środa, 25 marca 2020

Klepacze w źródłach historycznych i wycinkach prasowych (2)

Jednym z ciekawszych źródeł historycznych, w którym są wzmiankowane Klepacze jest "Opis parafii dekanatu knyszyńskiego z roku 1784". Opisy parafii sporządzone były po raz pierwszy z inicjatywy biskupa płockiego i brata królewskiego Michała Poniatowskiego, który od tegoż 1784 roku był prymasem Polski. Powstawały na podstawie ankiet wysyłanych do plebanów poszczególnych parafii. Jako pierwsze powstały dla diecezji płockiej w roku 1879, a zdobyte doświadczenie pozwoliło na objęcie ankietami terytorium całego Królestwa Polskiego. W 1784 podobne przedsięwzięcie ogłosił biskup wileński Ignacy Massalski dla terenów Wielkiego Księstwa Litewskiego. Powstały zbiór danych nie przetrwał w całości do naszych czasów.

Jak wiadomo z poprzedniego artykułu poświęconego Klepaczom, w XVIII wieku wieś ta należała wciąż do parafii w odległym Surażu, mimo, że Klepacze znalazły się pomiędzy istniejącymi już wówczas kościołami parafialnymi w Białymstoku i w Niewodnicy Kościelnej. Znalazło to swoje odzwierciedlenie w opisie parafii w Niewodnicy Kościelnej z 1784 roku:

"Droga do Białegostoku (z Niewodnicy Kościelnej) na wschód letni od kościoła polem otwartym, przecina gościniec z Suraża do Choroszczy jako wyżej plus minus na sznurów geometrycznych 10, tu się kończy parafia, przechodzi przez grunta i wieś Klepacze do diecezyi łuckiej, starostwa surazkiego należącej, przez mostek przy młynie, stamtąd ciągnie się w prawą stronę przez wieś Starosielce zwaną, znowu do diecezyi wileńskiej i włości do Białegostoku należącej."

Następnie Klepacze wzmiankowane są przy opisie granic parafii w Niewodnicy Kościelnej:

"Parafii niewodnickiej ograniczenie od wschodu słońca letniego: graniczy z diecezyą łucką przeżynającą parafię niewodnicką od białostockiej klinem w diecezyą wileńską, weszło z trzema wioskami i dworem klepackim. Wioski nazywają się Hryniewicze, Klepacze i Oleszki (dziś Oliszki) do starostwa surazkiego należące."

(Opracowanie Wiesława Wernerowa, "Opis parafii dekanatu knyszyńskiego z roku 1784", Studia Podlaskie, tom I, Białystok, 1990)

Co zwraca szczególną uwagę w powyższym opisie, to droga wiodąca z Niewodnicy do Klepacz polem otwartym, co oznacza, że dzisiejszy las pomiędzy wsiami nie istniał. Przy drodze wiodącej z Białegostoku przez Starosielce tuż przy Horodniance musiał istnieć młyn. Obecnie mostek na rzece Horodniance  przy drodze do Niewodnicy znajduje się między ulicami Nadrzeczną i Polną. Ale jak pokazuje mapa Nowych Prus Nowowschodnich z 1808 roku, trakt prowadzący ze Starosielc wysunięty był bardziej na południe i na wysokości dzisiejszego wiaduktu kolejowego w Klepaczach wrzynał się od południowego wschodu (nie przekraczając na razie Horodnianki) w zabudowę Klepacz, która rozlokowana była głównie wzdłuż dzisiejszej ulicy Wodociągowej i fragmentu ulicy Kolejowej. Czyli młyn musiał znajdować się gdzieś między dzisiejszą ulicą Kolejową, a Nadrzeczną przy trakcie do Niewodnicy, cofniętym w stosunku do dzisiejszej drogi w kierunku południowym. Sam trakt z Choroszczy do Suraża musiał mniej więcej pokrywać się z dzisiejszą drogą wiodącą od ulicy Kolejowej do cmentarza w Księżynie.  W powyższym opisie zwraca uwagę również wzmianka o dworze w Klepaczach.
***

W latach 1880-1902 ukazało się 15 tomów "Słownika geograficznego Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich". Inicjatorem był: Filip Sulmierski - redaktor "Wędrowca" i magister nauk fizyczno-matematycznych Szkoły Głównej Warszawskiej, a do współpracy zaprosił Bronisława Chlebowskiego, magistra nauk filologiczno-historycznych Szkoły Głównej Warszawskiej oraz Władysława Walewskiego, ziemianina, kandydata nauk dyplomatycznych Uniwersytetu w Dorpacie. Poszczególne tomy składały się z kilkunastu zeszytów, które dostępne były w prenumeracie, a całość w dużym stopniu została sfinansowana dzięki funduszom Witolda Zglenickiego uzyskanym za pośrednictwem Kasy Mianowskiego. Autorom chodziło o geograficzne opisanie ziem dawnej Rzeczypospolitej, a odpowiedni tytuł dzieła pozwolił uniknąć ingerencji cenzury carskiej. Dziś jest to fundamentalne źródło między innymi dla genealogów, pozwalające sprawdzić istnienie zanikłych już osad, tych znajdujących się poza granicami kraju, sprawdzić dawne nazewnictwo, czy przynależność parafialną danej miejscowości. Oto, jak w słowniku opisano podbiałostocką wieś Klepacze:


"Klepacze, wieś nad rzeką Choroszczą (dziś zwaną Horodnianką), powiat białostocki, gmina Białostoczek, 8 wiorst od Białegostoku, 782 dziesięcin. Podług regestru pomiarowego z roku 1560 wieś należała do wójtowstwa pomichackiego, włości zamku suraskiego, ekonomii grodzieńskiej. We wsi było 54 włók gruntu podłego. Z każdej włóki wnosić winni po 83 gr. Suma 74 kóp 42 grosze."

***

16 marca 1887 wieś Klepacze dotknął duży pożar. Oto, jak informowała o tym "Gazeta Świąteczna" w numerze 11 z 1887 roku:

"Znów w dniu 16 marca ogień zniszczył prawie całą bogatą i piękną wieś Klepacze, koło drogi żelaznej warszawsko-petersburskiej, za stacją Łapami. Spłonęło tu 17 domów, 18 stodół, tyleż śpichrzów z zapasami i zgórą sto sztuk żywego dobytku."


***

W XX -wiecznej prasie również można znaleźć wzmianki o Klepaczach i ich mieszkańcach. Nie zawsze pochlebne. W roku 1921,w 40 numerze Kuriera Białostockiego napisano:

"Kradzieże. W obrębie V komisariatu w domu handlowym mieszczącym się przy ul. Lipowej Nr 6, został ujęty na gorącym uczynku kradzieży jednej pary podeszw wartości 1500 mk, Konstanty Pańkowski, zam. we wsi Klepacze, gm. Białostoczańskiej."


Czasami wzmianka prasowa opisywała tragedię, jak w w numerze 12 Kuriera Białostockiego z 1922 roku:

"Nagły zgon. Przedwczoraj o godz. 11 rano przybyła do Białegostoku mieszkanka wsi Klepacze, gm. Białostockiej, niejaka Agnieszka Mańkowska lat 25. Zaraz po przybyciu skierowała się do P. K. K. P. w celu zrealizowania 10 dolarów. Stojąc przy okienku Mańkowska nagle upadła na posadzkę. Zawołane na miejsce wypadku władze skierowały ją do szpitala miejskiego, gdzie M. wkrótce zmarła. Faktyczne przyczyny śmierci interesantki są nieustalone. Suma 27 000 mk. otrzymanych za dolary znajduje się na razie w II kom."

Jeden z  artykułów napisany w nowej powojennej rzeczywistości chwalił mieszkańców wsi Klepacze. "Gazeta Białostocka", nr 10 z 1951 roku:

"Żywy oddźwięk na apel gromady Fasty"

Wezwanie chłopów z gromady Fasty, pow. białostockiego do przedterminowej spłaty Pożyczki Rozwoju Sił Polski spotkało się z uznaniem mieszkańców innych gromad. Jako pierwsi odpowiedzieli chłopi gromady Klepacze gm. Bacieczki wpłacając przed terminem poważną część drugiej raty pożyczki.

Chłopi gromady Fasty realizując swoje zobowiązanie wpłacili do dnia 8 bm. 50 proc. drugiej raty."


W tym samym roku Józef Kiercel z Klepacz zgubił książeczkę wojskową. Ciekawe, czy ogłoszenie w Gazecie Białostockiej w numerze 50 z 1951 roku pomogło mu ją odnaleźć?


Jeśli dysponujesz ciekawymi historiami związanymi z Klepaczami, dokumentami, zdjęciami starymi, proszę o kontakt e-mailowy bądź telefoniczny.

czwartek, 19 marca 2020

Klepacze (1)

Do południowo-zachodniej części Białegostoku przylega niepozorna, choć rozległa wieś Klepacze. Składa się niejako z dwóch części, jak wiele wsi otaczających duże miasto - tej, która jest pozostałością dawnej osady oraz dzielnic nowych willi i domów jednorodzinnych zamieszkałych przez nowych mieszkańców, którzy niczym, poza przynależnością administracyjną nie różnią się od białostoczan. Część wskazana jako pierwsza znajduje się w zaniku. Od dawna nie widać w Klepaczach śladów znaczącej działalności rolniczej. Bruk ulicy Kolejowej - relikt przeszłości wiejskiej już dawno został przykryty asfaltem. Coraz mniej liczne stare drewniane i ceglane domy z roku na rok odchodzą z krajobrazu. Dawna wieś stała się sypialnią Białegostoku. Mimo tego, że tak niewiele pozostało dawnych śladów, wieś może poszczycić się naprawdę ciekawą historią.

Historię Klepacz można podzielić na dwa główne okresy - gdy wieś znajdowała się w orbicie wpływów dość odległego, jednego z najstarszych grodów na Podlasiu - Suraża, a następnie gdy w drugiej połowie XIX wieku tuż obok powstała najpierw osada kolejowa, a później miasto Starosielce.

Już w 1558 roku Klepacze wymieniane były przy opisie starostwa suraskiego, ukształtowanego po 1533 roku, gdy królowa Bona Sforza wykupiła od Olbrachta Gasztołda, dzierżawione przez niego dobra bielskie. Wówczas to starostwo suraskie  składało się z miasta Suraża oraz czterech kluczy dóbr, skupionych wokół wójtostw. W wójtostwie pomihackim znajdowała się wieś Klepacze z obrubami: Oliszki, Hryniewiczi, Rochatinka, Woroszyły i Zimna Woda. Starostwu suraskiemu podlegały wszystkie chłopskie wsie okolic Suraża,  nawet te dość odległe (jak Klepacze) aż do rozbiorów. W Klepaczach istniała karczma i młyn o dwóch kołach. W okresie od XVI do XVIII wieku Klepacze, jako wieś włościańska starostwa suraskiego należały do parafii rzymskokatolickiej w Surażu. Jeszcze w pierwszych latach XIX wieku, gdy po sąsiedzku powstała parafia w Niewodnicy Kościelnej, ks. Adam Mocarski, pleban niewodnicki wciąż przesyłał wyciągi osób zmarłych w Klepaczach do plebanii w Surażu, gdzie były wpisywane do właściwych ksiąg metrykalnych. Podczas zaboru pruskiego (1795-1807) władze pruskie uznawały przynależność Klepacz do parafii w Surażu, ale pozwalano na korzystanie z posługi w kościele niewodnickim przez mieszkańców tej wsi.

Klepacze od drugiej połowy XVI wieku, aż do powstania osady kolejowej Starosielce miały nieco inną lokalizację niż obecnie i obejmowały znaczny obszar, sięgając do skrzyżowania dzisiejszej drogi Warszawa-Białystok na wysokości skrzyżowania z Aleją Niepodległości od północy, a od południa zawierając w swych granicach sporą część dzisiejszego Nowego Miasta oraz osiedla Kawaleryjskiego w Białymstoku.

***

Radykalne zmiany dla wsi Klepacze nadciągnęły wraz z upadkiem powstania styczniowego. Władze carskie postanowiły bowiem wybudować linię kolejową łączącą Grajewo z Brześciem. W tym celu około 1870 roku wykupiono grunty włościan ze wsi Bażantarnia, Starosielce, Klepacze i Oliszki pod przyszłą osadę kolejową Starosielce. Dlatego też Klepacze zostały znacznie zmniejszone w stosunku do obszaru zajmowanego w drugiej połowie XVI wieku. 

***

Z czasów, gdy Klepacze należały już do parafii rzymskokatolickiej w Niewodnicy Kościelnej pochodzi Księga członków III Zakonu św. Franciszka, Niewodnica [1918-1944]. Początki Franciszkańskiego Zakonu Świeckich sięgają XIII wieku. Za początek zgromadzenia przyjmuje się rok 1221, kiedy po raz pierwszy spisano zasady obowiązujące zakon. Sama nazwa Trzeci Zakon pojawiła się w źródłach w 1292 roku. Na ziemiach polskich pierwsze zgromadzenia tercjarskie zaczęły funkcjonować już w latach 30-ych XIII wieku. Po kryzysie związanym z okresem reformacji i oświecenia zaczęły odżywać w drugiej połowie XIX wieku. W niewodnickiej księdze można znaleźć następujące nazwiska tercjarzy ze wsi Klepacze:

1. Anna Bajkowska, rok wpisu do księgi - 1921, mężatka, imię zakonne - Jadwiga, wiek 66 lat.
2.  Julian Baszeń, rok wpisu do księgi - 1931, kawaler, imię zakonne - Antoni, wiek 21 lat.
3. Paulina Bezubik, rok wpisu do księgi - 1921, wdowa, imię zakonne - Elżbieta, wiek 47 lat.
4. Teofila Bobrowska, rok wpisu do księgi - 1921, wdowa, imię zakonne - Anastazja, 63 lata.
5. Magdalena Daniluk, rok wpisu do księgi - 1921, wdowa, imię zakonne - Elżbieta, 76 lat.
6. Michalina Dziemian, rok wpisu do księgi - 1921, mężatka, imię zakonne - Elżbieta, 40 lat.
7. Feliksa Górecka, rok wpisu do księgi - 1934, wdowa, imię zakonne - Anna, 33 lata.
8. Feliksa Górecka, rok wpisu do księgi - 1934, wdowa, imię zakonne - Anna, 47 lat.
9. Anna Jeromska, rok wpisu do księgi - 1921, wdowa, imię zakonne - Elżbieta, 40 lat.
10. Marianna Kędyś, rok wpisu do księgi - 1931, mężatka, imię zakonne - Antonina, 60 lat.
11. Bronisława Kiercel, rok wpisu do księgi - 1923, mężatka, imię zakonne - Marianna, 57 lat.
12. Antonina Klejzik, rok wpisu do księgi - 1926, mężatka, imię zakonne - Franciszka, 60 lat.
13. Teofila Kluczyk, rok wpisu do księgi - 1921, wdowa, imię zakonne - Elżbieta, 70 lat.
14. Michalina Łozowska, rok wpisu do księgi - 1930, mężatka, imię zakonne - Klara, 38 lat.
15. Elżbieta Łozowska, rok wpisu do księgi - 1921, mężatka, imię zakonne - Katarzyna, 58 lat.
16. Paulina Łozowska, rok wpisu do księgi - 1930, mężatka, imię zakonne - Elżbieta, 62 lata.
17. Anna Łozowska, rok wpisu do księgi - 1922, wdowa, 80 lat.
18. Franciszek Łozowski, rok wpisu do księgi - 1928, wdowiec, imię zakonne - Antoni, 66 lat.
19. Stefan Łozowski, rok wpisu do księgi - 1931, żonaty, imię zakonne - Antoni, 52 lata.
20. Marianna Mańkowska, rok wpisu do księgi - 1923, wdowa, imię zakonne - Magdalena, 42 lata.
21. Marianna Mańkowska, rok wpisu do księgi - 1922, wdowa, imię zakonne - Magdalena, 65 lat.
22. Kazimiera Pańkowska, rok wpisu do księgi - 1930, wdowa, imię zakonne - Rozalia, 39 lat.
23. Anna Pańkowska, rok wpisu do księgi - 1930, wdowa, imię zakonne - Elżbieta, 55 lat.
24. Paulina Piechowska, rok wpisu do księgi - 1921, mężatka, imię zakonne - Rozalia, 57 lat.
25. Michalina Rajewska, rok wpisu do księgi - 1921, mężatka, imię zakonne - Franciszka, 62 lata.
26. Joanna Romańczuk, rok wpisu do księgi - 1922, wdowa, 70 lat.
27. Józefa Romańczuk, rok wpisu do księgi - 1928, mężatka, imię zakonne - Tekla, 66 lat.
28. Joanna Romańczuk rok wpisu do księgi - 1921, wdowa, imię zakonne - Franciszka, 47 lat.
29. Izabela Ryhorczuk, rok wpisu do księgi - 1922, panna, imię zakonne - Teresa, 34 lata.
30. Anna Topolewicz, rok wpisu do księgi - 1921, mężatka, imię zakonne - Elżbieta, 60 lat.
31. Karolina Tupalska, rok wpisu do księgi - 1943, imię zakonne - Elżbieta, 56 lat.
32. Anastazja Tupalska, rok wpisu do księgi - 1918, mężatka, imię zakonne - Elżbieta, 60 lat.
33. Marianna Tupalska, rok wpisu do księgi - 1921, wdowa, imię zakonne - Genowefa, 40 lat. 
34. Michalina Tupalska, rok wpisu do księgi - 1930, wdowa, imię zakonne - Klara, 62 lata.
35. Michalina Tupalska, rok wpisu do księgi - 1932, wdowa, imię zakonne - Elżbieta, 63 lata.
36. Marianna Witkowska, rok wpisu do księgi - 1930, mężatka, imię zakonne - Elżbieta, 44 lata.
37. Marianna Witkowska, rok wpisu do księgi - 1932, mężatka, imię zakonne - Elżbieta, 48 lat.
38. Marianna Wołejko, rok wpisu do księgi - 1931, mężatka, imię zakonne - Antonina, 64 lata.
39. Antonina Wysocka, rok wpisu do księgi - 1928, mężatka, imię zakonne - Teresa, 54 lata.
40. Franciszka Wysocka, rok wpisu do księgi - 1921, mężatka, imię zakonne - Elżbieta, 60 lat.
41. Zofia Wysocka, rok wpisu do księgi - 1930, wdowa, imię zakonne - Klara, 50 lat.
42. Zofia Wysocka, rok wpisu do księgi - 1932, wdowa, imię zakonne - Klara, 54 lata.
43. Antonina Wysocka, rok wpisu do księgi - 1921, wdowa, imię zakonne - Klara, 78 lat.
44. Franciszka Zaleska, rok wpisu do księgi - 1934, panna, imię zakonne - Teresa, 25 lat. 

O dawnej historii Klepacz świadczą dziś nieliczne stare budynki mieszkalne i krzyże przydroże. Zdjęcia domów wykonywane były 2 lata temu. Dziś niektóre z nich mogą już nie istnieć.




































Jeden z ciekawszych klepackich krzyży przydrożnych znajduje się przy ulicy Kolejowej. Został wystawiony przez Antoniego Romańczuka w roku 1937.



Natomiast przed cmentarzem w Niewodnicy Kościelnej stoi krzyż z 1935 roku ufundowany przez mieszkańców Klepacz: Albina Baszenia, Feliksa Łozowskiego, Józefa Sadowskiego, Józefa Klejzika, Kazimierza Malinowskiego i Władysława Bezubika oraz Józefa Turowskiego ze Starosielc o czym świadczy inskrypcja:



PS Jeśli masz w domu stare zdjęcia bądź dokumenty, dotyczące Klepacz i ludzi w Klepaczach mieszkających, które chcesz spalić, wyrzucić, pozbyć się ich, zadzwoń, bądź napisz. Ja chętnie się zaopiekuję. A o ciekawostkach związanych z historią Klepacz, będę jeszcze tu pisał.

Podczas pisania powyższego korzystałem z następujących opracowań:

Marta Sokół, Wiesław Wróbel, "Kościół i parafia pw. Bożego Ciała w Surażu. Monografia historyczna do 1939 r.", Suraż, 2010

Krzysztof Obłocki, "Starosielskie wspomnienia 1872-2000", WOAK w Białymstoku, 2000

Waldemar F. Wilczewski, "Tercjarstwo franciszkańskie w parafii p.w. św. Antoniego Padewskiego w Niewodnicy Kościelnej w okresie międzywojennym i w latach II wojny światowej" artykuł w pracy "Archiwalne dziedzictwo" pod redakcją ks. Adama Szota, Białystok, 2017. 

niedziela, 16 lutego 2020

Książka Iwony

Gdy 3,5 roku temu wróciłem z promocji książki "Fotografowie białostoccy 1861-1915" i gdy książkę tę przeczytałem, czułem pewien niedosyt spowodowany brakiem informacji o fotografach amatorach z Białegostoku, a zwłaszcza o Hubercie Wille, którego nazwisko było znane, ale nie można było zobaczyć zdjęć jego autorstwa.

Co prawda, w artykule z 2006 roku napisano, że w klinice przy Parkowej odbitki niektórych ze zdjęć Willego są wyeksponowane, ale mi marzyło się upowszechnienie tych fotografii, może w postaci jakiegoś albumu. Pamiętam, że zwierzyłem się ze swych myśli w gronie przewodnickim. Jakiś czas później Iwona Zinkiewicz, koleżanka przewodniczka przyznała w rozmowie, że temat bardzo ją zainteresował - dowiadywała się nawet u źródła, czy zdjęcia te można zobaczyć. Niestety, zdjęcia Huberta Willego pozostały nie rozwiązaną zagadką.

Ale ..., wkrótce potem z inicjatywy Iwony odbyła się seria spacerów przewodnickich pod hasłem "Białostockie kliniki w zabytkowych budynkach" w ramach akcji Lato z zabytkami. Oprowadzaliśmy wtedy między innymi po klinice przy Parkowej, mieszczącej się w dawnej willi, zbudowanej w 1900 roku przez Huberta Willego. A dziś trzymam  w ręku książkę zatytułowaną "Zagubiona perła i dwa światy", którą Iwona napisała.

Konwencja książki została w bardzo pomysłowy sposób wymyślona. Historia willi przy ulicy Parkowej, a zwłaszcza jej mieszkańców Huberta Willego i głównej bohaterki tej opowieści - córki Huberta, Alicji Wille-Szataginowej została opowiedziana równolegle z historią przodków Iwony. Zostały porównane dwa światy - ten miejski, bogatego domu i wiejski, rodzinny, pozornie nie mające nic ze sobą wspólnego. Iwona poprzez równoległe czasowo narracje pokazuje, że tych punktów wspólnych oba światy miały wiele. Dostaliśmy więc książkę o historii miejsca, ale bardzo nietypowo napisaną.

Dzięki przeplataniu obu narracji - tej miejskiej i wiejskiej, nie znużymy się czytając książkę nadmiarem faktów historycznych, a dzięki wielu ciekawym zdjęciom z kolekcji właścicieli kliniki przy Parkowej, zdjęciom archiwalnym Iwony, kopiom niepublikowanych wcześniej dokumentów, jak na przykład aktu urodzenia Huberta Willego z Supraśla, możemy namacalnie zobaczyć, jak oba światy się zmieniały. Jest w książce jedna z fotografii Huberta Willego, na której widać dom przy Parkowej, w zupełnie odmiennym od dzisiejszego otoczeniu.

Książka została też napisana w charakterystycznym stylu Iwony, który znam choćby ze sposobu, w jaki prowadzi narrację podczas oprowadzania turystów. Początkowo, gdy zacząłem czytać książkę, trochę denerwowało mnie, że dla potrzeb publikacji styl ten nie został ukryty. Ale wraz z otwieraniem kolejnych stron książki, przekonywałem się do tej konwencji. Poza bowiem samą treścią książki, zostaje zapisany autentyczny, prawdziwy sposób narracji, jakim autorka posługuje się na co dzień. Nie ma tu udawania, przybierania jakiejś pozy. Poza tym, Iwona często opowiada o swoich odczuciach, motywacjach, zdarzeniach z własnego życia, które ubarwiają opowieść i czynią ją ciekawszą.

Powstała piękna pamiątka!

Iwona Zinkiewicz "Zagubiona perła i dwa światy", Prywatna Klinika Położniczo Ginekologiczna www.klinika-tomaszewski.pl, Białystok, 2019

niedziela, 9 lutego 2020

Gorzów Wlkp. - Zawarcie i Zakanale

Gorzów Wielkopolski, miasto dzieciństwa w mojej wyobraźni zawsze podzielony był na dwie części. Część prawobrzeżna, wyżej położona - z katedrą, resztką murów obronnych, osiedlem Staszica, czyli ta, gdzie toczyło się codzienne życie. Kończyła się wraz z wiaduktem kolejowym, za którym wody swe toczyła wartko, szeroko rozłożona Warta. Za nią rozciągały się tereny tajemnicze, niskie, zalewowe, gdzie jeździliśmy z ojcem na działkę, ja w koszyku dziecięcym na tylnym siedzeniu Komara. Na część tę mogłem spoglądać z okna mego pokoju w jednym z wieżowców przy ówczesnej ulicy Armii Czerwonej.


część prawobrzeżna z widocznym wiaduktem kolejowym


część lewobrzeżna

Najciekawszy wydawał mi się wtedy budynek XVIII-wiecznego spichlerza. Niestety był niedostępny. Dopiero, gdy na stałe wyjechałem z Gorzowa otworzono w nim muzeum. Byłem nawet na kilku wystawach, z których zapisała się w mej pamięci ta poświęcona ikonom, jeszcze przed powstaniem Muzeum Ikon w Supraślu.


Z okna pokoju mogłem wpatrywać się również w wieżę "kościoła za Wartą", jak go wtedy nazywałem. Wtedy zupełnie nie podobała mi się jego bryła. Z jednej strony tajemnicza, z drugiej bardzo surowa, wręcz nieludzka, pozbawiona ciepłych akcentów.

Później kościół ten został przeze mnie oswojony. Zostałem w nim po raz pierwszy ojcem chrzestnym, równolegle w czasach uczęszczania do drugiego ogólniaka zdarzało mi się bywać tam na rekolekcjach.

Dziś uważam, że ma on bardzo ciekawą architekturę. Został zbudowany w latach 1928-1930 jako kościół Marcina Lutra w miejscu wcześniejszego, pochodzącego z roku 1360 kościoła św. Jerzego. Zaprojektował go berliński architekt Kurt Steinberg. Bryła składa się z klinkierowej rotundy z ażurową wieżą zwieńczoną krzyżem. To ta wieża zawsze sprawiała na mnie w dzieciństwie to niekorzystne wrażenie.



Podczas ostatniego pobytu w Gorzowie, miałem trochę czasu na spacer dawnymi ścieżkami Zawarcia i Zakanala. Zacząłem właśnie od budynku kościoła. Później mijałem ogólniak, do którego uczęszczał jeszcze mój ojciec, jego siostra i kuzynki. Tak więc, mimo, że rodzina moja w Gorzowie nie mieszka długo, w szkole tej uczyły się już dwa kolejne pokolenia. Po mnie skończyła ten ogólniak siostra. Ale zanim minąłem budynek dawnej szkoły, po drodze był internat, gdzie rządziła pani Hładka. Gdy zostawaliśmy po lekcjach, aby pograć w piłkę na boisku, zachodziliśmy później do internatu. Tam w stołówce zawsze zostawały nadmiarowe kotlety, makarony i inne specjały, które po godzinach głodni zajadaliśmy. Szkołę średnią wspominam bardzo dobrze. Dziś, gdy przyjeżdżam czasami do Gorzowa, o tym jak dużo czasu minęło od matury, świadczą napotykane na cmentarzu przy Żwirowej nagrobki dawnych belfrów.

Bonifacy Suchecki uczył fizyki, gdy do ogólniaka chodził mój ojciec. Mi się też udało załapać na lekcje u tego spokojnego, ciekawie nauczającego nauczyciela. Chyba nie uczył nas do  końca, odszedł na emeryturę. Zapamiętałem go najbardziej ze stopnia, który mi postawił ze sprawdzianu. Przyszedłem wtedy do szkoły po dwutygodniowej prawie przerwie, gdy wróciłem z turnieju szachowego w Rewalu. A tu poniedziałek i sprawdzian. Zapytałem, czy mogę pisać w innym terminie, bo nie miałem jak się przygotować. Usłyszałem, że nie. Na to ja, że nie będę pisał. Wtedy profesor: -To dostaniesz "0" i będzie się liczyło do średniej.

I rzeczywiście, oddałem pustą kartkę, na której dostałem to zero. Później był któryś kolejny sprawdzian ze sprawności silników, czy coś w ten deseń. Oddałem kartkę po 15 minutach ze wszystkimi zadaniami rozwiązanymi wzorowo. Dostałem 5+, w czasach, gdy nie było ocen celujących. Ale ze stopni na koniec wychodziła mi przez to zero czwórka i taki też stopień dostałem na świadectwie. Zaimponował mi wtedy profesor Suchecki stanowczością.


Na cmentarzu przy Żwirowej natknąłem się również na nagrobek pani profesor od biologii - Jolanty Popławskiej. Była kosą. Piątka u niej to była piątka - trzeba było się solidnie nauczyć. Nie raz słyszałem jej słynne: "-Ty masz łeb, czy kalarepę?", albo "Miałeś być orłem, a zostałeś kurą" podczas odpowiedzi. Tylko rok nas uczyła i odeszła na emeryturę. Sprawiedliwie oceniała i miała opinię dobrze przygotowującej nauczycielki, jeśli ktoś marzył o studiach medycznych, czy innych związanych z biologią. Wspominam ją i jej powiedzonka z sentymentem.


Wracając zaś do spaceru - gdy minąłem ogólniak, poszedłem w kierunku kanału Ulgi. Kiedyś jeszcze przed mostem nad kanałem po lewej stał budynek restauracji "Podmiejskiej". Raz wracając z działki wstąpił tam ze mną ojciec. Wtedy chyba po raz pierwszy doświadczyłem, jak to jest jeść poza domem i że nie ma to jak zjeść jednak w domu obiad.

Zaraz za kanałem przy wjeździe w Kobylogórską stoi transformator, ten sam, który pamiętam z dzieciństwa, jako taki punkt orientacyjny.


Gdy chodziłem do podstawówki miałem w domu akwarium, które traktowałem dość eksperymentalnie. Nie raz przywoziłem znad kanału cierniki, różanki, zdarzył się i mały kiełbik oraz narybek szczupaka. W okolicach zaś roszarni obficie roiła się w wodzie rozwielitka, którą jako pokarm dla rybek przywoziliśmy z kolegami.

W czasie matury, nad kanał Ulgi chodziłem na pierwsze randki, które smakowały w niezapomniany sposób.
 

Wzdłuż kanału Ulgi poszedłem Wałem Długim, a następnie Wałem Śluzy w kierunku koryta Starej Warty. Ta część Gorzowa wydaje się jakby odcięta od świata. Na horyzoncie widać zabudowania prawobrzeżnej części Gorzowa, pełnego miejskiego gwaru. Tu czas jakby się zatrzymał w innej epoce. Pojedyncze osoby przejeżdżające na rowerze, gdzieś tam w dali pan z psem, ruiny zabudowań, pasące się krowy i konie oraz tak charakterystyczne dla nadwarciańskiego krajobrazu wierzby. Gdzieniegdzie zobaczyć można jeszcze zabudowania sprzed wojny.





 Moim celem stare koryto Warty, gdzie ojciec zabrał mnie na ryby, gdy miałem 4 lata


Tak to miejsce dziś wygląda. Z dzieciństwa został mi w głowie obraz zatoczki, do której można było wejść w kaloszach oraz drzewa rosnącego obok.