Przeczytałem niedawno książkę Wacława Solskiego zatytułowaną "Moje wspomnienia". Wacław urodził się w Łodzi w roku 1897 w rodzinie lekarza Aleksandra Pańskiego i Rozalii z Wyszyńskich. Ojciec pochodził z Buska, a matka z Zawiercia, jak pisze autor. Zmienił nazwisko na Solski, żeby nie przysparzać rodzinie kłopotów swoimi politycznymi wyczynami już w latach dwudziestych XX wieku. Książka jest fascynującym pamiętnikiem opisującym, jak osoba urodzona w rodzinie burżuazyjnej przyjęła poglądy radykalnie socjalistyczne, aby w gorącym okresie przewrotu bolszewickiego w Rosji, stać się jedną z czołowych postaci ruchu komunistycznego. Książka pełna anegdot, pisana barwnym, ujmującym językiem. Jednak nie książce samej w sobie chciałbym poświęcić ten artykuł, a wątkowi białostockiemu w niej zawartemu.
Opisując czasy I wojny światowej i okupacji niemieckiej autor pisze:
"Nie wiem, czy podania (pisane do władz więzienia w Kownie) odniosły skutek, bo w trakcie tej pisarskiej działalności wywieziono mnie do innego obozu. Ten inny nazywał się Albertyn i mieścił na terytorium dużego majątku tejże nazwy w pobliżu miasteczka Słonim. Niemcy urządzili tam obóz w brzydkim ale ogromnym budynku, przeznaczonym na fabrykę czy jakieś składy. Chcieli przywieźć do tego obozu, jak mówili, "działaczy politycznych" z różnych krajów, ale tego z jakichś przyczyn nie uczynili. Obóz obliczony był na czterysta osób, siedziało w nim tylko szesnaście."
I dalej:
"Bob [angielski kapitan rodem z Australii - przypisek mój] przebywał stale w towarzystwie niejakiego Weinsteina rodem z Białegostoku, który wyemigrował przed wojną do Anglii i na początku wojny wstąpił do armii angielskiej. Niemcy wzięli go do niewoli we Francji i coś im się w jego życiorysie nie spodobało. Przyszło im do głowy, że może wcale nie jest Anglikiem z Białegostoku, tylko bolszewickim komisarzem z Moskwy i też na wszelki wypadek wsadzili go do naszego obozu.
Z tymi dwoma, Bobem i Weinsteinem, przyjaźniłem się w obozie najbardziej. Z Weinsteinem często grywałem w szachy."
Ostatnia wzmianka dotycząca Weinsteina pochodzi z czasu, gdy auor opuścił obóz w Albertynie:
"Pojechałem z Weinsteinem do Białegostoku, gdzie mieszkała jego rodzina, zanim wyemigrowała do Anglii. Chciał tam odszukać jakichś krewnych."
Napisałem do Muzeum Regionalnego im. I.I. Stabrowskiego w Słonimiu, ale nie uzyskałem żadnych nowych informacji o Weinsteinie. Oto fragmenty odpowiedzi:
"Niestety, w zbiorach naszego muzeum nie ma żadnych dokumentów historycznych potwierdzających istnienie obozu jenieckiego w Albertynie. Kroniki historyczne i wykazy obozów z I wojny światowej na Białorusi nie łączą Albertyna z dużymi obozami jenieckimi. W Słonimiu i okolicach zachowały się groby rosyjskich żołnierzy z I wojny światowej (1914 r.) (np. na Cmentarzu Tatarskim), ale nie ma informacji o obozie jenieckim w Albertynie w tym okresie.
Wiemy jednak, że jesienią 1915 roku, podczas „Wielkiego Odwrotu” armii rosyjskiej, Słonim i okolice zostały zajęte przez wojska cesarskie. Niemieckie dowództwo utworzyło tymczasowy obóz jeniecki w Albertynie (ówczesnej przemysłowej dzielnicy Słonimia z dobrze rozwiniętą infrastrukturą fabryczną należącą do rodziny Pusłowskich)."
I dalej:
"Książka Wacława Solskiego „Moje wspomnienia” jest prawdopodobnie jedynym źródłem informacji o tym człowieku [Weinsteinie]."
Na tę więc chwilę tożsamość Weinsteina rodem z Białegostoku, więźnia obozu w Albertynie pozostaje nieznana.
Wacław Solski "Moje wspomnienia", Prószyński i S-ka, Warszawa, 2008.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz