piątek, 12 lipca 2013

Siedlików i Ostrzeszów

Moje wrażenia z wielokrotnych podróży po Polsce centralnej (szeroko rozumianej) są następujące: teren płaski, drogi gorsze (poza autostradami i ekspresówkami), lokali gastronomicznych niewiele, w architekturze dominuje socjalistyczna kostka polska, jak ją określają w katalogach architektonicznych na Zachodzie. Oczywiście generalizuję, ale ogólne wrażenie mam takie, że jest to nudniejsza część Polski. Wjeżdżając z dróg centralnych na drogi wiodące na Podlasie, czy do Ziemi Lubuskiej, mijamy zatrzęsienie lasów, jezior (jak na Ziemi Lubuskiej), miejscowości z ciekawą architekturą (drewnianą, jak na wschodzie, czy poniemiecką murowaną, jak na zachodzie). Podobne wrażenia miałem przez większą część trasy po zjeździe z autostrady A2 na Poddębice, jadąc do Siedlikowa położonego w południowej Wielkopolsce. Tuż jednak przed sąsiadującym z Siedlikowem Przedborowem zaczęły się malownicze lasy, a gdy się skończyły zobaczyłem zieloną tablicę z napisem Siedlików.

Sam Siedlików nie wyróżnia się niczym szczególnym. Ot typowa, nieciekawa wioska leżąca przy drodze Mikstat-Ostrzeszów. Dla mijających wioskę nic nie wskazuje na to, że posiada metrykę XIII-wieczną. Nic lub prawie nic, gdyż w centralnej części wsi po prawej stronie mija się niepozorny, sczerniały z upływu czasu drewniany kościółek pw. św. Andrzeja Apostoła.

Pierwsze wzmianki o istniejącym w Siedlikowie kościele pochodzą z roku 1310 z Xięgi Fundacji Biskupstwa Wrocławskiego. Mowa jest tam o gruncie we wsi Siedlików, przeznaczonym na utrzymanie kościoła filialnego i na wynagrodzenie dla proboszcza ostrzeszowskiego za odprawianie w nim nabożeństwa. Durgi kościół został ufundowany w miejscu pierwszego w XVI wieku. Obecny, z drzewa modrzewiowego ufundowany został w 1778 roku przez mieszkańców wsi, gdyż poprzedni groził zawaleniem. We wnętrzu kościoła, czego nie udało mi się zobaczyć, znajdują się trzy nadstawy ołtarzowe w stylu barokowo-ludowym. Jedna z nich w ołtarzu głównym z podobizną św. Andrzeja pochodzi z XVII wieku.






W Siedlikowie trafiłem na jedyną kwaterę agroturystyczną w przysiółku Jaźwiny, czy też hubie Jaźwiny, jak go zwie Marian Pilot. Zostałem przyjęty iście po królewsku swojskimi przepysznymi chlebem, serem białym i żółtym, pogawędziłem o lokalnych sprawach z właścicielką gospodarstwa i ruszyłem do Ostrzeszowa.

W Ostrzeszowie, malutkim miasteczku na południe od Siedlikowa przede wszystkim interesował mnie kościół pw. Wniebowzięcia NMP. Piękny XIV-wieczny kościółek gotycki sąsiaduje z drewnianą dzwonnicą, pomnikiem katyńskim (jedna część poświęcona zmarłym lecącym do Smoleńska na uroczystości katyńskie) oraz pomnikiem wystawionym św. Tadeuszowi Judzie, w podzięce za uwolnienie z obozów koncentracyjnych i więzień. Nad jednym z wejść do kościoła kolorowa figura św. Floriana. Ostrzeszów posiada malowniczy ryneczek, a moja wyprawa do tego miasteczka była jeszcze owocna z innego powodu. Kupiłem poszukiwaną lata całe książkę Artura Rhode "Wspomnienia ostrzeszowskiego pastora".



Siedlików i Ostrzeszów wiąże osoba mojej prababci Józefy z Uzarków, a także jedna z najtrudniejszych zagadek genealogicznych, która na razie wymyka się skutecznie próbom jej rozwikłania, związana z Balbiną Kaczmarek moją praprababcią. Jest prawdopodobne, że mieszkała w Siedlikowie i mogła uczęszczać do kościoła filialnego pw. św. Andrzeja. Józefa zaś, jej córka, ochrzczona została właśnie w ostrzeszowskiej świątyni. A oto co dotychczas ustaliłem w sprawie Balbiny:

1. 11 sierpnia 1884 roku w księgach stanu cywilnego parafii rzymskokatolickiej w Ostrzeszowie natknąłem się na akt chrztu Marianny Kaczmarek, córki Balbiny Kaczmarek, zamieszkałej we wsi Niedźwiedź. Marianna została ochrzczona 17 sierpnia tegoż roku, a rodzicami chrzestnymi byli Marcin Błoch i Barbara o nieczytelnym dla mnie nazwisku. Brak wzmianki o ojcu Marianny.

2. W tychże samych księgach, co wyżej, znajduje się zapis o chrzcie mojej prababci Józefy, córki Balbiny Kaczmarek, zamieszkałej w Siedlikowie. Józefa urodziła się 9 marca 1888 roku, a został ochrzczona 2 dni później. Rodzicami chrzestnymi byli Jan Smolarz i Józefa Kaczmarek. Brak wzmianki o ojcu Józefy. Czy chodzi o tę samą Balbinę, która cztery lata wcześniej urodziła Mariannę, można tylko spekulować.

3. Józefa Kaczmarek (prababcia) od pewnego czasu zaczęła używać nazwiska panieńskiego Uzarek. Pierwsza taka wzmianka pochodzi z aktu zgonu żniwiarza Marcina Uzarka, zmarłego 7 maja 1909 roku w Buchow Carpsow koło Berlina. W akcie zgonu jako świadek występuje Józefa Uzareck, żniwiarka. Czyżby już wtedy została uznana za córkę Marcina? A może już wtedy Marcin i Balbina byli małżeństwem? W księgach zaślubionych parafii ostrzeszowskiej, pokrywających lata 1850-1889 nie znalazłem aktu ich ślubu.

4. Metryka ślubu Józefy i Aleksandra Kurosińskiego którą otrzymałem ze Standesamt w Bottrop, dokumentuje małżeństwo zawarte przed urzędnikiem stanu cywilnego 25 stycznia 1913 roku. Józefa występuje w nim pod nazwiskiem panieńskim Uzarek. Jest również informacja o jej rodzicach: Marcinie Uzarku, robotniku dniówkowym, zmarłym w Priort w Brandenburgii (Buchow Carpson i Priort leżą niedaleko od siebie) i jego żonie Balbinie Kaczmarek zamieszkałej w Horst-Emscher. Jest to pierwszy dokument, jaki znam, określający Balbinę, jako żonę Marcina Uzarka.

5. Metryka ślubu Józefy i Aleksandra Kurosińskiego, zawartego w kościele rzymskokatolickim pw. św. Cyriaka w Bottrop 2 dni później, 27 stycznia 1913 roku wymienia Józefę wciąż pod panieńskim nazwiskiem Kaczmarek. W rubryce rodzice podane jest tylko nazwisko Kaczmarek, imiona Balbiny i Marcina w nim nie figurują.

6. Metryka ślubu Józefy, wdowy po Aleksandrze Kurosińskim i mego pradziadka Józefa Paczkowskiego, zawartego w Bottrop przed urzędnikiem stanu cywilnego 8 sierpnia 1914 roku wymienia rodziców Józefy: Marcina Uzarka, robotnika dniówkowego, zmarłego w Priort w Brandenburgii i jego żonę Balbinę Kaczmarek, zamieszkałą w Bottrop.

Wynikałoby z powyższych dokumentów, że Marcin i Balbina wzięli ślub. Czy było to w Ostrzeszowie, po roku 1889, czy też w jednym z niemieckich miast, gdzie wyemigrowali, pozostaje zagadką. Podobnie jak losy Balbiny po roku 1914.

1 komentarz:

  1. Odnośnie Twoich spostrzeżeń dotyczących centralnej Polski, mam podobne odczucia. Podczas niedawnej podróży przez wspomniane tereny towarzysząca mi przyjaciółka i ja doszłyśmy do zgodnego wniosku, że wygląda na to, iż stolica przez lata (wieki) wyssała prawie wszystkie soki z otaczających ją ziem...

    OdpowiedzUsuń