wtorek, 9 listopada 2021

Adolf Suski z Kupisk koło Łomży

 Czasem człowiek natknie się na artykuł-laurkę w starej prasie i przez brak źródeł porównawczych trudno mu ocenić, czy piszący wyrażał tylko swoją subiektywną opinię, czy też opinię tak zwanego ogółu. "Gazeta Świąteczna" od momentu swego powstania w roku 1881 angażowała się w odrodzenie polskości na wsi drogą pozytywistyczną poprzez likwidację analfabetyzmu, zwiększenie czytelnictwa, wiedzy rolniczej, walkę z pijaństwem, paleniem papierosów, emigracją. Jednym z przykładów takiej walki jest list czytelnika Antoniego Szymanowskiego ze wsi Kupiski koło Łomży, zamieszczony w numerze 21 "Gazety Świątecznej z roku 1885, będący swoistą laurką wystawioną innemu mieszkańcowi tej wsi Adolfowi Suskiemu.

Kupiski to wioska, jaką często mijałem jadąc w kierunku Olsztyna lub powracając znad morza. Niczym szczególnym nie wyróżniała się. No może poza tym, że zwiastowała bliskość Łomży podczas powrotów.



"Nowiny.

O wsi Kupiskach, co leży w Łomżyńskich stronach nad rzeką Narwią, znaleźliśmy takie wiadomości w liście czytelnika naszego Antoniego Szymanowskiego, że miło posłuchać. Nie jest to taka wioska, żeby o niej trudno było coś dobrego napisać. Lud tam żyje dziś trzeźwo i nie w takiej już ciemnocie jak dawniej. Jest w niej cała kopa (bo 60) gospodarzy, a ledwie trzech może znajdzie się, co jeszcze piją wódkę. Można jednak spodziewać się, że i ta trójka do ogółu się przyłączy i wyrzeknie się gorzałki. Dawniej i tam tak samo, jak po niektórych innych wioskach, wolny czas od roboty spędzali ludzie w karczmie przy kieliszku i na pustej gadaninie albo wrzaskach. A dziś w Kupiskach już całkiem inaczej się dzieje.

Zgromadzają się tam i teraz ludzie w święta, a czasem i w dnie powszednie, ale nie do karczmy, tylko do domów dwóch porządnych i gościnnych gospodarzy - Adolfa Suski (czy Suskiego?) i Apolinarego Sawickiego, gdzie im każda godzina mile, a z pożytkiem dla duszy płynie. W niedzielę idą z kościoła wprost do domów, posilają się obiadem, a potem jeden drugiemu przypomina: "Chodźmy, sąsiedzie, do Suski, może on już tam zaczął czytać Gazetę!" Biorą czapki i idą słuchać głośnego czytania. A przy takiem czytaniu to i dobra myśl niejednemu przyjdzie do głowy, i rozumna pogawędka czasem się nawiąże. Tak mijają wieczory niedzielne. W dnie zaś powszednie, kiedy przypadnie obchód jakiej pamiątki religijnej, to idą ludzie ze wsi do tych samych dwóch gospodarzy, Suski i Sawickiego, na śpiewy nabożne i czytanie objaśnień stosownych. W taki sposób naprzykład obchodzili co piątek w wielkim poście stacje czyli pamiątkę drogi krzyżowej Pana Jezusa; teraz zaś pewnie gromadzą się tam znów na nabożeństwo majowe. A w domach gospodarzy, gdzie te zgromadzenia się odbywają, tak czyściuchno, taki ład i porządek, że tylko brać przykład każdemu.

Szczęśliwa wioska, co ma takich gospodarzy. Suska naprzykład - to prawdziwy krzewiciel oświaty i obyczajności między sąsiadami. Czy wesele, czy jaka inna zabawa we wsi, to wszystkim jakoś markotno, póki jego nie ma. A gdy on przyjdzie, zaraz inne życie. Znajdzie też zawsze coś ciekawego do opowiadania: nie powtarza jakichś tam plotek, ale mówi o rzeczach rozumnych i prawdziwych, o których ma dużo różnych wiadomości z książek lub z gazety. Dom jego zawsze jest otwarty dla podróżnego, a każdy biedak dostanie tam jałmużnę. Wychowuje tez dwoje sierot, o które dba tak, jakby o własne dzieci. Chłopczyka posyła do szkółki, a wieczorami sam go uczy; dziewczynką zaś opiekuje się głównie jego żona, która przyucza ją do robót gospodarskich, do szycia, do robótek szydełkowych i do krosien.

Nietylko same Kupiski, ale cała okolica korzysta z dobrych rad i przykładu takiego Suski. On to zaprowadził zwyczaj zgromadzania się po domach, on też zachęcił ludzi do Gazety. Żeby to każda wioska polska miała takiego przodownika!

Ale jest i w Kupiskach coś niedobrego, co koniecznie ludzie zmienić powinni. Oto pewien żydek utrzymuje tam sklepik, w którym między innemi rzeczami sprzedaje tytuń i papierosy. Gdyby przynajmniej zważał na to, komu sprzedawać, a komu nie, i gdyby brał za swój towar tylko pieniądze! Ale on psuje dzieci i młodzież, bo przyjmuje od nich tak zwane "tchórze" czyli zboże i kartofle, dając im wzamian papierosy. Niedorostki i parobki tym sposobem uczą się kraść, przyuczają się do palenia, a kryjąc się z papierosami po gumnach, mogą wieś spalić. Gospodarze więc kupiscy powinni raz zebrać się i postanowić, żeby niedorosłym nie wolno było ćmić tytuniu; handlarzowi zaś zakazać jak najsurowiej, aby nie ważył się sprzedawać tytuniu niedorosłym i przyjmować od nich zboże, kartofle lub inne rzeczy z zapasów gospodarskich. Gdyby zaś nie był posłuszny takiemu zakazowi, niech go wyrugują ze wsi. Może też oni posłuchają tej rady i usuną ze wsi pokusę złego dla swych synów i parobczaków.

Są i takie wioski, którym dawać dobre rady w Gazecie, to to samo, co rzucać groch na ścianę; aleć Kupiski do takich wiosek nie należą, tam ludzie chyba rozumniejsi być muszą."

Niespełna 5 lat po ukazaniu się artykułu Kupiski straciły Adolfa Suskiego. Wśród metryk zgonu parafii łomżyńskiej w roku 1890 znalazłem informację o zgonie Adolfa Suskiego 24 marca 1890 roku w Kupiskach. W chwili śmierci miał 50 lat i pozostawił po sobie żonę Agatę z Szymczyków. Osobie zgłaszającej zgon Adolfa nieznane były imiona i nazwiska jego rodziców. Być może był on tożsamy z Adolfem Suskim urodzonym w 1838 roku w Nieławicach w parafii Wizna, synem Kacpra Suskiego i Rozalii z Borawskich. Odpowiedź na to pytanie mogłaby przynieść dalsza kwerenda. Ciekawe też co stało się z wychowywanymi przez niego sierotami.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz