Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kościół. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kościół. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 listopada 2025

Jabłonka Kościelna, Tybory Kamianka, Święck-Strumiany, Rosochate Kościelne

 ...czyli jak ciekawie spędzić czas na styku województw podlaskiego i mazowieckiego". Tak miał brzmieć tytuł tego artykułu, ale okazał się zbyt długi. Byliśmy na terenach typowo rolniczych, centrum produkcji mleka i produktów mlecznych w Polsce, a jak wiadomo większość turystów przybywa na teren województwa podlaskiego, aby nacieszyć się przyrodą parków narodowych i krajobrazowych oraz puszcz rozmieszczonych w większości w pasie prowadzącym od północno-wschodniej przez środkową po południowo-wschodnią część województwa, a nie na rolniczy styk Mazowsza i Podlasia. Mieszkaliśmy w bardzo wygodnym domu po babci Stanisławie, jak piszą na stronie internetowej domu jego właściciele, we wsi Średnica-Jakubowięta, czyli już w województwie mazowieckim, ale nasze wycieczki w większości prowadziły na zachodnie rubieże województwa podlaskiego.

Pierwsza nasza trasa wiodła z Jabłonki Kościelnej do Tyborów-Kamianki. Nigdy wcześniej w Jabłonce Kościelnej nie byłem, łączyło mnie z nią tylko to, że kilka lat temu badałem genealogię żydowskiej rodziny Lichtensteinów z tej miejscowości. Cmentarzy żydowskich (a były dwa) już jednak we wsi nie ma.

Do Jabłonki Kościelnej przyciągnął mnie przede wszystkim budynek kościoła św. Michała Archanioła, zbudowany w latach 1898-1905 w dość nietypowym dla podlaskich i mazowieckich świątyń katolickich stylu neoromańskim, przez co jego niektóre elementy mogą przypominać białostocki kościół św. Wojciecha, który jednak pierwotnie był luterańską kirchą w przeciwieństwie do jabłonkowskiej świątyni.


W kruchcie kościoła znajduje się płyta nagrobna Walentego Mościckiego z 1600 roku, wojskiego bielskiego, który był synem Pawła Gołasza Mościckiego. Mościccy z kolei to odłam rodu Gołasiów-Gołaszów-Gołaszewskich herbu Kościesza, dziedziczący we wsi Gołasze-Mościska, wszak poza tym, że byliśmy na terenach zdominowanych przez gospodarstwa rolnicze, to od początku XV wieku zaludniane one były przez rody szlacheckie z Mazowsza, zwane ze względu na rozdrobnienie majątków w wiekach późniejszych drobną szlachtą. Pierwotnie płyta nagrobna znajdowała się w kaplicy grobowej Mościckich w Tyborach-Kamiance, która przez wieki niszczała, aż została wreszcie rozebrana. Później stanowiła element brukowanej drogi. Komu zawdzięczać należy umieszczenie jej w kruchcie kościoła w Jabłonce, ojcu Zygmunta Glogera czy może księdzu Stanisławowi Ludwikowi Jamiołkowskiemu, plebanowi z Kulesz Kościelnych pozostaje zagadką.


Kościół stoi w centrum miejscowości. Niektóre domy prawdopodobnie mają metrykę sprzed II wojny światowej. Stoi tam też pomnik upamiętniający bitwę warszawską 1920 roku. Na cmentarzu za kościołem stoi ciekawa kaplica grobowa rodzin Skarżyńskich i Żochowskich, jest też kilka ciekawych nagrobków, w tym nauczyciela Konstantego Załuski i żołnierzy poległych na terenie parafii w dniach 2-4 sierpnia 1920 roku. Zauważyliśmy też sporo nagrobków osób o wspomnianym wyżej nazwisku Mościcki.






Padła już tu wyżej nazwa Tybory-Kamianka, a więc miejsca, gdzie urodził się Zygmunt Gloger. Zygmunt Gloger wzmiankowany był już na blogu, gdy pisałem o glogerówce jeżewskiej, czy o kaplicy grobowej Glogerów w Tykocinie. Artykuły pisane przez Zygmunta Glogera w XIX wieku też pojawiały się na blogu. Obecny budynek dworu powstał już po roku 1857, więc nie jest dokładnie tym miejscem, które towarzyszyło dzieciństwu tej tak zasłużonej dla rozwoju krajoznawstwa, etnografii, archeologii, muzealnictwa, ogrodnictwa, piwowarstwa i wielu innym dziedzin osoby. Ale dzięki jego obenemu, właścicielowi, Ryszardowi Twarowskiemu mogliśmy popatrzeć na bryłę budynku z bliska.

W samych Tyborach-Kamiance stoi też krzyż przydrożny datowany na 1909 rok, a także niezwykła współczesna kapliczka stojąca przy drewnianym domu z inskrypcją tej treści: "Dom tudzież stojący, staraniem i z funduszy Jana Łozińskiego, zacnego obywatela Kamianki, urodzonego roku pańskiego A.D. 1888 wzniesiony został. W 100 rocznicę tegoż zdarzenia kapliczkę ową wnuk jego Zdzisław Misiewicz, s. Eugeniusza i Eugenii z Łozińskich, 74 lata natenczas przeżywszy własnoręcznie wykonał i pamięci potomnych ofiarował. Czerwiec 2021."



Kolejnego dnia pojechaliśmy zobaczyć grodzisko w Święcku-Strumianach założone w XI wieku i istniejące do XIII wieku, kiedy zostało zniszczone przez Litwinów. Grodzisko powstałe przed stałym osadnictwem na tych terenach, które datuje się na okres po pokoju melneńskim, który miał miejsce w roku 1422! Muszę powiedzieć, że bardzo pozytywnie zaskoczył mnie bardzo dobry stan zachowania rzeźby terenu ukształtowanej ręką człowieka przecież. Grodzisko leży na cyplu nad rzeką Brok. Miejscowy gród został nadany biskupom płockim w roku 1075 prawdopodobnie. Znajdował się tu kościół parafialny w czasach, gdy sieć parafialna na terenach Polski była bardzo rzadka, a obok niego usytuowany był cmentarz, na terenie którego podczas badań archeologicznych w latach 60-ych ubiegłego wieku odkryto około 500 jam grobowych. Ciała składane były do grobu w drenianych trumnach, świadectwo tego, że chowano tu chrześcijan. Słowianie przedchrześcijańscy palili bowiem zwłoki swych zmarłych. Znaleziono tu również zawieszkę brązową z wizerunkiem św. Jerzego.


W nieodległych Rosochatych Kościelnych znajduje się zaś bardzo ciekawy późnogotycki kościół wybudowany przed 1546 rokiem. Nosi też dość nietypowe wezwanie św. Doroty. Zawsze chciałem zobaczyć ten kościół. Wszak zajmowałem się genealogią Smolińskich i Okuniewskich z tej parafii. W miesiące letnie bryła kościoła wręcz jest oblegana przez krążące i kraczące gawrony i inne krukowate. W środku jest mniej ciekawie, ze względu na zniszczenia wojenne, wystrój jest współczesny. Warto wiedzieć jednak, że w proces odbudowy kościoła po I wojnie światowej był zaangażowany Oskar Sosnowski, projektant białostockiego kościoła św. Rocha. Przy kościele znajduje się dzwonnica z drewna o metryce z roku 1775.



Do powiatu wysokomazowieckiego warto też przyjechać z bardziej prozaicznych powodów. Wyposażenie sklepu firmowego Mlekowity w Wysokim Mazowieckim w różnorakie wyroby tej firmy jest jedyne w swoim rodzaju w Polsce.

Emil Kalinowski "Płyta nagrobna wojskiego bielskiego Walentego Mościckiego z 1600 r. Rzecz o zabytku i jego fundatorze", Biluetyn Konserwatorski Województwa Podlaskiego, nr 28/2022.

niedziela, 27 lipca 2025

Świątynie poznańskie (dwie)

3 listopada 1852 roku w Krzyżownikach zmarła Dorota Paczkowska z Derdów (moja 3xprababka), a nieco ponad pół roku później, dokładnie 10 lipca 1853 roku Stanisław Paczkowski (mój 3xpradziadek) zawarł związek małżeński z ewangeliczką Julianną Teichmann, córką Antoniego. Ślub miał miejsce w ewangelickim kościele św. Krzyża w Poznaniu. 

Kościół ten został zaprojektowany przez Antoniego Höhne i zbudowany w latach 1777-1783. Było to efektem ustawy sejmowej z 1768 roku, przyznającej innowiercom prawo do swobodnego wyznawania wiary. Ewangelicy od roku 1616 nie posiadali w Poznaniu swojej świątyni, a nowa ustawa sejmowa zachęciła ich do kupienia działki na przedmieściu Grobla i wybudowaniu kirchy. W kwietniu 1777 roku król Stanisław August Poniatowski wydał przywilej na jej budowę i prace ruszyły. Sam architekt, Antoni Höhne pochodził z Czech, gdzie urodził się około 1745 roku. Pracował przy projekcie kościoła parafialnego w Wolsztynie, później związał się na stałe z Poznaniem, gdzie zaprojektował między innymi budynek zwany dziś pałacem Dzałyńskich. W 1779 roku otrzymał od króla Stanisława Augusta Poniatowskiego tytuł architekta królewskiego. Jego synem był Józef Hoene-Wroński, filozof i matematyk, twórca pojęcia mesjanizmu, wykorzystywanego później przez Adama Mickiewicza.


Kościół ten po 1945 stał się kościołem rzymskokatolickim pod wezwaniem Wszystkich Świętych. Na jego dziedzińcu możemy dziś oglądać pomnik wystawiony Stefanowi Stuligroszowi, założycielowi poznańskich Słowików który mieszkał przy kościele.

W Poznaniu mieszkałem w latach 1992-1997 podczas studiów i przyznam, że choć ulicą Mostową często chodziłem, ne zarejestrowałem tego kościoła w swej pamięci. Ta okazała budowla stoi w pewnym oddaleniu od ulicy, odgrodzona od niej ogrodzeniem i już za skrzyżowaniem z ulicą Wodną, wiodącą w stronę Rynku. A to właśnie ulica Wodna stanowiła granicę kwartału, poza który nie zapuszczałem się. Przy Mostowej, gdzieś w piwniczce, był pub, do którego my, studenci Politechniki, chodziliśmy czasami na miód pitny, wczesną wiosną 1994 roku. Grał tam wówczas na żywo zespół jazzowy. Później już w bursie przy tej ulicy zamieszkała Renata, więc bywałem tam częściej. Po sąsiedzku zaś była ulica Grobla z kamienicą, w której zdarzało mi się pomieszkiwać w wakacje 1994 roku. Przy Wodnej zaś, już pod koniec studiów, udzialałem korepetycji z matematyki pewnej młodej poznaniance. I to była "moja Mostowa", a ten ciekawy, o dość ciężkiej bryle kościół, leżał już jednak trochę poza nią.

Wróćmy jednak do Stanisława Paczkowskiego. Przed rokiem 1867 jego druga żona Julianna Paczkowska z Teichmannów zmarła. Nie znalazłem jej aktu zgonu i muszę przyznać, że jest dla mnie zagadką, dlaczego. Wydaje się bowiem, że rodzina Stanisława i Julianny mieszkała cały czas po ślubie w Krzyżownikach. Tam rodziły się bowiem ich dzieci. Nagle jednak 6 lutego 1866 roku w Poznaniu w kościele św. Marcina, Stanisław Paczkowski, powtórnie wdowiec, bierze ślub z  Marianną Hańczuch (Hańczuk), urodzoną w roku 1843 i pochodzącą z Wildy Górnej.

Parafia św. Marcina powstała w pierwszej połowie XIII wieku, jeszcze przed lokacją Poznania w osadzie Święty Marcin, która została włączona w granice miasta dopiero w 1797 roku. Dziś trudno sobie wyobrazić, że obszar ten leżał poza miastem, stanowi jego ścisłe centrum. Obecny gotycki kościół świętego Marcina pochodzi z początku XVI wieku. Był niszczony przynajmniej dwukrotnie. W roku 1657 przez wojska brandenburskie, a także w czasie II wojny światowej.

Kościół jest tak wtopiony w tło ulicy św. Marcina, że prawie się go nie zauważa jako odrębną strukturę. Mijałem go wiele razy podczas studiów, wcześniej i później. Zaczął być mi bliższy, gdy długo po studiach przyjeżdżaliśmy do Poznania 11 listopada na imieniny ulicy św. Marcina oraz aby poświętować imieniny syna.


niedziela, 2 marca 2025

Dzwony kościoła świętego Wojciecha w Białymstoku

15 września 2013 roku podczas mszy świętej wybuchł pożar na wieży kościoła świętego Wojciecha przy ulicy Warszawskiej w Białymstoku. Spwodowany został zwarciem instalacji elektrycznej bez udziału osób trzecich. Przez wiele miesięcy Białostoczanie mieli przed oczyma widok zdekapitowanej wieży, tak charakterystycznego przecież punktu centrum miasta. Wieża od lat jest odbudowana i aż trudno uwierzyć, że pożar wydarzył się tak dawno.

Przechodziłem ulicą Warszawską wielokrotnie udając się do pobliskiego archiwum i nigdy jakoś nie zwróciłem baczniejszej uwagi na krzyż zdjęty z dawnej wieży kościoła i ustawiony na placu przed kościołem na pamiątkę pożaru. Dopiero niedawno przyjrzałem mu się dokładniej i zauważyłem obok niego dwa dzwony z dawnej wieży kościoła. Ten po prawej wykonany w odlewni w Bohum nie jest aż tak ciekawy, ale swoją ornamentacją i kolorem metalu poddanego działaniu tlenu zwraca uwagę dzwon po lewej stronie krzyża. Okazuje się, że został wykonany w moskiewskiej ludwisarni Pawła Mikołajewicza Finlandskiego. Ludwisarnia ta swój początek bierze w wieku XVIII, założona przez rodzinę Motorinów. Paweł Finlandski został jej właścicielem w roku 1892, krótko przed wprowadzeniem w Rosji preferencyjnej taryfy na przewóz dzwonów koleją w roku 1899, co spowodowało niebywały wzrost produkcji firmy. Zakład Finlandskiego  może się pochwalić odlaniem dzwonów do tak znanych świątyń, jak Ławra Kijowsko-Pieczerska, moskiewskie katedra Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny i sobór Chrystusa Zbawiciela, cerkiew Zmartwychwstania Pańskiego w Petersburgu, katedra Aleksandra Newskiego w Rydze, czy sobór św. Aleksandra Newskiego w Warszawie.

Warto jeszcze parę słów poświęcić kościołowi św. Wojciecha. Świątynia została zbudowana w stylu neoromańskim przez miejscową parafię ewangelicką i poświęcona 24 czerwca 1912 roku. Autorem projektu był Jan Wende, ten sam który zaprojektował kościół ewangelicki w Łodzi. W lipcu 1944 roku wraz z wyjazdem z Białegostoku większości miejscowych ewangelików, wówczas już głównie Niemców, opuszczonym kościołem zaopiekował się ksiądz Antoni Zalewski, który doprowadził do oficjalnego przekazania świątyni kościołowi rzymskokatolickiemu i jej wyświęcenia pod wezwaniem świętego Wojciecha. Z pierwotnego, luterańskiego wyposażenia pozostała dziś ambona. W świątyni dominuje wystrój charakterystyczny dla świątyń katolickich, choć malowidła autorstwa Kingi Pawełskiej obrazujące misję świętego Wojciecha w prezbiterium charakteryzują się oryginalnością. W kościele znajdują się także dzieła ważnego dla Białegostoku rzeźbiarza, Jerzego Grygorczuka, takie jak kaplica katyńska i kaplica martyrologii narodowej, a także chrzcielnica znajdująca się pod dawną luterańską amboną.





poniedziałek, 20 marca 2023

Kleszczele

Miasteczka Kleszczele dotychczas zupełnie nie znałem. Kiedyś jeździłem z teściem do lasów pod Suchowolce na grzyby. Jedziemy na Kleszczele - mawiał, choć do miasteczka nie dojeżdżaliśmy. Na grzyby lubiłem z nim jeździć, ale we dwójkę. Wtedy zdarzało nam się odwiedzać ciekawe miejsca, a dla mnie, początkującego wówczas mieszkańca Podlasia arcyciekawe, jak na przykład bar z piwem w Gorodczynie, gdzie byliśmy jedynymi klientami zamawiającymi w języku innym niż tutejszy. Lubiłem też jeździć w większej grupie, z jego przyjaciółmi. Wówczas wypady na grzyby przeradzały się w prawdziwą leśną biesiadę, gdzie tylko kierowca był trzeźwy. A pod Suchowolce do lasu jeździliśmy rodzinnie i były to grzybobrania bardzo mało spontaniczne i nudne.

W Kleszczelach byłem po raz pierwszy przejazdem, gdy jechałem do Pińska na Białoruś przez przejście graniczne w Połowcach.

Postanowiłem to nadrobić. Wybrałem się do Kleszczeli w jeden z tych kapryśnych dni marcowych, gdy niebo zasnuwały chmury, wiał mroźny wiatr, czasami popruszyło śniegiem, aby za chwilę wypuścić słońce zza chmur i rozjaśnić scenerię żywszymi kolorami.

Dominantą miasteczka jest stojąca przy głównej drodze z Bielska Podlaskiego cerkiew prawosławna pod wezwaniem Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny, wybudowana w 2 połowie XIX wieku. Budynek z trzema cebulastymi kopułami i dzwonnicą ma dość typowe dla podlaskich cerkwi barwy biało-niebieskie.


Wokół cerkwi stoją krzyże wotywne ładnie odmalowane w kolorze błękitnym. Jeden z nich, najciekawszy, ze zdjęciem, ufundowany przez żonę, upamiętnia Joanna Lenkiewicza, który zginął na polu bitwy w 1915 roku.


Cerkiew Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny nie jest jedyną cerkwią w Kleszczelach. Nieco wcześniej, ale również przy głównej drodze stoi niepozorny drewniany budynek cerkwi pomocniczej pod wezwaniem św. Mikołaja, dużo starszy z 1709 roku, który stał się cerkwią po adaptacji starego budynku dzwonnicy.


Pozostając w temacie świątyń. Przy jednej z bocznych ulic stoi wybudowany w latach 1907-1910 kościół katolicki o dość nietypowym wezwaniu Zygmunta Burgundzkiego. Kościół katolicki przeżywał w Kleszczelach burzliwą historię. Pierwsza  świątynia została ufundowana przez króla Zygmunta I Starego i Bonę Sforzę w roku 1533. Istniała do najazdu moskiewskiego w 1659 roku, kiedy została zniszczona. Od tego czasu wierni korzystali z kaplicy przez kilkadziesiąt lat, do czasu wybudowania nowej, drewnianej świątyni w roku w 1723 roku. Po powstaniu styczniowym parafia w Kleszczelach została zamknięta, a kościół rozebrano. Obecny budynek powstał na fali odradzania się parafii katolickich na terenie zaboru rosyjskiego po carskim ukazie tolerancyjnym w 1905 roku.

W otoczeniu kościoła stoją dwa ciekawe nagrobki. Jeden z nich zawierający zdjęcie zmarłego, w formie kapliczki z figurą Matki Boskiej, należy do proboszcza kleszczelowskiego Teodozjusza Żylińskiego w latach 1922-1928, budowniczego widocznej na poprzednim zdjęciu stojącej obok kościoła drewnianej dzwonnicy.


Drugi, dużo bardziej skromny poświęcony jest farmaceucie, Michałowi Welento (1876-1944).


W Polsce prowincjonalnej bardzo często zwracają uwagę budynki ochotniczej straży pożarnej, mającej swe początki w okresie międzywojennym z nieodłączną figurą świętego Floriana, patrona strażaków (i przewodników). Nie inaczej jest w Kleszczelach, choć tutejsza straż pożarna może się poszczycić znacznie wcześniejszą metryką, sięgającą czasów zaboru rosyjskiego. Przed budynkiem stoi bardzo ciekawa rzeźba w drewnie ufundowana w 90-rocznicę powstania ochotniczej straży pożarnej już po odzyskaniu niepodległości.



W Kleszczelach stoi bardzo ciekawy drewniany budynek dawnego dworca kolejowego, wybudowany na przełomie XIX i XX wieku. Aby go zobaczyć, musiałem przejść do południowej części  miasteczka, tworzącej niejako oddzielną osadę, oddzieloną od głównej części Kleszczel łąkami. Po drodze minąłem stary domek kryty rdzewiejącą blachą oraz kapliczkę.


Stary drewniany budynek dworca w Kleszczelach jest rzadko już dziś spotykanym przykładem dawnych rosyjskich stacji kolejowych w naszym województwie. Jego stan jest bardzo zły niestety. Za parę, paręnaście lat zniknie prawdopodobnie z krajobrazu z krajobrazu miasteczka.
Wiadomo, że do końca sierpnia 1930 roku zawiadowcą stacji w Kleszczelach był Edward Górski, który 1 września tego roku został przeniesiony na stację w Bastunach. W latach 1931/1932 służbę na kolei w Kleszczelach pełnili: Stanisław Janczewski - zawiadowca, Wojciech Kubiak, Józef Matujzo, Czesław Soszyński i Michał Stefanowicz.


Stąd już niedaleko do kirkutu żydowskiego, ukrytego w lasku po prawej stronie drogi z Kleszczel do Czeremchy. Niestety kirkut bardzo trudno jest znaleźć. Nie prowadzi do niego żadna tablica informacyjna. Inną sprawą jest to, że niewiele z dawnego kirkutu się zachowało. Znalazłem tylko jedną macewę, choć podobno kilka ich się zachowało. Doszedłem do pomnika poświęconego tym, którzy zginęli w czasie Holocaustu oraz upamiętniającego tych, którzy przeżyli II wojnę światową: Josefa Białostockiego, Izaka Kleszczelskiego, Zelmana Wasermana, Symche Bursztyna, Lejzera Melameda.


Wiele nazwisk przedwojennej społeczności żydowskiej Kleszczeli można znaleźć przeglądając Obwieszczenia Publiczne wydawane przed wojną, ale także prasę przedwojenną. W 1925 sklep spożywczy w Kleszczelach prowadziła Ela Gajdamak. W 1926 wzmiankowano nabycie parceli przez Dyrekcję Lasów Państwowych w Siedlcach od Hersza Kleszczelskiego przy ulicy Bielskiej 4. W 1929 roku sprzedaż mięsa w Kleszczelach prowadził przy ulicy Kościelnej 2 Alter Zekel. Sara Mełamed w tym samym roku prowadziła herbaciarnię przy ulicy Rynkowej 23. W 1929 roku skradziono konia mieszkańcowi Kleszczel Beniaminowi Bystrynowi. Rok później zarejestrowano sklep żelaza Byszka Kapłańskiego przy ulicy Rynkowej. W roku 1931 przy ulicy Rynkowej 20 Lejb Szerman prowadził sklep spożywczy. Tego samego roku Szejna Białostocka prowadziła herbaciarnię w Kleszczelach. W roku 1932 sklep manufaktury i galanterii prowadził przy ulicy Rynkowej 6, Chaim Kaczalski.

Po wizycie na dawnym kirkucie wróciłem powoli do centrum miesteczka. Gdyby ktoś miał wątpliwości, jak dawną metryką szczycą się Kleszczele, przypomina o tym pomnik w parku poświęcony Zygmuntowi I Staremu, który nadał prawa miejskie Kleszczelom w roku 1495.


Na północnym skraju miasteczka przy drodze do Bielska Podlaskiego rozłożyły się dwa cmentarze chrześcijańskie, po prawej stronie drogi prawosławny, po lewej katolicki. Ciekawszy wydaje się cmentarz prawosławny zawierający sporo starych nagrobków. Oto kilka z nich.


Aleksander Sołowiewicz (1829-1911), protojerej cerkwi kleszczelskiej


Zofia Siehień z domu Kostko (1860-1923), Helena Kostko z d. Sieheń, po pierwszym mężu Kozłowska (1901-1988)


nagrobek z częściowo zachowaną inskrypcją z 1885 roku


nagrobek Nepomuceny Michalskiej z Malczewskich, matki generałowej ruskiej (1790-1833)


nagrobek Andrieja Daniluka i Juliana Tomaszuka, którzy zginęli pod parowozem na stacji Kleszczele w kwietniu 1896 roku

Na cmentarzu katolickim zwrócił moją uwagę nagrobek ojca i syna. Syn Tadeusz Pacho zmarł w roku 1942. Ojciec Czesław Pacho zmarł w roku 1953 zabity od uderzenia pioruna.


Po dość długim spacerze zaszedłem do Karczmy u Walentego. Przy jednym stoliku dwójka Ukraińców relacjonowała swemu polskiemu znajomemu przebieg wydarzeń 24 lutego zeszłego roku. Zamówiłem flaki i surówkę. Nie były złe, choć flaki niepotrzebnie zagęszczone mąką. Do knajpy w międzyczasie wszedł nieogolony mężczyzna w dresie i brudnych klapkach po małpkę. A ja, gdy już się najadłem wsiadłem do samochodu i pojechałem do Białegostoku.

niedziela, 27 listopada 2022

Cmentarze na Litwie: Rumszyszki (Rumšiškės)

Podczas ostatniego wyjazdu na Litwę w ramach poszukiwań genealogicznych miałem okazję przeszukać szereg cmentarzy położonych między Kownem (Kaunas) a Wiłkomierzem (Ukmerge). Wróciłem zafascynowany współczesną ornamentyką nagrobków litewskich, a także wieloma pozostałościami po kulturze polskiej, co nie wydawało mi się oczywiste przed wyjazdem, zwłaszcza w odniesieniu do Litwy Kowieńskiej.

Poszukiwania zacząłem od miejscowości Rumszyszki. Według "Słownika Geograficznego Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich" z przełomu XIX/XX wieków, Rumszyszki były miasteczkiem rządowym przy ujściu Proweny do Niemna. Kościół drewniany pod wezwaniem św. Michała Archanioła wzniesiony został pierwotnie przez Władysława Jagiełłę, a przebudowany kosztem skarbu i parafian w latach 1859/1860. W Rumszyszkach znajduje się jeden z większych w tej części Europy skansenów z pięknymi litewskimi krzyżami.


Na wzgórzu górującym nad Zalewem Kowieńskim wciąż stoi stary drewniany kościółek. Warto zajrzeć do środka, aby spojrzeć na urokliwą architekturę tak przypominającą drewniane świątynie Podlasia.



Pora jednak na zdjęcia z cmentarza, dom którego z kościoła wiedzie jedna z bocznych uliczek.


nagrobek Teodora Regimantasa (1913-1968) z ciekawym przedstawieniem osoby oddającej hołd bądź przeżywającej śmierć bliskiego.


pierwszy nagrobek w języku polskim. Jerzy Sider (1840-1888)


kolejny nagrobek w języku polskim w otoczeniu już litewskich nagrobków bardziej współcześnie żyjących członków rodziny. Jan Monkiewicz (1822-1890)


I znów język polski. Michał Kiepiażyński (1863-1886)


żeliwny XIX-wieczny nagrobek. Jan Pużycki (1874-1886)


charakterystyczny motyw cmentarny - pień drzewa z uciętymi gałęziami. Nagrobek rodziny Limanowskich. Aniela Limanowska z Dejkowskich (1849-1919),
Wiktor Limanowski (1885-1892),
Mieczysław Limanowski (1886-1892),
Gabriela Limanowska z Pacewiczów (1817-1897),
Jan Limanowski (1889-1905)


grupa nagrobków polskojęzycznych:
Wincenty Monkiewicz, Sybirak - powstaniec 1863 roku (1836-1911),
Jan Sikorski (zm. 1916),
Jan Limanowski (1807-1891),
Władysław Monkiewicz (zm. 1943),
Zofia Czaplijewska (zm. 1950),
Józefa Sikorska (zm. 1978).


Na cmentarzach Kowieńszczyzny uwagę zwracają liczne drewniane krzyże nagrobkowe bogato zdobione. Nagrobek rodziny Pur
ų.


zniszczony, ale wciąż czytelny nagrobek: Jerzy Mejłut(owicz?)
(1830-1896)


kolejne dwa polskojęzyczne nagrobki:

Franciszek (67 lat) i Róża (70 lat) Sikorscy, rok 1912,
rodzina Kozakiewicz:
Adolf (1861-1918),
Karolina (1870-1936),
Franciszek (1868-1948),
Eleonora (1892-1900). 


jeden z przykładów, jak języki polski i litewski mieszają się w obrębie jednej rodziny.
Władysław Ciolkiewicz (1849-1925),
Jadwiga Ciolkiewicz z Wojtkuńskich (1861-1939),
Vaclovas Ciolkievičiai (1889-1946),
Zigmas Ciolkievičiai (1906-1975),
Antanas Ciolkievičiai (1900-1983).


nagrobki rodziny Downarowiczów:
Helena Downorowicz (zm. 1936),
Izabella Downarowicz z Wyszyńskich (1815-1907).


ksiądz Paweł Stuliński


kolejny przykład drewnianego zdobionego krzyża nagrobnego. Zigmas Cabkauskas (1943-1984).