niedziela, 5 grudnia 2021

Andrzej Siekierski, mój daleki przodek

Dotychczas sądziłem, że znalezienie szczegółowych zapisów opisujących życie naszych chłopskich przodków na początku XIX wieku nie jest łatwe i trzeba mieć dużo szczęścia, aby do takich zapisów dotrzeć. Ale ja miałem to szczęście i właśnie całkiem niedawno wśród zapisów majątkowych dla wsi Chmielów leżącej pod Tarnobrzegiem znalazłem akt z 1821 roku dotyczący mojego dalekiego przodka Andrzeja Siekierskiego.

Andrzej Siekierski, mój praprapraprapradziadek (około 1760-1830) był ojcem Zofii Siekierskiej. Zofia Siekierska zaś matką Marianny Motyki. Marianna Motyka dała życie Wojciechowi Tudorowi. Wojciech Tudor Andrzejowi. (Jedyne zdjęcie pradziadka Andrzeja Tudora, jakie posiadam, otrzymałem kiedyś dzięki temu blogowi.) Andrzej Tudor był ojcem mego dziadka Wojciecha Tudora, a Wojciech mojej mamy. Bardziej szczegółowo genealogię Tudorów opisałem po wizycie w archiwum parafialnym w Chmielowie.

Odnaleziony dokument dotyczy zapisu majątkowego z 14 lutego 1821. Mocą tego zapisu Andrzej Siekierski przekazał cały swój majątek najstarszej swej córce Zofii, mej praprapraprababce (1800-1843), która 5 dni później wstąpiła w związek małżeński z mym prapraprapradziadkiem Piotrem Motyką (1795-1871). Zofia otrzymała więc w posagu majątek, który zwykle przysługiwał najstarszemu synowi. Miała przy tym trochę szczęścia. Jej starszy brat Tomasz Siekierski zbiegł z cesarskiego wojska austriackiego za granicę i został wydziedziczony mocą prawa. Prawdopodobnie nigdy już do Chmielowa nie wrócił, nie pojawił się wśród zapisów metrykalnych dla Chmielowa nigdy więcej. Nowożeńcy zobowiązani zostali mocą zapisu do utrzymania ojca po jego śmierci oraz wywianowania pozostałych, młodszych sióstr Zofii. W zapisie nie pojawia się nazwisko matki Franciszki Siekierskiej z Flisów, ta bowiem zmarła trzy lata wcześniej, w 1818 roku.  Jeśli chodzi o siostry Zofii, Gertruda (1805-1871) nie wyszła za mąż, ale urodziła dwoje nieślubnych dzieci: Wojciecha (1836) i Mariannę (1840). Do końca życia mieszkała w domu nr 143 w Chmielowie, który był przedmiotem zapisu. Elżbieta (ur. 1802) wyszła za mąż za Wincentego Jadacha w roku 1831 pochodzącego ze wsi Jadachy. Po ślubie mieszkali w Jadachach, gdzie urodził się syn Jan (1830/1832). O pozostałych dzieciach Wincentego i Elżbiety nic nie wiem. Jeśli chodzi o najmłodszą Teresę, urodzoną w 1809 roku, nie znalazłem żadnych zapisów na jej temat.

Oto znaczenie niektórych słów i terminów występujących w dokumencie:

ingrossować - wprowadzać do ksiąg,

grunt na dzień w Tydzień pieszej pańszczyzny - w zaborze austriackim pańszczyzna została zniesiona w 1848 roku. Mój przodek więc w 1821 roku wciąż był obowiązany pańszczyznę odrabiać w zamian za posiadany grunt zwany właśnie "gruntem na dzień w Tydzień pieszej pańszczyzny". Był to jeden dzień w tygodniu pieszej pańszczyzny, odrabianej własnoręcznie w przeciwieństwie do pańszczyzny ciągłej odrabianej przy pomocy bydła sprzężajnego.

grunta rewizyonalne - grunta wpisane do katastru gruntowego, z których właściciel obowiązany był opłacać podatek.

zagon - pas gruntu ograniczony bruzdami.

staja, stajanie - odległość liczona miedzy dwoma odpoczynkami konia.

stożysko - stóg.

fassa - beczka do przechowywania produktów spożywczych.

intabulować - wprowadzać dokument do księgi wieczystej.

Oto treść odnalezionego dokumentu:

"N 52

Actum die 14 Februarij 1821

Na osobistą prośbę Piotra Motyki, włościana Chmielowskiego ingrossuje się Zapis Gruntu w następującey treści, Datum die 14 Februar 1821 N.85. Niżey podpisany zdrowy na umyśle y Ciele, zadnym błędem ani podstępem niezawiedziony, owszem trzezwo, jawnie, y wyraznie w przytomnosci Urzędnikow u Swiadkow ze swey Gromady Chmielowskiej do tego Aktu zaproszonych, a na swych podpisach ze swemi sukcessorami szkodować nie mogących, zeznaię: Iz mając ja we Wsi Chmielowie z Oyca swego grunt na dzień w Tydzien pieszey Pańszczyzny y przy tym Grunta rewizionalne to iest: w miejscu Przeymy zwanym raz zagonow trzy, przez dwoie stajan, a drugi raz takze trzy zagony przez iedno staianie y dwa stozyska na Siano: iedno na Wielkim Ługu, a drugie w Stoszerani, y przy tym Budynki Gospodarskie pod N. 143 będące a nie mogąc z tym wszystkim juz dla stanu ... (nieczytelne) y dla wieku podeszłego, y dla sił wypracowanych daley gospodarować i Powinnosci stąd nalezących odbywac, y nie maiąc do następstwa Syna, bo ten Tomasz do Służby C.K. Woyskowey oddany z tey Dezerterował, y zagranicę Kraju swego ze wszystkim wykradł się, a więc cały Grunt moy ciągły y Rewizyonalny z obydwoma Stozyskami oraz wszystkie Budynki moje, y przytym z naczynia sypnego Jok ieden, fassę iednę, y Beczkę kapustną iednę na naystarszę Córkę swoię Zofią Siekierską podług dozwolenia Dominikalnego na dniu 3 t.m. y roku N. 193 wydanego, za Piotra Motykę w małżeństwo wydać się mającą y na Jey Potomkow ustępuię daię daruię y wiecznym Prawem zapisuię, ale z temi warunkami:

1. Skoro ta córka moia Zofia ze swym oblubieńcem Piotrem Motyką uroczyście Szluby małżeńskie zawrze, więc oni oboie wszelkie powinności Gruntowe co komu nalezec będzie, regularnie odbywac powinni będą. nadto

2. Mnie swego Oyca do zycia czasu w Budynkach Gruntowych z uczciwoscią utrzymywac y potrzebami Zycia y Okrycia opatrywac, tudziesz

3. Młodsze córki moie iako to Elżbietę, Giertrudę y Teressę gdy im się Małżeństwo trafi do wydania ich podług przepomozenia swego dopomódz y po zł dziesięć srebrem kazdey wydac, bo więcey Majątek moy chudobny niewystarcza.

Więcey obowiązkow na tych następców moich Zięcia y Córkę niewkładam, ale w tym, co Im dziś zapisuię Rodzicielskim affektem ich błogosławię, y dlatego wydaiąc Im niniejszy Zapis takowy dla wagi znakiem krzyza świętego nieumieiętny pisma wraz z Urzednikami y Swiadkami podpisuię, do Approbaty Dominikalnej poddaię u do Ksiąg Gruntowych Wsi Chmielowa zaintabulowac dozwalam. Działo się w Mokrzyszowie dnia 14 lutego 1821 Roku. Prawo zdający Jędrzey Siekierski Oyciec, Prawo przyimuiący Zofia Siekierska corka, Piotr Motyka oblubieniec Jey, Przytomny Urzędnicy y Swiadkowie: Jacek Kotulski Woyt, Paweł Siekierski podwoyci, Maciej Samoieden przysięzny, Paweł Malec z Gromady, Jan Zberad, Piotr Koper, Jakob Biela, Walek Kotulski, Woyciech Grden. Nieumiejętnych pisma przy znaku Krzyza Swiętego podpisałem /podpis/ iako pisarz.

Ninieyszy zapis w takim przypadku, ze prawy następca Tomasz Siekierski swoim wykroczeniem przeciw C.K. Prawom Krajowym wydziedziczenie na siebie ściągnął, na siostrę iego Zofię Siekierską potwierdzaiąc, go Ksiąg Gruntowych Gromady Wsi Chmielowa intabulować zezwala się. w Mokrzyszowie die 14 Februar 821. Ant. Franc Polikowski m.p. Justitiarius."



Dziękuję panu Krzysztofowi.

niedziela, 28 listopada 2021

Proza Tadeusza Wittlina i białostocki ratusz na początku sowieckiej okupacji

 W zamierzchłych i zupełnie innych czasach, bo w roku 2006 zaczął wychodzić miesięcznik Niezależna Gazeta Polska. Sięgałem po niego bardzo chętnie co miesiąc, głównie dla artykułów Piotra Lisiewicza poświęconych polskim pisarzom, tym przedwojennym, ale przede wszystkim związanym z powojenną emigracją. Zaczął od bardzo głośnych nazwisk: Lechoń, Wierzyński, Tuwim, Słonimski, ale później było nie mniej ciekawie, choć o wielu pisarzach, którym poświęcał swe artykuły, po raz pierwszy przeczytałem właśnie u niego. Nie poprzestałem na czytaniu artykułów Lisiewicza. Zacząłem po prozę bohaterów tych artykułów sięgać. I choć Niezależna Gazeta Polska połączona z miesięcznikiem Nowe Państwo przestała przypominać pierwotne pismo, a i artykuły Lisiewicza coraz częściej poświęcone były pośledniejszym postaciom kulturalnego świata, moja pasja czytania dawnych pisarzy polskich wciąż trwa.

W taki właśnie sposób sięgnąłem po prozę Tadeusza Wittlina. "Ostatnia cyganeria" mnie zachwyciła. Tak jak czasami oceniając pyszną potrawę mówimy, że wręcz "rozpływa się w ustach", czy też "palce lizać", tak w przypadku "Ostatniej cyganerii" mógłbym napisać, że czytając tę książkę, można popłynąć na falach wyobraźni, rozsmakować się w doskonałym warsztacie językowym i humorze. Książka ta poświęcona jest środowisku artystów skupionych wokół "Cyrulika warszawskiego",  satyrycznego pisma z którym Wittlin związał się jeszcze w czasie studiów. Mamy więc tu i codzienną harówkę nad pismem, zabiegi nad zdobywaniem zleceń, opis stosunków towarzyskich, świetne anegdoty, jak ta z Józefem Wittlinem, czy z ogłoszeniem zamieszczonym w prasie przez Arkadego Fiedlera. Opisy spotkań w barach przy bigosie, czy golonce i czystej (czasami przy pomarańczówce), dancingi, piękne kobiety, ale też i smutniejsze wydarzenia, jak przedwczesna śmierć świetnie zapowiadającego się pisarza Zbigniewa Uniłowskiego nadają książce kolorytu, smaku, zapachu, pobudzają emocje. Gdy doszedłem do ostatniej strony książki, czułem prawdziwy niedosyt, że to ... już się skończyło.

"Diabeł w raju" z kolei to zbiór krótkich opowiadań syberyjskich, wszak autor w 1940 roku trafił do Workuty. Czyta się to lekko, jest to nietypowy przykład literatury łagrowej, gdyż książka pisana z humorem. Cóż z tego - jest to humor przez łzy, a fale wyobraźni tym razem brzmią złowieszczo i pozbawiają nadziei. Ale książka zawiera bardzo interesujący fragment, który przykuł moją uwagę. Początek książki bowiem to opis tego, w jaki sposób pisarz trafił do Workuty, uciekając z Warszawy przez Białystok do przygranicznej miejscowości Hoduciszki. O Białystok tu chodzi i jego ratusz. Podróż do Białegostoku pisarz odbył w zatłoczonym pociągu:

"Ciemne wagony błyskawicznie wypełniły się tłumem po brzegi. Załadowany wraz z innymi stałem w ścisku i zaduchu przez całą noc, aż o dżdżystym świcie wysiadłem na dużej stacji Białegostoku, gdzie nieprzeliczone mrowie bezpłatnych pasażerów zdążało ku wyjściu, obojętnie mijając kontrolera, który powinien był odbierać od przybyłych bilety. Nikt ich jednak nie posiadał. Urzędnik stał bezczynny w swej budce, bezradnie patrząc na przelewającą się mimo niego ludzką rzekę.

Znalazłem się w mieście, nie wiedząc w którą zwrócić się stronę. Rozejrzałem się wokół, po czym ruszyłem przed siebie szeroką ulicą."

Po długotrwałym poszukiwaniu wolnego kąta na nocleg, narracja dotycząca mego miasta była kontynuowana:

"Postawiłem worek i wyszedłem na ulicę, by wkrótce znaleźć się w śródmieściu. Duży plac, niegdyś reprezentacyjny, wyglądał jak targ w dzień handlowy. Ludzie stali w tłoku i ścisku, hałaśliwie rozmawiając jeden przez drugiego. Poza dwiema przepełnionymi kawiarniami było to w mieście jedyne miejsce spotkań. Tu odnajdywały się rodziny, tu odbywał się czarny rynek walut, sacharyny, wiz do Brazylii, Argentyny i Urugwaju, tu przemytnicy w granatowych, narciarskich czapkach odbierali listy na przeciwną stronę linii granicznej - i tu listy, z przeciwnej przyniesione strony, doręczali adresatom. Gwar i hałas jarmarczny. Ze szczytu wysokiego masztu cztery głośniki na cztery strony miasta skrzeczały dźwiękami wojskowego marsza, tępą igłą zdrapywanego ze zdartej gramofonowej płyty.

W bezbarwnym tłumie raz w raz dostrzegałem znajome twarze adwokatów, sędziów, inżynierów i lekarzy. Wszyscy zabiedzeni, w czapkach, gdyż kapelusze przez sowieckie władze były źle widziane, jako oznaka burżuazji.

- Dzień dobry! - zawołał ktoś wyciągając do mnie rękę. - Jak się panu powodzi?

- Nie najlepiej - odrzekłem smutno. - Nie wiem, gdzie spędzę noc.

- Czy był pan w Związku Literatów?

- Nie. A jest tu taki?

- Oczywiście! I nawet bardzo czynny. Dają tam bezpłatne obiady i zapomogi pieniężne.

- Gdzie mieści się ta instytucja?

- W magistracie jest biuro rejestracji. Trzeba tam pójść i wpisać się na listę. Ach, gdybym ja był na pana miejscu...

Nie słuchałem dłużej. Pożegnałem rozmówcę i pobiegłem w stronę ratusza: okazałego budynku, widocznego z dala. Na frontonie gmachu olbrzymie, nadnaturalnej wielkości portrety Lenina i Stalina wyglądały jak bohomazy aktorów filmowych nad wejściem prowincjonalnego kina."

Wittlin dwukrotnie podkoloryzował rzeczywistość w powyższym tekście. Tylko część placu przed ratuszem od strony wschodniej miała przed wojną charakter reprezentacyjny. Poza tym miejscem był to teren targowy, podobnie, jak w powyższym opisie. Poza tym ratusz był widoczny z dala, ale okazałym budynkiem nie był. Pytanie zasadnicze, czy w ratuszu na początku okupacji sowieckiej jesienią i zimą 1940 roku rzeczywiście znajdował się magistrat? Andrzej Lechowski w swym "Przewodniku historycznym" po Białymstoku pisał: "...w 1940 roku okupujący Białystok Rosjanie, chcąc postawić w centrum pomnik Józefa Stalina, rozebrali ratusz, widząc w nim symbol Rzeczpospolitej Obojga Narodów." Niewiele więcej można dowiedzieć się z książki Wojciecha Śleszyńskiego "Białystok, spacerem przez epoki, przewodnik historyczny", który pisze: "W 1940 roku rozebrany został ratusz i budynek wagi miejskiej. W ten sposób zyskano dużą przestrzeń, na której odbywać się mogły wiece i manifestacje. Główny plac miasta udekorowano plakatami i afiszami." Komitet Miejski zaś według wspomnianego przewodnika czasów okupacji miał mieścić się w nie istniejącym już dziś budynku przy skrzyżowaniu ulic Warszawskiej i Pałacowej: "Idąc dalej ulicą Armii Czerwonej (ob. Warszawską) w stronę ulicy Lenina (ob. Sienkiewicza) dochodzimy do skrzyżowania z ulicą Czkałowa (ob. Pałacowa). Tutaj w miejscu domu handlowego mieścił się przed wojną budynek Zarządu Miejskiego w Białymstoku. Został on we wrześniu 1939 roku przejęty przez sowiecki Zarząd Tymczasowy Miasta Białegostoku, który po formalnym przyłączeniu tych ziem do Związku Sowieckiego, zamienił nazwę na Komitet Miejski (w skrócie Gorkom)."

Czy Wittlin minął się z prawdą pisząc o tym, że w okupowanym Białymstoku w ratuszu przez jakiś czas mieścił się magistrat? Niestety nie ma jak go zapytać. Być może kiedyś dzięki kolejnym kwerendom archiwalnym dowiemy się tego.

wtorek, 9 listopada 2021

Adolf Suski z Kupisk koło Łomży

 Czasem człowiek natknie się na artykuł-laurkę w starej prasie i przez brak źródeł porównawczych trudno mu ocenić, czy piszący wyrażał tylko swoją subiektywną opinię, czy też opinię tak zwanego ogółu. "Gazeta Świąteczna" od momentu swego powstania w roku 1881 angażowała się w odrodzenie polskości na wsi drogą pozytywistyczną poprzez likwidację analfabetyzmu, zwiększenie czytelnictwa, wiedzy rolniczej, walkę z pijaństwem, paleniem papierosów, emigracją. Jednym z przykładów takiej walki jest list czytelnika Antoniego Szymanowskiego ze wsi Kupiski koło Łomży, zamieszczony w numerze 21 "Gazety Świątecznej z roku 1885, będący swoistą laurką wystawioną innemu mieszkańcowi tej wsi Adolfowi Suskiemu.

Kupiski to wioska, jaką często mijałem jadąc w kierunku Olsztyna lub powracając znad morza. Niczym szczególnym nie wyróżniała się. No może poza tym, że zwiastowała bliskość Łomży podczas powrotów.



"Nowiny.

O wsi Kupiskach, co leży w Łomżyńskich stronach nad rzeką Narwią, znaleźliśmy takie wiadomości w liście czytelnika naszego Antoniego Szymanowskiego, że miło posłuchać. Nie jest to taka wioska, żeby o niej trudno było coś dobrego napisać. Lud tam żyje dziś trzeźwo i nie w takiej już ciemnocie jak dawniej. Jest w niej cała kopa (bo 60) gospodarzy, a ledwie trzech może znajdzie się, co jeszcze piją wódkę. Można jednak spodziewać się, że i ta trójka do ogółu się przyłączy i wyrzeknie się gorzałki. Dawniej i tam tak samo, jak po niektórych innych wioskach, wolny czas od roboty spędzali ludzie w karczmie przy kieliszku i na pustej gadaninie albo wrzaskach. A dziś w Kupiskach już całkiem inaczej się dzieje.

Zgromadzają się tam i teraz ludzie w święta, a czasem i w dnie powszednie, ale nie do karczmy, tylko do domów dwóch porządnych i gościnnych gospodarzy - Adolfa Suski (czy Suskiego?) i Apolinarego Sawickiego, gdzie im każda godzina mile, a z pożytkiem dla duszy płynie. W niedzielę idą z kościoła wprost do domów, posilają się obiadem, a potem jeden drugiemu przypomina: "Chodźmy, sąsiedzie, do Suski, może on już tam zaczął czytać Gazetę!" Biorą czapki i idą słuchać głośnego czytania. A przy takiem czytaniu to i dobra myśl niejednemu przyjdzie do głowy, i rozumna pogawędka czasem się nawiąże. Tak mijają wieczory niedzielne. W dnie zaś powszednie, kiedy przypadnie obchód jakiej pamiątki religijnej, to idą ludzie ze wsi do tych samych dwóch gospodarzy, Suski i Sawickiego, na śpiewy nabożne i czytanie objaśnień stosownych. W taki sposób naprzykład obchodzili co piątek w wielkim poście stacje czyli pamiątkę drogi krzyżowej Pana Jezusa; teraz zaś pewnie gromadzą się tam znów na nabożeństwo majowe. A w domach gospodarzy, gdzie te zgromadzenia się odbywają, tak czyściuchno, taki ład i porządek, że tylko brać przykład każdemu.

Szczęśliwa wioska, co ma takich gospodarzy. Suska naprzykład - to prawdziwy krzewiciel oświaty i obyczajności między sąsiadami. Czy wesele, czy jaka inna zabawa we wsi, to wszystkim jakoś markotno, póki jego nie ma. A gdy on przyjdzie, zaraz inne życie. Znajdzie też zawsze coś ciekawego do opowiadania: nie powtarza jakichś tam plotek, ale mówi o rzeczach rozumnych i prawdziwych, o których ma dużo różnych wiadomości z książek lub z gazety. Dom jego zawsze jest otwarty dla podróżnego, a każdy biedak dostanie tam jałmużnę. Wychowuje tez dwoje sierot, o które dba tak, jakby o własne dzieci. Chłopczyka posyła do szkółki, a wieczorami sam go uczy; dziewczynką zaś opiekuje się głównie jego żona, która przyucza ją do robót gospodarskich, do szycia, do robótek szydełkowych i do krosien.

Nietylko same Kupiski, ale cała okolica korzysta z dobrych rad i przykładu takiego Suski. On to zaprowadził zwyczaj zgromadzania się po domach, on też zachęcił ludzi do Gazety. Żeby to każda wioska polska miała takiego przodownika!

Ale jest i w Kupiskach coś niedobrego, co koniecznie ludzie zmienić powinni. Oto pewien żydek utrzymuje tam sklepik, w którym między innemi rzeczami sprzedaje tytuń i papierosy. Gdyby przynajmniej zważał na to, komu sprzedawać, a komu nie, i gdyby brał za swój towar tylko pieniądze! Ale on psuje dzieci i młodzież, bo przyjmuje od nich tak zwane "tchórze" czyli zboże i kartofle, dając im wzamian papierosy. Niedorostki i parobki tym sposobem uczą się kraść, przyuczają się do palenia, a kryjąc się z papierosami po gumnach, mogą wieś spalić. Gospodarze więc kupiscy powinni raz zebrać się i postanowić, żeby niedorosłym nie wolno było ćmić tytuniu; handlarzowi zaś zakazać jak najsurowiej, aby nie ważył się sprzedawać tytuniu niedorosłym i przyjmować od nich zboże, kartofle lub inne rzeczy z zapasów gospodarskich. Gdyby zaś nie był posłuszny takiemu zakazowi, niech go wyrugują ze wsi. Może też oni posłuchają tej rady i usuną ze wsi pokusę złego dla swych synów i parobczaków.

Są i takie wioski, którym dawać dobre rady w Gazecie, to to samo, co rzucać groch na ścianę; aleć Kupiski do takich wiosek nie należą, tam ludzie chyba rozumniejsi być muszą."

Niespełna 5 lat po ukazaniu się artykułu Kupiski straciły Adolfa Suskiego. Wśród metryk zgonu parafii łomżyńskiej w roku 1890 znalazłem informację o zgonie Adolfa Suskiego 24 marca 1890 roku w Kupiskach. W chwili śmierci miał 50 lat i pozostawił po sobie żonę Agatę z Szymczyków. Osobie zgłaszającej zgon Adolfa nieznane były imiona i nazwiska jego rodziców. Być może był on tożsamy z Adolfem Suskim urodzonym w 1838 roku w Nieławicach w parafii Wizna, synem Kacpra Suskiego i Rozalii z Borawskich. Odpowiedź na to pytanie mogłaby przynieść dalsza kwerenda. Ciekawe też co stało się z wychowywanymi przez niego sierotami.


niedziela, 17 października 2021

Nazwy miejscowe wsi Klepacze

Po raz pierwszy zetknąłem się z dawnymi nazwami miejsc we wsi Klepacze koło Białegostoku, czytając odkrywczy, choć nie pozbawiony błędów artykuł Mariana Olechnowicza "Wieś wielu ulic", zamieszczony w Gazecie z Choroszczy 12 września 2016 roku.

Prawdziwą rewelacją okazała się dla mnie "Historia wsi Klepacze" spisana przez Helenę i Alojzego Kendyś udostępniona w częściach przez Małgorzatę Besztak na profilu facebookowym "Klepacze - okruchy dawnych historii". Rewelacją nie tylko dlatego, że zawiera wiele nazw miejscowych. Jest to jedyne znane mi źródło mówiące o istnieniu w pierwszej połowie XIX wieku cerkwi unickiej i unickiego cmentarza grzebalnego w Klepaczach.

Sporo nazw miejscowych pojawiło się wśród opisanych w poprzednim artykule dokumentów dotyczących scalenia Klepacz.

A oto i same nazwy uporządkowane w porządku alfabetycznym. (Tu przy okazji zastrzeżenie. Nie pochodzę z Klepacz, tych nazw nie znałem z dzieciństwa, nie opowiadali mi o nich rodzice i dziadkowie. Poznałem je z dokumentów, opracowań oraz od innych osób, które z Klepacz pochodzą. Za wszelkie nieścisłości przepraszam, proszę o poprawki, uzupełnienia, a także o dzielenie się innymi ciekawymi historiami.)

Bagno - miejsce wymienione w "Historii wsi Klepacze" Heleny i Alojzego Kendysiów.

Bieli pod rzeczką - teren między Horodnianką, a drogą do Turczyna według dokumentu z 1933 roku.

Bieli za rzeczką - teren między Horodnianką, a lasem państwowym według dokumentu z 1933 roku.

Biereżnik - teren między granicą polną Kropiwnika, a granicą polną Bielów według dokumentu z 1933 roku.

Błoto łonka  - teren ciągnący się od polnej granicy wsi do Ozierysków.

Brodki - miejsca, gdzie były brody przez Horodniankę, jeden na południe od dzisiejszej ulicy Niewodnickiej, jeden na północ.


Brzóskie - miejsce wymienione w artykule M. Olechnowicza.

Cerkwisko  - miejsce u zbiegu dawnych dróg do Niewodnicy i Oliszek (obecne skrzyżowanie ulicy Polnej i Niewodnickiej), gdzie mieściła się karczma, obok której znajdowała się cerkiew unicka. Według "Historii wsi Klepacze" spisanej przez Helenę i Alojzego Kendysiów po Powstaniu Listopadowym w 1831 roku car dał rozporządzenie, aby wszystkie cerkwie unickie przyjęły wiarę prawosławną. Księgi metryczne z cerkwi klepackiej zostały wykradzione i przeniesione do kościoła katolickiego w Niewodnicy Kościelnej. Z tego powodu cała wieś zmieniła wiarę na katolicką. Cerkiew bez wiernych niszczała i nie miała racji bytu. Z tego powodu została rozebrana, a budulec zagospodarowany (dachówka) przez Doktorce, a pozostałe materiały zabrały Fasty.

Przyznam, że to pierwsza i jedyna wzmianka o istnieniu cerkwi unickiej w Klepaczach, jaką znam.

Cielatnik - miejsce na południe od ulicy Niewodnickiej między Horodnianką, a ulicą Polną. Według dokumentu z 1933 roku Cielatnik położony był między działką Bezubika, a ogrodami.


Ciopłonka, Za Ciopłem - miejsce na południe od dzisiejszej ulicy Ciepłej nieopodal skrzyżowania z ulicą Polną.

Cygan - według artykułu M. Olechnowicza górka pod lasem. Gdzieś nieopodal Kopciuchów.

Czwiertka za Bezubikami - teren między lasem państwowym, a granicą polną Jana Filończuka, według dokumentu z 1933 roku.

Ćwiartki, Ćwiartka pod Ługiem - uroczysko o obszarze około 15 ha położone przy mieście Starosielce, gdzie mieszkańcy Klepacz posiadali swoje działki. Ciągnęło się od lasu państwowego do granicy pola Podługu.

Dolina - wymieniona w "Historii wsi Klepacze".

Dwa zagony - według dokumentu z 1933 roku teren między drogą Bezubików, a granicą polną wsi od ogrodów.

Hrut - teren między granicą wsi, a torem kolejowym w miedzach Konstantego Łozowskiego i Franciszka Łozowskiego według dokumentu z 1933 roku.

Jelinka - wymieniona w "Historii wsi Klepacze" Kendysiów. Las po północnej stronie torów kolejowych, na zachód od stacji kolejowej.

Jezioryska, Ozieryska - zalewowe tereny przy Horodniance, nieopodal ulicy Wodociągowej, na północ od Kozińca.

Kamienisto - teren od granicy polnej Rokitników do lasu państwowego według dokumentu z 1933 roku.

Klepacze - uroczysko w lesie państwowym należące do włościan wsi Klepacze, wymienione w protokole z 1927 roku, dotyczącym ustalenia obszaru scalania.

Kopciuchy  bądź Kopciuch - dawne pole w lesie na południe od dzisiejszej ulicy Czaplińskiej.

Koziniec - teren położony po obu stronach Horodnianki, równolegle do ulicy Wodociągowej.

Kropiwnica - uroczysko przy drodze idącej do uroczyska Podgłębokie, z prawej jej strony o obszarze około 1 ha, przeznaczone do kopania piasku i żwiru podczas scalania wsi.

Kropiwnik - teren między lasem państwowym, a torem kolejowym w miedzach Franciszka Łozowskiego i Konstantego Łozowskiego według dokumentu z 1933 roku.

Księdzowski Las - według dokumentu z 1933 roku teren między lasem Chamskiego, a lasem państwowym.

Księżowskie, Księdzowo - pole bliżej Niewodnicy Kościelnej.

Leszczynnik - teren dawnego cmentarza unickiego po południowej stronie drogi do Niewodnicy Kościelnej. Według Alojzego in Heleny Kendysiów, wojsko polskie w 1944 roku podczas ćwiczeń i kopaniu okopów trafiało na szczątki ludzkie. Po drugiej stronie drogi naprzeciw Leszczynnika stoi krzyż.



Ług - według dokumentu z 1933 roku teren pomiędzy lasem Kuleszy, a Podługiem.

Miotłoszczyzna, Miatłowszyzna - uroczysko na terenie dzisiejszych Starosielc, między wiaduktem brzeskim, a ulicą Klepacką.


fragment pisma z 1933 roku wymieniającego uroczysko Miatłowszczyzna

Na Baciutach - łąki włościan wsi Klepacze, położone w odległości około 10 km od wsi, wymienione w Opisie projektowanego obszaru scalania z 1926 roku.

Nadane - pola aż pod Starosielcami, wymienione w artykule Olechnowicza.

Nadawek od Miatłowszczyzny - teren od granicy polnej Kamienistego do lasu państwowego według dokumentu z 1933 roku.

Nadawek Pierwszy za Leszczynnikiem i Nadawek Drugi za Leszczynnikiem - tereny między Czwiartkami, a lasem państwowym.

Nadawek za Bezubikami Szeroki - teren między granicą polną czwiartki, a granicą Jelinki według dokumentu z 1933 roku.

Nadawek za Bezubikami Wąski - między działką Jana Kendysia, a drogą do Jelinki według dokumentu z 1933 roku.

Nadawki - uroczysko o obszarze około 15 ha położone przy mieście Starosielce, gdzie mieszkańcy Klepacz posiadali swoje działki. Nieopodal dawnej ulicy Mickiewicza w Starosielcach i drogi do Białegostoku.

Fragment pisma z 1933, gdzie wymieniono uroczyska Rójstwo, Ćwiartki i Nadawki, położone przy Starosielcach

Nazareczki - działka leśna przy dawnej drodze Klepacze-Oliszki (ul. Polna).

Piaski - okolice dzisiejszych ulic Piaskowej, Łąkowej, gdzie w pisakach trzymało się ziemniaki na zimę. Nieopodal na górce znajdował się niegdyś drugi z klepackich wiatraków, należący do rodziny Jastrzębskich ze Starosielc.

Pieciwołoki - między granicą polną Rakitników do granicy polnej Kamienistego według dokumentu z 1933 roku.

Pieczysko - miejsce wymienione w "Historii wsi Klepacze" Heleny i Alojzego Kendysiów. Polożone między dzisiejszą ulicą Wodociągową, a drogą polną. Wymienione w piśmie z 1933 roku.

Piniowie - miejsce wymienione w "Historii wsi Klepacze" Heleny i Alojzego Kendysiów.

Pionowa Łąka - teren pomiędzy dawną drogą z Klepacz do Oliszek (ul. Polna), a Półczwiartkiem.

Pod Bochenko - teren nieopodal lasu państwowego.

Podgłębokie - półenklawa leśna, leżąca przy drodze gruntowej prowadzącej do Markowszczyzny, odchodzącej od drogi Klepacze - Horodnianka, włączona do obszaru lasu państwowego podczas scalania wsi.


fragment pisma z 1934 roku, wymieniającego półenklawę leśną Podgłębokie

Podołżnica - teren na północ od ulicy Spokojnej, nieopodal krzyżującej się z nią ulicy Cichej.

Podusznica - według dokumentu z 1933 roku teren między polem Kazimierza Łozowskiego, a torem kolejowym.

Półczwiartek - teren między granicą wsi, a torem kolejowym według dokumentu z 1933 roku.

Pranie - miejsce przy rzece wymienione w artykule Olechnowicza. Nie sprecyzowano, czy chodzi o Słuczankę, czy Horodniankę.

Rojstwo, Rójstwo - teren (zwany również uroczyskiem) o obszarze około 10 ha, gdzie mieszkańcy wsi Klepacze posiadali swoje grunty, zlokalizowany między uroczyskiem Nadawki, a Bacieczkami. Dziś na terenie Rojstwa położone jest osiedle Leśna Dolina.


Ryhorczuk - nazwa wymieniona w dokumencie z 1934 roku. Za "Ryhorczukiem" znajdowała się działka nieopodal drogi prowadzącej do Niewodnicy, przeznaczona do kopania gliny podczas scalania wsi.


fragment pisma z 1934 roku, w którym wymienia się Sieńkowszczyznę, Kropiwnicę, Podgłębokie, Leszczynnik, Kopciuchy, Ryhorczuk

Sieńkowszczyzna - nazwa wymieniona w dokumencie z 1934. Działki przeznaczone do kopania piasku, żwiru i gliny podczas scalania wsi.

Sierednia Łąka - teren między lasem Nazareckim, a Ozieryskami.

Sieredzina - teren ograniczony ulicą Kolejową, Horodnianką, ulią Klepacką i rzeczką Słuczanką.

Słuczyzna vel Słuczanka - teren położony wzdłuż południowej strony rzeki Słuczanki, okolice pomiędzy ulicą Kolejową i Nadrzeczną.

Torf - miejsce wymienione w "Historii wsi Klepacze" Kendysiów.

Turczyn I - uroczysko w lesie państwowym należące do włościan wsi Klepacze, wymienione w protokole z 1927 roku, dotyczącym ustalenia obszaru scalania.

Turczyn II - uroczysko w lesie państwowym należące do włościan wsi Klepacze, wymienione w protokole z 1927 roku, dotyczącym ustalenia obszaru scalania.


Fragment zaprojektowanego obszaru scalania z 1927 roku. Widoczne uroczyska leśne Klepacze, Turczyn I, Turczyn II.

Wyminki II - koło Starosielc, nieopodal przedwojennej ulicy Niewodnickiej w Starosielcach.

Za Leszczynnikiem - teren pomiędzy torem kolejowym do drogi wiodącej z Klepacz do Niewodnicy Kościelnej.

Za krynicą - teren między torem kolejowym, a ogrodami w miedzach Kazimierza Łozowskiego i Franciszka Łozowskiego.

Zagon - teren między granicą polną Dzielejkowszczyzny, a drogą Bezubików.

Zamłynie - położone tuż za dawną wsią, wymienione w artykule Olechnowicza. Według Małgorzaty Besztak miejsce położone między dzisiejszymi ulicami Spokojną i Niewodnicką. Za dawnym wiatrakiem Tupalskich.

Zawagzał - teren na południe od linii kolejowej, za stacją kolejową.

Zawonia - nazwa widoczna na mapie z 1966 roku, na zachód od Horodnianki na północnym krańcu wsi Klepacze, nieopodal ulicy Wodociągowej.