochodzących z archiwów ITS Arolsen.

Wśród nich były 3 strony posiadanego już przeze mnie dokumentu znalezionego w zasobach Archiwum Państwowego w Jeleniej Górze, będącego księgą meldunkową Bobberörsdorf z okresu II wojy światowej. Ale były też dokumenty świadczące o tym, że pradziadek był więźniem obozu Groß-Rosen w 1944 roku.Znajduje się na liście osadzonych z datą 24 czerwca 1944.


Ta informacja była dla mnie nowa, ale też miejsce urodzenia ledwie widoczne przy dacie urodzenia było czymś nowym: Skorzeszyce. Nie Bardo!

Skorzeszyce to wieś w parafii Daleszyce, gdzie urodził się ojciec Stefana, Kacper, jak już ustaliłem po wizycie w AP Częstochowa i kwerendzie w aktach parafii w Gidlach.

Od razu przypomniałem sobie, że Stefan Stępień figurował już w niektórych dokumentach, jako stały mieszkaniec gminy Górno (obejmującej Daleszyce i Skorzeszyce). Jednym z nich był odpis dowodu osobistego z roku 1924, który uzyskałem z archiwum w Brześciu.


Sprawdziłem więc od razu w Genetece indeksy urodzeń z parafii w Daleszycach z roku 1900 i 1901, ale Stefana w nich nie ma.

Może w Muzeum w Rogoźnicy uda się jeszcze coś nowego znaleźć?

poniedziałek, 11 maja 2026

Józef Mackiewicz, Barbara Toporska "Listy do Redaktorów Wiadomości" - kilka uwag

Listy Józefa Mackiewicza i Barbary Toporskiej do redaktorów jednego z najpopularniejszych czasopism wydawanych na emigracji po II wojnie światowej to dość pokaźne tomiszcze, zawierające listy pisane do Mieczysława Grydzewskiego, Michała Chmielowca, Stefanii Kossowskiej i Juliusza Sakowskiego w latach 1947-1981, a więc w całkiem długim okresie czasu. Można było się zastanawiać, czy jest sens kupienia tej książki, czy będzie ciekawa? Będąc miłośnikiem twórczości Mackiewicza nie wahałem się. Dodatkowo w ostatnich latach przeczytałem dwie książki Barbary Toporskiej "Siostry" i "Spójrz wstecz, Ajonie" i muszę powiedzieć, że jej poczucie humoru oraz sposób budowania powieści sprawiają, że w niektórych momentach twórczość ta stoi na wyższym poziomie, niż twórczość jej męża. Choć mam wrażenie, że bywają fragmenty w tych dwóch książkach, odstające od całości na niekorzyść. Wracając do listów, nie wahałem się i ostatecznie nie zawiodłem się. Zawierają one bowiem tak wiele interesującyh dygresji na całkiem różne tematy, że czyta się je z nie mniejszym zaciekawieniem, niż same powieści. Tu chciałbym zwrócić uwagę na trzy fragmenty tylko, dwa stanowiące ciekawostki jedynie, natomiast list Barbary Toporskiej idealnie ujmuje problem stosunku polskiego społeczeństwa do społeczności żydowskiej.

Pierwsza dotyczy Nory Ney. (Kto by pomyślał, że znajdę w książce jakikolwiek związek między tą popularną dziś białostoczanką, a wielkim pisarzem polskiej emigracji?). Nora Ney, a właściwie Sonia Najman urodziła się w Wasilkowie lub w Sielachowskich w roku 1906. Była jedną z najpopularniejszych polskich aktorek okresu międzywojennego. W czasie wojny uciekła do Białegostoku, a stamtąd do Moskwy. Po wojnie nie znalazłszy miejsca dla siebie po powrocie do kraju wyemigrowała do USA, ale tam nigdy nie rozwinęła skrzydeł kariery aktorskiej przez nieznajomość języka angielskiego.

Z listu Józefa Mackiewicza do Michała Chmielowca z 29 listopada 1971:

"Natomiast Pana miłe słowa z powodu "możliwości sfilmowania Miasojedowa" - są gorzkim nieporozumieniem... Bo świadectwem mego upadku moralnego i materialnego. Pan mnie źle zrozumiał. Nie ma to być Miasojedow, a kicz miłosny pt. "La Disfatta". Tylko cień zapożyczony z książki. Bez żadnej historyczności. W obrzydliwej przeróbce. W dodatku z tendencją, którą z góry odrzuciłem! Zaproponowałem gorąco Łobodowskiego. Ale ten Fryd, któremu coś niecoś zawdzięczam uprzednio, powołał się na to. Nie chce nikogo tylko mnie, i powiada że leży, jeżeli tego nie zrobię. 500 dol. za pracę jakichś czterech miesięcy, minus to co muszę odłożyć dla tej roboty. Robię to anonimowo. Żadnych innych korzyści z filmu, bo to tylko STORY wg stawek włoskich. Musiałem się tego obrzydlistwa podjąć, cóż robić. - Jego zrujnowała i opuściła ta nowa gwiazda, Lisa Gastoni. A miała grać w tym moim filmie. W ogóle nie wiadomo, czy do tego dojdzie. Tyle że ja uwiązany zostałem do płotu. Tfu!"

Oczywiście związek pomiędzy Norą Ney i Józefem Mackiewiczem jest tylko pośredni, a łączy ich osoba wspomnianego Fryda, gdyż Józef Fryd (1905-1994) był przed wojną dystrybutorem filmów francuskich w Polsce, od lat 40-ych zaś producentem i dystrybutorem filmów we Włoszech. Był pierwszym mężem Nory Ney, z którą miał córkę, Joannę Ney. Pomagał Mackiewiczowi materialnie, gdy powstawała książka "Lewa wolna".

Kolejna interesująca wzmianka dotyczy Roberta Fischera, pierwszego po II wojnie światowej mistrza świata w szachach, który złamał dominację szachistów radzieckich, pokonując w Rejkiawiku Borysa Spasskiego w roku 1972. Pamiętam stojącą na półce u mego wujka w Łupowie książkę poświęconą meczowi Spasski-Fischer, a także opowieści wujka o tym, jak wielkim zainteresowaniem cieszył się ten mecz. Fischer był legendą. Stanisław Gawlikowski w książce "Walka o tron szachowy" napisał o Fischerze cytując L. Evansa, że to największa indywidualność, najbardziej nieustępliwy, niekomunikatywny, samotny, zamknięty w sobie, niezdolny do współpracy z kimkolwiek i niezależny mistrz szachowy wszystkich czasów. Zacytował także samego Fischera: "Na zapytanie, co sprawia mu w szachach największą przyjemność Fischer odpowiedział bez namysłu: "Lubię moment, w którym przeciwnik załamuje się psychicznie...""

Być może ten rys psychopatyczny sprawił, że Fischer w pewnym momencie zaczął wygrywac z wielką łatwością, co doprowadziło go na tron szachowy i co sprawiło, że tego tytułu nie bronił w roku 1975. Dalsze jego losy sprawiły, że żywot zakończył w kraju, w którym został mistrzem świata. 

Odwiedziłem jego grób 2 lata temu na małym cmentarzyku w Laugardaelir. Sympatycy królewskiej gry wciąż pamiętają o nim.


Opinia Józefa Mackiewicza, który był amatorem szachów (grywał z Michałem Chmielowcem, redaktorem "Wiadomości) była dla mnie sporym zaskoczeniem:

Z listu Józefa Mackiewicza do Michała Chmielowca, 27 sierpnia 1972:

"Nie tylko śledzimy, ale przegrywamy każdą partię Spasskij-Fischer. Mnie się zdaje, że pierwszy gra lepiej i ciekawiej, tylko nagle załamuje się. Natomiast do końca nie mogłem zrozumieć tej partii, w której Fisher stracił damę. Dlaczego? Po raz pierwszy jestem całkowicie po stronie ekipy sowieckiej. Nienawidzę chamstwa. A Fisher to cham z chamów."

Najciekawszy jednakże tekst to ten z listu Barbary Toporskiej z roku 1965 do Mieczysława Grydzewskiego dotyczący nie przyjmowania Żydów do AK i szerzonej po wojnie propagandy, według której Żydzi sami nie chcieli wstępować w szeregi AK. Fragment ten jest dość obszerny, aby go tu zacytować, ale choćby dla niego warto tę książkę zdobyć. Barbara Toporska w sposób bardzo syntetyczny i prawdziwy rozprawia się w tym liście z antysemityzmem Polaków. Oto dwa króciutkie fragmenty:

"[...] Wileńska AK nie przyjmowała Żydów do oddziałów leśnych, a także odmawiała im przydziału fałszywych dokumentów. Interpelowałam w tej sprawie wielokrotnie różne osoby z "organizacji" i zawsze słyszałam to samo uzasadnienie: element niepewny."

"[...] Nie ma nieprawdy, która by nie szkodziła i krzywdziła. Nieprawda, rozdmuchująca pomoc udzielaną Żydom, jest nową pożywką polskiego antysemityzmu: Jacy ci Żydzi nikczemni, skoro kąsają rękę, która im pomagała!... Tymczasem ta ręka często podawała bochenek chleba w zamian za futro. Dziś wypomina się tylko chleb.

Prawdą jest, że były szlachetne wyjątki. Ludziom, którzy odważnie i ofiarnie nieśli pomoc Żydom w formie najtrudniejszej, udzielając im schronienia, należy stawiać pomniki. Ale nie rozcieńczać ich zasług na cały "naród polski". Postawa społeczeństwa bowiem przyczyniła się w tej sprawie tylko do wyjątkowości, do odosobnienia tych wypadków a także do podniesienia ich do rangi aktów heroicznych. Bo jakże często, mimo najlepszych chęci (czy mimo chęci zysku) odmawiało się schronienia Żydowi, ponieważ nie można go było ukryć przed oczami sąsiadów. Kara śmierci groziła nie tylko za ukrywanie Żydów. Ale donos stanowił 99% ryzyka tylko przy ukrywaniu Żydów. Nieprawdą jest twierdzenie, że Żydów dencuncjowały jedynie "szumowiny na usługach okupanta". Donosiło często chłopskie dziecko i nawet dewotka spod znaku Św. Zyty. Donosiła ciemnota, głupota, fanatyzm, źle pojęty patriotyzm i wreszcie podświadoma zmowa niedyskrecji, która wokół kryjówki Żyda robiła tyle wrzawy, aż wreszcie zwabiała informatora."

Józef Mackiewicz, Barbara Toporska "Listy do Redaktorów Wiadomości", Kontra, Londyn, 2018

czwartek, 26 marca 2026

Cmentarze na Litwie - Wisztyniec (lit. Vištytis)

W drugiej połowie marca trafiłem na cmentarz w Wisztyńcu, aby spróbować odszukać nagrobki osób o nazwiskach Rutkauskas i Gutauskas. Przy okazji, z racji tego  że zszedłem tamtejszy cmentarz wzdłuż i wszerz, sfotografowałem nieliczne nagrobki z polskimi inskrypcjami.

Wisztyniec to niewielkie i dość senne o tej porze roku miasteczko położone nad pięknym jeziorem, tuż przy granicy z Obwodem Królewieckim, czy też jak jeszcze niedawno mówiliśmy Kaliningradzkim. Głównym zabytkiem miasteczka jest kościół z 1829 rok, zamknięty na 4 spusty, a proboszcz nie mieszka na stałe w Wisztyńcu, gdyż obsługuje 3 parafie.


A oto odnalezione nagrobki z polskimi inskrypcjami:


1. Józef Szylajtis, zmarł 29 września 1899 roku.


2. rodzina Czerników.


3. Marcin Miller Bergmann, żył lat 13, zmarł 14 marca 1896.


4. Marianna Szylajtis, umarła 16 stycznia 1882.


5. prawdopodobnie Julian Radziewicz.


6. Józef Wojciulewicz, żył lat 96, zmarł 5 marca 1908.

7. Józef Bulkiewicz, student Politechniki, urodzony w 1931 roku, tragicznie swe życie zakończył w Niemnie 3 kwietnia 1949 roku.

8. ks. A. Bakunowski, proboszcz parafii Wisztyniec, żył lat 59, zmarł 2 listopada 1880 roku.