czwartek, 22 stycznia 2009

Do Bottrop na wariata!

Notka opublikowana w "salonie24", 27 sierpnia 2008 roku.


Postanowiłem odwiedzić Bottrop, miejsce urodzenia mego dziadka, miejsce ślubu pradziadków, dla kronikarza historii rodzinnych miejsce ważne. Od marca nie miałem żadnych odpowiedzi z dwóch parafii, leżących w pobliżu Prosperstrasse, do których wysłałem zapytanie o poszukiwane akta metrykalne. Pobyt w Gorzowie wydaje się idealną okazją do zrealizowania planów podróżniczych, bo jeśli nie teraz, to kiedy?

Do samochodu wsiadłem w ubiegły czwartek (szczęśliwy dzień, jak się później okazało) o 5 rano. Około godzinny dojazd do dawnego przejścia granicznego w Świecku. Jak dziwnie wygląda opuszczony terminal. Wjazd na autostradę. Prawdziwa przyjemność dla kierowcy. Teren dość płaski, zalesiony. Mijam Berlin, Magdeburg. Autostrada prawie pusta. Monotonna jazda wywołuje senny nastrój. Walczę z ziewaniem. Trasę tę przemierzałem już tyle razy jako pasażer, a liczne elektrownie wiatrowe wciąż robią wrażenie. Za Magdeburgiem teren przybiera formę pofałdowaną. Jest ciekawiej, ale i na samej autostradzie robi się tłoczno. Tu już trzeba uważać. Senność mija. W radio leci „Calling America” Electric Light Orchestra. Noga sama przyciska pedał gazu. Mijam Hanower i Dortmund. (Ileż tu robót drogowych spowalniających jazdę!) O 11.00 jestem w Bottrop. 670 km ciągłej jazdy.

Zatrzymuję się przy pierwszej napotkanej stacji benzynowej. Trzeba się trochę odświeżyć i przede wszystkim zaopatrzyć w plan miasta. Okazuje się, że do Prosperstrasse, głównego celu mej podróży jest już niedaleko - przysłowiowy rzut beretem. Najbliżej do parafii p.w. Jezusa Chrystusa (Kirchengemeinde St. Jesu).




Zdjęcie nr 1: kościół p.w. Jezusa Chrystusa

Podchodzę do świątyni, znajduję drzwi do biura parafialnego. Zamknięte. Godziny otwarcia - późnym popołudniem. Mimo to naciskam guzik dzwonka. Otwiera ksiądz.

- Guten Tag. Do you speak english? (Mój niemiecki nie nadaje się do swobodnej rozmowy.)
- A little bit.

Tak na marginesie zwrotem tym zaczynałem rozmowę we wszystkich odwiedzonych parafiach. Wszędzie spotkałem się z podobną odpowiedzią i bardzo uprzejmą obsługą. Wracając do głównego wątku, wyłuszczyłem sprawę. Ksiądz zakłopotany zostawił mnie w sieni i poszedł gdzieś zatelefonować. Wrócił mówiąc, że sekretarki nie ma, on nie zna się dobrze na księgach, ale postara się pomóc. Wyciągnął z szafy księgę urodzeń, obejmującą rok 1916 i szybko odnalazł metrykę chrztu mego dziadka Feliksa. Ileż tam innych polskich nazwisk.

- Wie Pan, ja za pięć minut mam spotkanie.
- A czy miałby ksiądz możliwość zerknąć jeszcze w księgę ślubów, aby odnaleźć akt ślubu mych pradziadków?

Niestety we wskazanym przeze mnie roku aktu ślubu pradziadków nie znaleźliśmy, a dysponowałem dokładną datą, dzięki wcześniej odnalezionej metryce ślubu w Standesamt w Bottrop. Szczęśliwy, że tak łatwo (przy tak dużej dozie szczęścia) poszło, pożegnałem się i ruszyłem w kierunku drugiej parafii.

Parafia p.w. św. Michała (Kirchengemeinde St. Michael) leży nieco w dół Prosperstrasse przy Glückaufstrasse 5A.




Zdjęcie nr 2: Widok na kościół p.w. św. Michała. Na pierwszym planie przedszkole.




Zdjęcie nr 3: Wózek górniczy. Widok często spotykany na ulicach Bottrop.

Drzwi otwiera ksiądz Erwin Izifovici. Proponuje przejście na polski. Pamięta mój list z marca, jednak jak mówi, wszystkie księgi z parafii św. Michała znajdują się w biurze nieodległej parafii św. Józefa (Kirchengemeinde St. Josef). Jadę więc tam. Biuro nieczynne. Otwarte było między 10.00 a 12.00. Ja docieram tam o 13.00. Okazuje się jednak, że w czwartki jest otwarte również od 14.00. Mam więc godzinę. Jadę z powrotem w kierunku Prosperstrasse.




Zdjęcie nr 4: Prosperstrasse.

Prababcia Józefa z Uzarków mieszkała pod numerem 202. Numeracja jednak albo się zmieniła od 1914 roku, albo stoją tam już zupełnie nowe budynki. Pod numerem 202 znajduje się przedszkole parafii św. Michała. Sama Prosperstrasse zabudowana niskimi budynkami, wiele tu drzew. Budynku pod numerem 257, gdzie przed ślubem mieszkał Józef Paczkowski w ogóle nie znajduję. W miejscu tym rozciągają się bowiem zrekultywowane tereny dawnej kopalni. Jest zielono. Wzgórza wyglądające bardzo nienaturalnie (wielkie hałdy ziemi). Porośnięte roślinnością stanowią dziś miejsce rekreacji i wypoczynku dla mieszkańców Bottrop.




Zdjęcie nr 5: Tereny dawnej kopalni.

Dopiero teraz czuję, jak jestem głodny. Wchodzę do pierwszego napotkanego baru i zamawiam pół kurczaka z rożna z frytkami.

O 14.00 wchodzę do biura parafii św. Józefa. Pani obsługująca kancelarię informuje mnie, że parafia istnieje od 1919 roku (Ślub pradziadków miał miejsce w 1914 roku), a z parafii św. Michała jest tylko księga urodzeń. Cóż mi zostało? Jadę w kierunku ścisłego centrum miasta do najstarszej parafii w mieście. Kirchengemeinde St. Cyriakus istnieje w Bottrop od 1150 roku. Drzwi otwiera mi ksiądz, który po wysłuchaniu z czym przychodzę umawia się ze mną na 16.15. Mam znów ponad godzinę, idę więc w kierunku rynku. Tu znów dominuje niska zabudowa, jednak chyba w większości powojenna. Miasteczko spokojne, średnio atrakcyjne. Kupuję w księgarni album z fotografiami „Bottrop gestern und heute“ i siadam przy stoliku kawiarni, aby wypić kawę.




Zdjęcie nr 6: Polski akcent w centrum Bottrop.

Wracam do biura parafii, wchodzimy wraz z panią obsługującą kancelarię do klimatyzowanych pomieszczeń piwnicy, jednak w księdze ślubów nie znajduję aktu ślubu pradziadków. Być może ślub miał miejsce w parafii p.w Jezusa Chrystusa, później niż w 1914 roku, którego karty przeszukałem? Najbardziej prawdopodobne jednak, że miał miejsce w parafii p.w. św. Michała, która istnieje od 1913 roku. Gdzie jednak szukać jej ksiąg metrykalnych? Z tym pytaniem w głowie wsiadam do samochodu. Opuszczam Bottrop. Kilkugodzinna jazda autostradą. O północy jestem w Gorzowie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz