Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bielsk Podlaski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bielsk Podlaski. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 maja 2018

Frejmanowie i Kaflowiczowie - przyczynek do historii Białegostoku i Bielska Podlaskiego

E-mail od Richarda był bardzo konkretny. Zależało mu aby: zidentyfikować miejsca, gdzie mieszkali Frejmanowie w Białymstoku; spróbować znaleźć lokalizację młyna, który do nich należał; odnaleźć, jeśli to możliwe, nagrobki członków rodziny; ustalić, czy możliwe jest, że ktoś z krewnych przeżył Holocaust i wciąż mieszka w Białymstoku. Poszukiwania, jak i uzyskane od Richarda informacje były na tyle ciekawe i wciągające, że złożyły się na niesamowitą historię, którą postanowiłem opowiedzieć.

Rozpoczyna się w roku 1852. Wtedy to na "Liście poboru kwaterunkowych pieniędzy z domów obywatelskich w Białymstoku zobowiązanych do wypełniania naturalnych powinności dla pokrycia w 1853 r. przewidywanych wydatków, sporządzonej dnia 30 grudnia 1852 r." pojawia się po raz pierwszy w Białymstoku nazwisko Pasz. Moszko Pasz, bo o nim mowa zamieszkiwał w domu pod numerem 270 przy ulicy Rynkowej, posiadając 34 arszyny kwadratowe własnego placu. Nie wiadomo skąd przybył do Białegostoku, ani też kim byli członkowie jego rodziny.

Minęło 30 lat i dzięki zachowanym dokumentom możemy powiedzieć o białostockiej rodzinie Paszów coś więcej. W roku 1886 Sąd Arbitrażowy w Grodnie wydał wyrok w sprawie tej rodziny, a 12-stronicowy dokument opisujący szczegółowo stosunki rodzinne oraz posiadane nieruchomości zachował się w zbiorze akt Starszego Notariusza w Grodnie, przechowywanych w Archiwum Państwowym w Białymstoku.

Przed sądem zebrali się Mowsza Aronowicz Pasz (Czy był tożsamy ze wspomnianym wyżej Moszko Paszem? Prawdopodobnie tak, ale pewności bez dalszych badań archiwalnych mieć nie można.) będący głową rodziny, jego syn Perec Mowszowicz Pasz wraz z żoną Mircą Iszą Srolewną, córka Lea Mowszowna Wejnberg (po mężu) oraz druga córka Cypa Mowszowna Frejman wraz z mężem Abramem Genochowem Frejmanem.

Przedmiot sporu został w bardzo skomplikowany sposób opisany i składało się nań wiele czynników. Ale na potrzeby artykułu wystarczy napisać, że chodziło o dwie parcele wraz z domami należące do rodziny. Znajdowały się przy ulicy Bazarnej i Mostowej i bezpośrednio ze sobą sąsiadowały. Gdy spojrzymy na plan Białegostoku z czasów carskich, zauważymy, że ulica Mostowa rozpoczynała się przy budynku synagogi zbudowanej z funduszy Izabeli Branickiej na przełomie 1771 i 1772 roku (Później w tym miejscu stanie Wielka Synagoga, której pomnik możemy oglądać na zapleczu budynku Delikatesów przy ulicy Suraskiej), kończyła zaś mniej więcej w miejscu, gdzie dziś z Rynku Kościuszki wychodzi ulica Legionowa.


Obie parcele musiały leżeć bardzo blisko wschodniego końca ulicy Mostowej (dzisiejsze odejście ulicy Legionowej od Rynku Kościuszki). Świadczy o tym ich sąsiedztwo. Działka przy ulicy Bazarnej graniczyła z ulicą Bazarną, działką Mowszy Rozentata, sadem należącym do Instytutu Panien Szlacheckich, sadem farmaceuty Wilbuszewicza, działką tychże Paszów przy ulicy Mostowej, działką Wilbuszewiczów i domem Ody Wysockiej. Działka przy ulicy Mostowej natomiast graniczyła z ulicą Mostową, sadem Wilbuszewicza, działką Wilbuszewicza i działką przy ulicy Bazarnej, należącą do tychże Paszów.

Poza Mowszą Aronowiczem Paszem, dokument wymienia również jego nieżyjącą, zmarłą w roku 1879 żonę Indę Dworę Pasz. To właśnie małżonkowie Mowsza i Inda Dwora około 1866 roku zakupili działkę przy ulicy Bazarnej od Jowela Barasza, zaś tę przy ulicy Mostowej, położoną obok budynku szkoły, od Frejdli Kantorowej.

W roku 1886 na działce przy ulicy Bazarnej stał frontem do niej dwupiętrowy murowany budynek mieszkalny, w podwórzu zaś 3 inne drewniane. Sama działka miała 429 sążnie kwadratowe powierzchni. Działka leżąca przy ulicy Mostowej była mniejsza, zaledwie 118,5 sążnia kwadratowego powierzchni. Stał na niej jednopiętrowy murowany dom frontem do ulicy z drewnianą dobudówką, jeden drewniany dom w podwórzu, a także jeden drewniany dom wspólny dla obu działek.

Po śmierci Indy Dwory, zarówno Mowsza, jak i jego dzieci spowodowały zadłużenie obu nieruchomości, nie mogąc się porozumieć zarówno co do spłaty długów, jak i podziału majątku.

Ostatecznie, decyzją sądu działka przy ulicy Bazarnej przypadła Perecowi Paszowi i jego żonie Mircy Iszy, działka przy ulicy Mostowej Abramowi i Cypie Frejmanom, Lea Wejnberg uzyskała spłatę swego udziału w gotówce, natomiast Mowsza Aronowicz Pasz dożywotnie mieszkanie w domu stojącym na granicy obu posesji i opiekę od syna Pereca.

Doszliśmy więc do momentu, gdy w całej historii pojawili się Abram Frejman i jego żona Cypa Mowszowna z Paszów Frejman. Cypa była drugą żoną Abrama. Niestety nie wiadomo nic o pierwszej żonie. Dość powiedzieć, że od roku 1886 małżonkowie posiadali na mocy decyzji sądu arbitrażowego parcelę przy ulicy Mostowej w Białymstoku wraz ze stojącymi na niej zabudowaniami.

Kolejny akt dotyczący rodziny Frejmanów w zbiorach Starszego Notariusza w Grodnie pochodzi z roku 1890. Wówczas to małżonkowie dokupują do swojej posiadłości przy ulicy Mostowej działkę sąsiednią należącą do Dawida Abramowa Wajndberga wraz z prawem udziału w drodze łączącej ulicę Bazarną z Mostową. Dziś pewnie ślad tej drogi (jeśli istnieje) leży pod asfaltem ulicy Legionowej. Zakupiona działka graniczyła z działką Pereca i Indy Dwory Paszów oraz z działką Pauliny Wilbuszewicz. Co ciekawe Abram Frejman wymieniony jest w dokumencie, jako właściciel własnego domu przy ulicy Lipowej. Niestety nie udało się zlokalizować jego adresu.

W 1893 roku z kolei, Abram i Cypa starali się o kredyt w Wileńskim Banku Ziemskim, a jako jego zabezpieczenie zaproponowali ustanowienie hipoteki na działce i nieruchomościach znajdujących się przy ulicy Mostowej. Nieznany jest dalszy los tej nieruchomości. W zbiorach Starszego Notariusza w Grodnie nie odnalazłem żadnej kolejnej informacji dotyczącej nieruchomości Frejmanów przy ulicy Mostowej.

Ostatnim odnalezionym dokumentem jest akt kupna działki przy ulicy Głuchej przez Cypę Frejman od Diny Estery Beniaminowny Ajzensztat w roku 1895. Działka była zabudowana i graniczyła z działkami Altera Wisowatego, Rubina Wisowatego, Abrama Rubinsztejna i z ulicą Głuchą, która stanowiła przedłużenie ulicy Mostowej w kierunku przeciwnym od synagogi. Widać to dobrze na załączonym powyżej fragmencie carskiego planu Białegostoku. Akt sprzedaży działki jest bardzo ciekawy. Dowiedzieć się można na przykład, że ulica Głucha nosiła wcześniej nazwę Browarna, jacy dzierżawcy korzystali z działki zanim została sprzedana, ale także tego, że Cypa Frejman w chwili sporządzania aktu sprzedaży mieszkała w domu Szejnghauza przy ulicy Suraskiej. Czyżby już wówczas Frejmanowie nie mieszkali przy ulicy Mostowej?

Ostatecznie odnalezione dokumenty w zbiorach Starszego Notariusza w Grodnie nie dały odpowiedzi, gdzie mógł znajdować się młyn Frejmanów.

Prawdopodobnie z końca XIX bądź początku XX wieku pochodzi zdjęcie Cypy Frejman z trójką dzieci Henrykiem, Arnoldem i Rochel, wykonane w białostockim atelier Józefa Sołowiejczyka.


Na zdjęciu nie ma Abrama Frejmana, ale jego podobiznę można poznać dzięki innemu zdjęciu, pochodzącemu z jakiegoś dokumentu.


E-mail, który otrzymałem od Richarda zawierał również prośbę o odnalezienie informacji o rodzinie Kaflowiczów z Bielska Podlaskiego, potomkach Elijaha Kaflowicza i Gitel z Delinskich.


Małżonkowie tworzący tę dość tradycyjną żydowską rodzinę, o czym świadczy ubiór, a także fryzury i broda na twarzy Elijahu siedzą z lewej strony zdjęcia.

W zbiorach Starszego Notariusza w Grodnie znajduje się tylko jeden dokument dotyczący rodziny Kaflowiczów. W 1904 roku syn Elijahu, Mendel Kaflowicz kupił działkę wraz z drewnianym domem, położoną przy ulicy Jewrejskiej (dziś Kazimierzowska) w Bielsku Podlaskim od braci Fajwela i Jankiela Kelmanowiczów Szwarców.

Na Kaflowiczów można trafić również w numerze 2 (48) pisma "Bielski Hostineć" z 2013 roku, w którym została wydrukowana lista właścicieli nieruchomości w Bielsku Podlaskim z 1914 roku. Znajduje się na niej wspomniany wyżej Mendel Kaflowicz, posiadający działkę przy ulicy Jewrejskiej z dwoma domami, w których mieszkało 5 mężczyzn i 6 kobiet.

Losy rodzin Frejmanów i Kaflowiczów splotły się w tragicznym momencie historii. Pora opowiedzieć jej ostatnią część.

Frejmanowie opuścili Białystok parę miesięcy po pogromie ludności żydowskiej w 1906 roku. Czuli się niepewnie. Pozostawili wszystkie nieruchomości i ruszyli za wielką wodę. Takie mniejsze pogromy zdarzały się w Białymstoku już wcześniej. Frejmanowie postąpili tak, jak wielu przed nimi. "Gazeta Kielecka" w numerze 68 z 1905 roku relacjonując zamieszki w Białymstoku z 13 sierpnia informuje:

"Z domów przy ulicy Suraskiej mieszkańcy przenieśli się do nowych mieszkań, w okolice spokojniejsze. Zamożniejsi opuszczają zupełnie miasto, w którem w ostatnim półroczu tyle popłynęło krwi i łez."



Odjeżdżali pociągiem z dworca kolejowego. Wraz z nimi dzieci, a wśród nich 16-letnia Rochel Frejman.



Na dworzec miał przyjść narzeczony, 21-letni Solomon Kaflowicz, syn Elijahu, mieszkający już wówczas w Białymstoku.


Ale nie pojawił się, a Rochel nie dowiedziała się dlaczego. Frejmanowie dopłynęli do Nowego Jorku, a później przenieśli się do Chicago.

Solomon nie mógł dotrzeć na białostocki dworzec z ważnego powodu. Został zatrzymany przez policję (traf chciał, że obowiązywała godzina policyjna) i aresztowany. Parę miesięcy później zjawił się jednak w Nowym Jorku i sobie znanymi sposobami dowiedział się, że w poszukiwaniu Rochel musi udać się do Chicago. Dystans pomiędzy miastami pokonał na motorze.

Ślub odbył się w roku 1909 w Chicago. Oboje dożyli sędziwych lat. Solomon (Sam) zmarł w roku 1977, a Rochel (Rae) w roku 1983.  Pochowani są na cmentarzu w Palm Springs w Kaliforni.

 ***

Dziękuję Dennisowi za zgodę na publikację zdjęć. Richardowi i Dennisowi za korespondencję, wymianę informacji i przyjazd do Białegostoku. To była prawdziwa przyjemność móc odkrywać przykryte kurzem karty historii i pokazywać Wam ważne dla was miejsca.

Dziękuję Annie Kraśnickiej za szybką konsultację telefoniczną w sprawie Żydów bielskich i cmentarza, Wiesławowi Wróblowi za wszelkie informacje, w szczególności dotyczące nieruchomości przy ulicy Lipowej w Białymstoku, Doroteuszowi Fionikowi za wskazanie odpowiednich artykułów w "Bielskim Hostińcu" oraz Joannie Sadowskiej za odpowiedź w sprawie źródeł historycznych dotyczących powojennych losów Żydów białostockich.

czwartek, 5 lutego 2015

Książka w ukryciu (a propos Bielska Podlaskiego)

Cofnę się raz jeszcze do wycieczki Śladami Augustyna Mirysa, która odbyła się w październiku zeszłego roku, gdyż wyjazd ten okazał się nadzwyczaj płodny, jeśli chodzi o nową wiedzę. Książka Stanisława Szymańskiego, która posłużyła mi do przygotowań, oferowała dużo, jeśli chodzi o tego oryginalnego artystę, ale jest dziełem niekompletnym, a w dodatku wydanym dość dawno. Wielu dodatkowych informacji o artyście dostarczył mi za to internet. Szymański na przykład ni słowem nie wspomniał o pracach Mirysa nad obrazami ołtarzowymi do kościoła pw. Narodzenia Najświętszej Marii Panny i św. Mikołaja w Bielsku Podlaskim. W internecie można było natomiast przeczytać, że obraz w ołtarzu głównym, przedstawiający nawiedzenie Matki Bożej wyszedł spod ręki szkockiego malarza. Ale znalazłem również informacje mówiące o innych obrazach ołtarzowych, namalowanych przez tego artystę do bielskiego kościoła. Niestety nic więcej nie dowiedziałem się, gdy zadzwoniłem do parafii. Zamęt pogłębił dodatkowo, otrzymany niedługo przed wycieczką, biogram Mirysa z Polskiego Słownika Biograficznego, w którym można było przeczytać, iż namalował on aż 4 obrazy ołtarzowe do bielskiej świątyni.

Podczas wycieczki, przyglądając się wraz z jej uczestnikami obrazom ołtarzowym w bielskim kościele, usłyszeliśmy od siostry, która otworzyła nam drzwi, że parę lat temu została wydana książka - album, w której znajdują się informacje na temat każdego obrazu znajdującego się w świątyni. Siostra niestety nie pamiętała tytułu ani autora, ale wiedziałem już, że o książkę powinienem pytać w biurze parafialnym.

Niestety ustalenie tytułu książki oraz miejsca, gdzie można ją zakupić nie okazało się łatwe. Nie opiszę tu też wszystkich perypetii związanych z jej poszukiwaniami. Dość powiedzieć, że początkowe zapytania w parafii nie doprowadziły mnie do celu. Dopiero, gdy ponad wszelką wątpliwość ustaliłem w internecie o jaki tytuł mogło chodzić, gdy zadzwoniłem do Wydawnictwa Sióstr Loretanek, które książkę wydało i dowiedziałem się, że wszystkie egzemplarze zakupiła parafia w Bielsku Podlaskim, książkę zlokalizowałem i nabyłem.

Dzieło Ks. Eugeniusza Beszty-Borowskiego, bo o nim mowa, jest książką niezwykłą. Autor pracował nad nią przez dużą część swego życia i nie udało mu się jej ukończyć. Dzięki pracy redakcyjnej ks. Marcina Składankowskiego została wydana w takim kształcie, jaki zdążył jej nadać autor. Mimo nieukończenia wydaje się być wyjątkowo dobrze opracowaną.

Ksiądz Eugeniusz Beszta-Borowski związany był z Bielskiem Podlaskim od dziecka. Tu się urodził, tu proboszczem był jego stryj - błogosławiony ksiądz Antoni Beszta-Borowski, rozstrzelany przez Niemców w czasie II wojny światowej. Te dwa podstawowe fakty złożyły się na to, że czuje się serce autora włożone w powstanie książki. A biorąc dodatkowo pod uwagę to, że przez wiele lat pracował w Drohiczynie w Kurii Diecezjalnej oraz Wyższym Seminarium Duchownym, miał też bezpośredni dostęp do wielu unikalnych dokumentów dotyczących historii parafii.

Możemy je oglądać czytając o historii czterech kolejnych świątyń parafialnych, z których najstarsza, choć nie zachował się dokument fundacyjny, pochodziła z drugiej połowy XIV wieku. Oprócz samej świątyni dokładnie opisane zostały inne instytucje parafialne, jak szkoła i szpital. Sporo miejsca autor poświęcił zmieniającym się: przynależności administracyjnej oraz przynależności kościelnej najstarszej parafii bielskiej, a także zmieniającemu się terytorium parafii oraz ludności je zamieszkującej na przestrzeni wieków.

Dokładnie, na podstawie dostępnych dokumentów archiwalnych przedstawieni zostali kolejni proboszczowie parafii bielskiej, począwszy od kapłana Hieronima obdarowanego w roku 1446 przywilejem osadzenia na ziemi kościelnej dwóch włościan. Notka biograficzna każdego księdza poza datami zawiera opis działalności osadzonej w konkretnym tle historycznym, przez co na przykładzie małej parafii możemy obserwować barwnie opisany wycinek z długiej i burzliwej historii ziemi podlaskiej. Poza proboszczami, wymienieni są z imienia i nazwiska wiceprepozyci prepozytury bielskiej oraz wikariusze i mansjonarze.

Wielu informacji genealogicznych dostarcza również część poświęcona bractwom parafialnym. Zachowały się bowiem dokumenty archiwalne dotyczące przynależności do Bractwa Matki Boskiej Różańcowej, Trzeciego Zakonu Świętego Franciszka, czy Żeńskiej Sodalicji Mariańskiej działających przy parafii bielskiej, a nazwiska zostały podane w książce.

Poza tekstem bogaty jest również materiał zdjęciowy, możemy zobaczyć kopie dokumentów archiwalnych, wyposażenie świątyni, czy też migawki z różnych wydarzeń historycznych.

Nie dowiedziałem się niestety, które obrazy w świątyni na pewno wyszły spod pędzla Mirysa, ale autor zacytował Józefa Jaroszewicza, historyka żyjącego na przełomie XVIII i XIX wieku, który podał 3 z 4 obrazów namalowanych przez szkockiego artystę. Ksiądz Eugeniusz Beszta-Borowski wskazał ten czwarty, który według niego mógł wyjść z pracowni mistrza.

Nie ma też w książce dokumentu w sprawie figury św. Jana Nepomucena ze Szczytów Dzięciołowa, ale przecież na tle historii parafii bielskiej, to niewiele znaczący epizod.

Trochę szkoda, że książka nie jest szeroko rozpowszechniona wśród miłośników historii regionu. Przydałby się w tej sprawie większy rozgłos, do którego, mam nadzieję, niniejsza notka w jakiejś części się przyczyni.

ks. Eugeniusz Beszta-Borowski, "Dzieje parafii katolickiej Narodzenia Najświętszej Maryi Panny i św. Mikołaja w Bielsku Podlaskim", Drohiczyn 2012.



środa, 24 grudnia 2014

Podlaskie dzieła Augustyna Mirysa

Muszę przyznać, że gdy podążałem śladami Antoniego Herliczki po Podlasiu, artysty malarza pracującego w Białymstoku dla Jana Klemensa Branickiego, nie raz na myśl przychodziła mi osoba drugiego cudzoziemca malującego dla hetmana, a mianowicie Augustyna Mirysa. Był on jednym z najdłużej pracujących dla białostockiego dworu Branickich artystów malarzy, obok wspomnianego Antoniego Herliczki. Jednak zbadanie jego drogi życiowej nie jest proste. Informacje życiorysowe są nieliczne, niepewne, a materiały poświęcone Mirysowi, inaczej niż w przypadku Herliczki, mocno rozproszone. Osobą, która poświęciła mu najwięcej uwagi był Stanisław Szymański, jednak książka Szymańskiego została wydana w początku lat 60-ych XX w. i jest pozycją, która dopiero zarysowuje ścieżki dalszych poszukiwań i badań nad spuścizną artysty. Poza książką Stanisława Szymańskiego dotarłem do wielu innych opracowań poświęconych Mirysowi, lub jego dziełom, które są wymienione pod niniejszym artykułem. Ze spuścizną artystyczną, jak się okazuje, jest podobny problem, jak z informacjami życiorysowymi - w wielu wypadkach nie można mieć pewności, że dzieła przypisywane Mirysowi rzeczywiście wyszły spod jego ręki. Nigdy bowiem ich nie sygnował.

Samo imię malarza pisano różnie. W szeregu opracowań występuje jako Sylwester bądź Sylwester August co, jak zauważył w biogramie artysty Andrzej Ryszkiewicz, nie znajduje źródłowego uzasadnienia. Nazwisko malarza również pisano różnie: Mieris, Mierys, Miris, Myris lub Myrys. Sam malarz podpisywał się nazwiskiem Mirys i takie przyjęto w większości opracowań.

Przyszedł na świat 1 sierpnia 1700 roku we Francji w Ecosse lub Paryżu. Ojcem Augustyna był szkocki szlachcic, emigrant, najprawdopodobniej zwolennik zdetronizowanego monarchy Jakuba II Stuarta, który wraz z grupą swych stronników wyjechał w ostatniej dekadzie XVII wieku z Anglii do Francji.

Augustyn Mirys we wczesnej młodości zdradzał już zdolności artystyczne i zamiłowanie do malarstwa. W Paryżu miał spędzić młodość i w tamtejszej Akademii stawiać pierwsze kroki, uzyskując wykształcenie nagrodzone złotym medalem i członkostwem.

Na dalsze studia miał przenieść się do Rzymu, Mekki ówczesnych francuskich adeptów malarstwa i tam zostać odznaczonym przez papieża Orderem Złotej Ostrogi.

Później malował dla francuskiego ambasadora przy Watykanie - Pawła Hipolita de Beauvillier ks. de Saint-Aignan. Z 1727 bądź 1729 roku miał pochodzić pierwszy znany olejny portret Mirysa, przedstawiający młodą Włoszkę, uczennicę, a następnie żonę artysty. Portret ten był własnością Magdaleny Radziwiłłowej w Warszawie.

Zagadkowe i nie do końca wyjaśnione są motywy, które miały skłonić młodego Mirysa, wychowanego w kulturze francuskiej, do opuszczenia Włoch i przyjazdu do odległej Polski. Według jednej z wersji, artysta przybył na teren Rzeczypospolitej przez Drezno wraz z saskim dworem Augusta III. Według innej, bardziej popularnej, Mirys trafił do Polski za pośrednictwem Jana Stanisława Jabłonowskiego, byłego wojewody wołyńskiego, stronnika najpierw Augusta II Mocnego, później Stanisława Leszczyńskiego. Artysta zrażony służbą u księcia de Saint-Aignan, dziwnie bojaźliwego i przesadnie dbałego o formy, uciążliwego w codziennym obcowaniu, postanowił zmienić patrona właśnie na Jabłonowskiego. Później zaś w obawie o wierność swej żony Włoszki razem z Jabłonowskim opuścił Włochy i przeniósł się do Polski. Nie wiadomo, czy stało się to w 1729, 1730, czy na początku 1731 roku. Na pewno nie później, gdyż 28 kwietnia 1731 roku we Lwowie zmarł Jan Stanisław Jabłonowski, domniemany pierwszy polski mecenas szkockiego artysty.

Po przybyciu do Polski następuje najbardziej zagadkowy okres w życiu malarza. Przeżył tu podobno pełne awantur przygody, pojedynkował się dwukrotnie, trafił do więzienia, a stamtąd do Gdańska, gdzie miał pozostawić wiele swych dzieł..., o których niestety niewiele dziś wiadomo.

Co najmniej od 1740 roku pozostawał na usługach Sapiehów, w roku 1746 przebywał w Nadwórnej i z tego okresu pochodzą portrety Sapiehów i Cetnerów. Przed rokiem 1750 malował portrety Krasickich w Dubiecku. Nadwórna i Dubieck świadczą o pobycie Mirysa na kresach południowo-wschodnich ówczesnej Rzeczypospolitej. Ale w latach 50-ych mógł przebywać także w Warszawie, skąd pochodzi portret Zuzanny Poltz z Linków, żony Daniela Poltza - dysydenta i malarza warszawskiego związanego z dworem królewskim Augusta III. W latach 1750-1752 oraz w roku 1754 służył zaś u marszałka Franciszka Bielińskiego, związanego z Otwockiem.

Nie wiadomo od kiedy związał się z dworem Jana Klemensa Branickiego. Wiosną 1749 roku Branicki próbował pozyskać do współpracy znanego wówczas malarza Szymona Czechowicza, jednak bez rezultatu. Mógł wtedy zwrócić uwagę na Mirysa. Sam Mirys został wciągnięty na listę płac Branickiego jeszcze przed rokiem 1750 w służbie wojskowej i stopniu kapitana. Miał też wtedy mieszkać ze swą drugą żoną Apolonią Holsztyńską na Podlasiu. Co stało się z pierwszą żoną Mirysa - Włoszką znaną z pierwszego portretu, nie wiadomo. Nie wiadomo również zbyt wiele o dzieciach Augustyna Mirysa i Apolonii Holsztyńskiej. Jeśli chodzi o syna Sylwestra Dawida, późniejszego malarza, źródła podają dwie daty urodzenia: 1742 i 1750. Żadna z nich nie jest jednak pewna. Około 1769 roku Sylwester Dawid miał wyjechać do Francji, w latach 1771-1775 studiować zaś w Wiedniu. Na liście studentów paryskich jego nazwisko widnieje w roku 1775. 21 sierpnia 1750 roku przyszła z kolei na świat córka Elżbieta. W źródłach pojawia się również imię Joanna, nie wiadomo jednak, czy należy ono do drugiej córki Mirysa, czy jest drugim imieniem Elżbiety. Nieliczne źródła przekazują, że w roku 1757 doszło do różnicy zdań pomiędzy rodzicami w sprawie zaręczyn siedmioletniej córki z kasztelanicem Szydłowskim, którym matka była stanowczo niechętna. W roku 1761 Elżbieta została wzięta na wychowanie przez wojewodzinę podolską J. Rzewuską i wyjechała z nią na południe Rzeczypospolitej.

Początkowo malarz pracował dla Branickiego w Warszawie na potrzeby pałacu przy ulicy Podwale. Przed 1760 rokiem przeniósł się jednak na stałe do Białegostoku, gdzie otrzymał specjalnie wybudowaną pracownię. Mieszkał w budynku skarbowym z muru pruskiego przy ulicy Zamkowej (dziś ulica Pałacowa). Pewne jest, że w roku 1760 namalował sześć zachowanych obrazów do ołtarzy kościoła w Tyczynie, wcześniej zaś wykonywał malowidła ścienne w kaplicy pałacu białostockiego. Malowidła w kaplicy białostockiego pałacu nie przetrwały jednak do naszych czasów. Pałac Branickich w Białymstoku uległ niemal całkowitemu wypaleniu w roku 1944. Siostrzenica Izabeli Branickiej, Anna z Tyszkiewiczów Potocka, wspomina w "Pamiętnikach", że dziełem malarza włoskiego było wykonanie dekoracji malarskiej w komedialni. Komedialnia ta mieściła 400 osób, była zupełnie oddzielona od pałacu, znajdowała się zaś u wejścia do parku z danielami (dziś w miejscu tegoż parku znajdują się Planty). Posiadała 2 piętra, zbudowana była z muru pruskiego. Znajdowała się w niej słynna kurtyna, malowana olejno na płótnie, wielkich rozmiarów, z bogatą kompozycją figur mitologicznych. Kurtyna ta po przejęciu białostockiego pałacu przez cara Aleksandra I po 1807 roku, została przecięta na 4 części i sprzedana pośrednikowi za 100 rubli, ten zaś wziął za nią 5000 talarów, wysyłając do Anglii i sprzedając dla jakiegoś teatru niemieckiego. W latach 1762 -1763 Mirys zdobił z kolei, wspólnie z Antonim Herliczką, pałac w Choroszczy. Być może spod jego ręki wyszły też nie zachowane malowidła w tykocińskim kościele przedstawiające między innymi "Dwunastu apostołów". W czasie służby u hetmana Branickiego namalował też wiele jego portretów, z których jeden możemy oglądać dziś w Muzeum Podlaskim, mieszczącym się w białostockim ratuszu.




Malował również dla kościołów w Białymstoku i Choroszczy. Franciszek Biłgorajski pisał w drugiej połowie XIX wieku, że każdy pies odznaczający się w łowach organizowanych przez Jana Klemensa Branickiego był malowany przez Mirysa. Zaszczytu takiego doznawały również konie. Trudno jednak powiedzieć, gdzie te zaginione portrety zwierzęce wisiały. Może w Ladzie w sąsiedztwie Puszczy Białowieskiej, gdzie znajdowała się psiarnia Branickiego i według źródeł wisiały w niej cztery portrety sobacze? W Stołowaczu zaś miały znajdować się cztery portrety końskie. Jedenaście portretów psich znajdowało się natomiast w pałacu choroskim. Kilka portretów zarówno koni, jak i psów posiadał Branicki w swej białostockiej rezydencji. Sześć supraport przedstawiających konie do siedziby w Stołowaczu malował Antoni Herliczka. Które zaś obrazy z wyżej wymienionych malował Mirys, źródła milczą. Według Biłgorajskiego obrazy te zgniły w dobrach sukcesorów Branickiego już w pierwszej połowie XIX wieku.

Podsumowując można stwierdzić, iż Mirys uzyskał na białostockim dworze znaczącą pozycję. Skupił w swych rękach całokształt potrzeb hetmana w zakresie malarstwa, od miniatur na tabakierki po wielkie kompozycje historyczne i ołtarzowe oraz malowidła ścienne. Okazjonalnie parał się również pracami rzeźbiarskimi i dekoratorskimi.

Kolejne dzieła Mirysa, o których istnieniu nic dziś nie wiadomo, wzmiankowane są w Inwentarzu, który sporządzono po śmierci Jana Klemensa Branickiego w 1771 roku. Wymienione są w nim "obrazy apostołów na osobnym dość wielkim blejtramie każdy, J. Pana Mirysa malowanych sztuk 12" oraz "Ewangelistów na osobnym blejtramie każdy, przez tegoż malowany." Notowane są też obrazy "wyjęte ze Starego Testamentu" oraz "historia Aleksandra, ręką Mirysa malowana, sztuk wielkich 9."

Po śmierci hetmana możliwości zatrudnienia w Białymstoku znacznie się zmniejszyły. Augustyn Mirys pracował więc w poszukiwaniu zarobku dla innych, poza Izabelą Branicką, mecenasów. W 1772 roku miał namalować portret Kajetana Węgierskiego. Przez pewien czas portret ten był własnością Zygmunta Glogera, znanego etnografa, archeologa, krajoznawcy, żyjącego na przełomie wieków XIX i XX, który otrzymał go od proboszcza parafii Wysokie Mazowieckie. Wysokie należało w XVIII wieku do rodziny Węgierskich, co tłumaczy prawdopodobnie znalezienie się wzmiankowanego portretu w posiadaniu parafii.

W 1774 i w 1776 roku przebywał w Lidzbarku Warmińskim u biskupa Ignacego Krasickiego, a następnie dostarczył na jego zlecenie 23 płótna. Malował również dla Ignacego Sapiehy, a także dla cerkwi w Szczytach. Schyłek życia to również okres kolejnych tragedii rodzinnych. Wkrótce po zamążpójściu córki Elżbiety za chorążego lwowskiego Franciszka Zawadzkiego, które miało miejsce 11 kwietnia 1774 roku, umarła żona Mirysa. Źródła historyczne mówią o jej wieloletnim nałogu alkoholowym, który powodował, że ciepła rodzinnego w domu Mirysów nie było, panowała w nim również zwykła bieda. Dozór i opiekę nad starcem przejęła osoba obca, bliżej nieznana Apolonia Grzybowska. To jej przekazał cały swój majątek, na który składały się portrety, obrazy, biblioteki i sztychy, gotówka w wysokości 100 czerwonych złotych oraz medal złoty z portretem króla Stanisława Augusta. Testament został złożony w Magdeburgii białostockiej 18 marca 1788 roku. Malarz zmarł zaś 8 marca 1790 roku w Nowym Mieście, czyli najprawdopodobniej w swym domu przy ulicy Zamkowej w Białymstoku. Mówi o tym notatka z Metryki kościelnej Białegostoku pisana po łacinie: "Augustus Mirys annorum vita 90 arti Pictoriae cultor, Honorius Capitaneus Regni est sepultus in Cemetario Ruthenum". Ciekawa jest sprawa pochówku malarza. Według powyżej zacytowanej metryki został pochowany na cmentarzu unickim, wówczas położonym przy drewnianej cerkwi unickiej (dziś mniej więcej w tym miejscu znajduje się cerkiew prawosławna pw. św.Mikołaja). Dlaczego właśnie na unickim, a nie na rzymskokatolickim?

Poza wzmiankami o życiu publicznym, rodzinnym i artystycznym Mirysa zachowały się również źródła dotyczące jego poglądów dotyczących stosunku do świata, czy religii. Mirys czynił bowiem zapiski na marginesach swych książek. Jeśli chodzi o treść, były one charakterystyczne dla okresu Oświecenia i choć krytyczny dla księży i kościoła, nie odchodził artysta od wiary w jedynego Boga. Obok wielokrotnie cytowanej w źródłach książki Vignoli o architekturze, na której marginesach znalazły się zapiski Mirysa, kilka książek z podobnymi zapiskami przechowuje Biblioteka Archidiecezjalnego Wyższego Seminarium Duchownego w Białymstoku.

Przetrwało również sporo anegdot dotyczących malarza. E. Rastawiecki w swym "Słowniku malarzów polskich tudzież obcych w Polsce osiadłych" wydanym w połowie XIX wieku tak charakteryzuje artystę:

"Mirys w potocznym życiu był szczególnym i różnych dziwactw dopuszczającym się. Tak między innymi zarzekał się jedzenia mięsa i potraw ciepłych: zażywając tabakę namiętnie postanowił raz zaprzestać jej zażywania, co mu tak stało się przeciwnym, że aż zemdlał i do tabaki wrócić musiał. Chodził po kuchniach  i zabierał z nich używane ścierki, które kazał zszywać i na nich obrazy malował twierdząc, że takie płótno do malowania najlepsze."

Inną anegdotę przytacza Franciszek Biłgorajski w "Pamiętniku szlachcica podlaskiego" drukowanym w krakowskim "Czasie" w latach 70-ych XIX wieku. Według niego Mirys aż do kresu swego życia nie nauczył się dobrze mówić po polsku. Gdy szambelan Węgierski wybudował w Szczytach cerkiew unicką, tamtejszy paroch chciał ozdobić świątynię obrazem Matki Boskiej u Unitów zwanej Pokrową Bohorodicą. Zlecenie otrzymał Mirys, upewnił się nawet u parocha, że obraz Pokrowy ma być z Dziecięciem. "Na termin oznaczony Paroch zajeżdża do Supraśla i zaprasza opata Bazylianów, żeby z Asystencją przybył i obraz poświęcił i żeby celebrował w dzień uroczystości Pokrowy na odpuście ustanowić się mającym. Opat przyrzeka. Przyjeżdża do Białegostoku, przychodzi do Mirysa, witają się. Mirys powiada, że obraz gotowy i prowadzi do osłonionego płótnem. Ksiądz zaciekawiony wytężył wzrok ujrzeć obraz Matki Boskiej, lecz jakież jego zdziwienie, gdy ujrzał krowę z cielęciem. Wszak ja prosił o obraz Pokrowy, rzecze. Tak jest, krowa, Mirys odpowiada. Pan ksiądz chciał z dziecięciem, tak jest i piękne dziecię krowy. Długo trwało nieporozumienie, aż znalazł się ktoś obcy, co przekonał Mirysa, że ksiądz chciał obraz Opieki Matki Boskiej z Dziecięciem, a nie krowy z cielęciem."

Ze względu na to, że Mirys nie sygnował swych dzieł, a także na to, że niewiele z nich się zachowało, trudno jest wydać sąd na temat jego warsztatu. Zdecydowaną większość stanowią obrazy olejne, malowane na płótnie. Gros z nich stanowią portrety, wśród nich warto wspomnieć o autoportretach z powtarzającym się ujęciem twarzy artysty. Drugą grupę obrazów stanowią sceny religijne. Jak zauważył Stanisław Szymański, twórczość Mirysa umiejscowiona jest na styku odchodzącego baroku, widocznego w niektórych scenach religijnych, czy sarmackich portretach, i nadchodzącej epoki klasycyzmu. Można powiedzieć, że artysta ulegał barokowym gustom polskiego środowiska, kontynuując malarstwo w duchu wyuczonego klasycyzmu francuskiego, którym nasiąkał w młodości. W związku z tym, że jego dzieła powstawały nieco na uboczu oficjalnego nurtu sztuki polskiej, udało mu się stworzyć swój własny oryginalny styl.

Poza wymienionymi w powyższych akapitach, zaginionymi bądź zniszczonymi dziełami Mirysa na terenie dzisiejszego województwa podlaskiego, źródła wzmiankują wiele innych, które nie dotrwały do naszych czasów bądź miejsce ich lokalizacji nie jest znane. W pałacu Branickich w Białymstoku na pierwszym piętrze urządzona była kaplica. Poza malowidłami ściennymi wspomnianymi wcześniej, w ołtarzu znalazły się obrazy Matki Najświętszej Niepokalanego Poczęcia oraz Pana Jezusa. Autorem obrazów był najprawdopodobniej Augustyn Mirys. Kiedy obrazy zmieniły lokalizację, nie wiadomo. Podobnie nie wiadomo, co stało się z obrazami przedstawiającymi św. Andrzeja i św. Jana Chrzciciela, które znajdowały się w kaplicy św. Rocha ufundowanej przez Jana Klemensa Branickiego w 1741 roku.

Przegląd dzieł malarskich Augustyna Mirysa, które dziś można zobaczyć na Podlasiu warto rozpocząć od dawnej siedziby Branickich, czyli Białegostoku. Wyżej pokazano portret Jana Klemensa Branickiego, wiszący w siedzibie Muzeum Podlaskiego w ratuszu. Kolejne dzieło przedstawiające scenę Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, znajduje się w ołtarzu głównym w białym kościele, najstarszej białostockiej świątyni.




Tenże obraz olejny został w nim pewnie umieszczony podczas upiększania ołtarza dokonanego za czasów Jana Klemensa Branickiego. Nie znamy niestety daty powstania dzieła.



W dolnym planie obrazu widać grupę apostołów ze świętym Tomaszem, wcześniej wątpiącym w Zmartwychwstanie Chrystusa, który tu trzyma w ręku zwiewną tkaninę, materialny dowód ziemskiego bytowania Maryi. U góry obrazu widać zaś samą Maryję unoszoną przez aniołów do nieba.

Dzieła Mirysa można oglądać również  w innym dużym ośrodku miejskim obecnego województwa podlaskiego - w Łomży. Znajdują się w kościele Kapucynów wybudowanym według projektu architekta Tańskiego w latach 1770-1789.



W polu głównym ołtarza głównego znajduje się obraz "Zdjęcie z krzyża" znany też pod nazwą "Opłakiwanie pod krzyżem" autorstwa Augustyna Mirysa, który został po II wojnie światowej przemalowany przez osiadłego w Łomży Węgra Lorinczy Gyarfas Jeno. W jaki sposób znalazło się to dzieło w łomżyńskim kościele, nie udało mi się dociec.



W kościele łomżyńskim znajdowało się więcej dzieł Mirysa, ale w 1844 roku świątynia przeszła gruntowną renowację, podczas której dawne obrazy ołtarzowe, wśród których był obraz Matki Boskiej Bolesnej oraz inne - z ołtarzy bocznych autorstwa Mirysa wymieniono na obrazy Szymona Czechowicza oraz artysty podpisującego się inicjałami M.L.V.R.Z.

Większość dzieł Mirysa lub jemu przypisywanych znajduje się w południowej części obecnego województwa podlaskiego. Z Łomży przez Zambrów kierujemy się więc do Bielska Podlaskiego. Znajduje się w nim kościół farny pod wezwaniem Narodzenia Najświętszej Maryi Panny i św. Mikołaja, w jednej z najstarszych parafii na Podlasiu, powstałej pod koniec XIV wieku.



Obecny neoklasycystyczny kościół, czwarty z kolei, został zbudowany z fundacji Izabeli Branickiej, wdowy po hetmanie Janie Klemensie Branickim w roku 1783 według projektu Szymona Zuga, znakomitego architekta schyłku XVIII wieku, autora projektu między innymi kościoła św. Trójcy w Warszawie, czy sali kolumnowej pałacu w Łańcucie. Augustyn Mirys miał namalować obrazy ołtarzowe do tej świątyni. Według Józefa Jaroszewicza, historyka urodzonego w roku 1793, Mirys namalował obraz Nawiedzenia Matki Bożej znajdujący się w ołtarzu głównym,



obraz do ołtarza Ukrzyżowania Pana Jezusa,



oraz obraz św. Antoniego Padewskiego.


autor zdjęcia: Andrzej Tarasewicz

Andrzej Ryszkiewicz, autor biogramu Augustyna Mirysa do Polskiego Słownika Biograficznego pisze o czterech obrazach namalowanych przez artystę do kościoła w Bielsku. Być może czwarty obraz był malowany do ołtarza św. Mikołaja. O ile obrazy do ołtarzy bocznych Ukrzyżowania Pana Jezusa i św. Antoniego Padewskiego pochodzą z drugiej połowy XVIII wieku, więc mogły wyjść z warsztatu naszego mistrza, to istniejący obecnie obraz św. Mikołaja ma już metrykę XIX-wieczną.

Aby zobaczyć jeden z najciekawszych obiektów kryjących domniemane dzieła warsztatu Mirysa, należy z Bielska Podlaskiego udać się w kierunku Hajnówki i zatrzymać się w miejscowości Szczyty-Dzięciołowo. Znajdziemy się na terenie gminy Orla, gdzie nazewnictwo miejscowości jest dwujęzyczne, powita nas więc tablica z nazwą wioski w językach polskim i białoruskim.

W Szczytach zachowała się bardzo ciekawa świątynia, obecnie cerkiew prawosławna pw. Ścięcia głowy św. Jana Chrzciciela, zbudowana jednak w czasach, gdy na terenach Rzeczypospolitej żywa była unia brzeska pomiędzy kościołami rzymskokatolickim i prawosławnym - w roku 1785, a więc 5 lat przed śmiercią Augustyna Mirysa.


W czasach unii wystrój cerkwi upodabniał się wraz z upływem lat do świątyń katolickich, poprzez przyjmowanie elementów łacińskich, jak na przykład ołtarze boczne, nieznane w świątyniach obrządków wschodnich. Obecnie cerkiew służy wyznawcom prawosławia, dawne ołtarze boczne zostały już dawno zastąpione złoconym ikonostasem. Wchodząc jednak do cerkwi doznamy niezwykłych wrażeń estetycznych. Wnętrze niewielkie, przystosowane dla małej społeczności wiejskiej kryje doskonałe przykłady realistycznej sztuki malarskiej, jakich w świątyniach obrządku wschodniego nie widuje się często. Zachowało się 7 obrazów przypisywanych warsztatowi Mirysa, jednak wątpliwe jest, aby ponad 80-letni malarz mógł je sam stworzyć. Zobaczymy obrazy "Madonny z Dzieciątkiem i aniołami", "św. Onufrego" oraz feretron ze "Świętą Rodziną z małym świętym Janem Chrzcicielem" i "Chrystusem cierpiącym z aniołem". Jeśli będziemy mieć nieco szczęścia i otwarte będą akurat wrota ikonostasu, ujrzymy przytłaczającą swym rozmiarem niewielkie wnętrze cerkwi, przepięknie odmalowaną "Ostatnią wieczerzę", "Zdjęcie z krzyża" z dawnego ołtarza głównego, czy "Chrzest Chrystusa w Jordanie przez świętego Jana Chrzciciela".

Ze Szczytów-Dzięciołowa niedaleko do Pasynek. Należy skierować się na północ, aby dojechać do położonej wśród lasów i łąk urokliwej, pełnej drewnianych chat wioski. Pierwsza cerkiew zbudowana w Pasynkach mogła pamiętać jeszcze czasy sprzed unii brzeskiej z 1596 roku. Nosiła wówczas wyznanie św. Dymitra Sołuńskiego. Nowa świątynia unicka została wzniesiona w roku 1770, a więc tuż przed śmiercią hetmana Jana Klemensa Branickiego. Została wyświęcona ku czci świętego Jana Chrzciciela, patrona fundatora świątyni. Cerkiew ta spłonęła w roku 1889. Obecna cerkiew prawosławna powstała w miejscu spalonej XVIII-wiecznej cerkwi.


Zachował się w niej jeden jedyny obraz przypisywany Mirysowi "Matka Boża ze stojącym Dzieciątkiem", choć w starej świątyni mogło być ich więcej.



To już ostatnie z dzieł przypisywanych Mirysowi w województwie podlaskim. Jednak w monografii artysty autorstwa Stanisława Szymańskiego znajduje się wzmianka powtórzona za Troczewskim i Antoniukiem, że w Nowym Berezowie położonym nieopodal Szczytów-Dzięciołowa znajdował się obraz kościelny o nieznanym temacie. W Nowoberezowie rzeczywiście znajduje się bardzo ciekawa drewniana cerkiew (jedna z dwóch świątyń prawosławnych w tej wsi)  zbudowana z fundacji Izabeli Branickiej w roku 1771.



Możemy w niej zobaczyć jedyne zachowane do dziś XVIII-wieczne sufitowe polichromie w drewnianych świątyniach województwa podlaskiego nieznanego autorstwa. W świątyni znajdują się 3 inne obrazy, niszczejące już mocno o nieznanej metryce. Być może ich wykonanie jest późniejsze, a być może autorstwo jednego z nich można przypisać Mirysowi? Oto jeden z nich.




autorka zdjęcia: Maria Łukaszewicz

A może śladów wzmiankowanego obrazu należałoby szukać w nieodległej Łosince? Co prawda obecna cerkiew prawosławna została wybudowana w roku 1886, jednak wcześniejsza - unicka została wzniesiona z fundacji Izabeli Branickiej w roku 1778. Choć istnieją przypuszczenia, że została przeniesiona z Nowoberezowa właśnie, może wraz z obrazem?

Wędrując śladami Mirysa na Podlasiu napotykamy na wiele nierozwikłanych zagadek. Nie może być jednak inaczej, skoro twórczość tego malarza o dość znanym nazwisku nie została w dogłębny sposób zbadana.

Stanisław Szymański "Sylwester August Mirys", Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław, 1964.

Andrzej Ryszkiewicz, Mirys Augustyn (1700-1790), malarz, PSB, t. 21, Wrocław, 1976.

Krzysztof Antoni Jabłoński "Biały i czerwony. Kościoły białostockiej parafii farnej", Białystok, 2008.

Urszula Kraśnicka "Kościół - pomnik", Białystok, 1998.

Izabela Szymańska, Aneta Średzińska "Pałac Branickich. Historia i wnętrza", Białystok, 2014.

Ks. Mieczysław Olszewski, "Badania proweniencyjne nad książkami Augustyna Mirysa z Biblioteki Archidiecezjalnego Wyższego Seminarium Duchownego w Białymstoku", Bibliotekarz podlaski, nr 6/2003.

ks. Jan Nieciecki, "Opowieści o polskim "Wersalu"", Biuletyn Konserwatorski Województwa Białostockiego, 1995.

ks.. Jan Nieciecki, "Opowieści o polskim "Wersalu"", Biuletyn Konserwatorski Województwa Białostockiego, 1996.

ks. Eugeniusz Beszta-Borowski "Dzieje parafii katolickiej Narodzenia Najświętszej Maryi Panny i św. Mikołaja w Bielsku Podlaskim", Drohiczyn 2012.

Krzysztof Miller, "Uwagi konserwatorskie o obrazach w Szczytach-Dzięciołowie przypisywanych Augustynowi Mirysowi", Biuletyn Konserwatorski Województwa Podlaskiego, 2000.

Grzegorz Sosna, Doroteusz Fionik, "Pasynki i okolice", 2001.

Krzysztof Stawecki, "Konserwacja malowideł w cerkwi w Nowoberezowie", Biuletyn konserwatorski województwa białostockiego, 1996.