środa, 22 sierpnia 2018

Ciasne, marzec 1888

Ciasne - mała wieś puszczańska leżąca nieopodal drogi Białystok - Supraśl. Historycznie należała do klucza karakulskiego, który w latach 20-ych XVI wieku nabył od braci Jundziłłowiczów Aleksander Chodkiewicz. Przez wieś przepływa rzeczka Pilnica, stanowiąca wówczas granicę pomiędzy częścią puszczy należącą do klasztoru supraskiego, a kluczem karakulskim. Dziś wieś malowniczo położona na uboczu wśród lasów Puszczy Knyszyńskiej stała się podmiejską sypialnią Białegostoku z nowo pobudowanymi domami. Gdy moja córka była dużo młodsza woziłem ją przez jakiś czas do Ciasnego w soboty na kursy krawieckie, gdzie mogła wyżywać się w wyszywaniu ubranek dla lalek. Z tamtego dawnego czasu znalazłem takie oto zdjęcie.


Ale w Ciasnem nie zawsze było sielsko, anielsko. O prawdziwej masakrze, którą zgotował mieszkańcom wsi sąsiad raportował ogólnopolski tygodnik Gazeta Świąteczna, wydawany w Warszawie w latach 1881-1939, a założony przez Kazimierza Prószyńskiego. Jako, że jestem w trakcie lektury (i pod wpływem) bardzo dobrze zapowiadającej się książki "Tajemnice przodków. Ukryty przekaz rodzinny" napisanej przez Anne Ancelin Schützenberger zastanawia mnie, czy wydarzenie, które rozegrało się we wsi w marcu 1888 roku pozostawiło jakiś ślad w pamięci zbiorowej, czy mieszkańcy Ciasnego słyszeli bądź zasłyszeli o nim w opowieściach rodzinnych.

Gazeta Świąteczna, nr 13 z 1888 roku.

"Szaleniec"

"W zaprzeszłym tygodniu straszne rzeczy działy się we wsi zwanej Ciasne, pod Supraślem niedaleko od Białegostoku (w gub. Grodzieńskiej). Właścicielem pobliskiego folwarku i młyna w Kumosach był Mateusz Rybakowicz, człowiek już niemłody, ale niezmiernie gwałtowny i kłótliwy. Już oddawna wiedzieli o jego usposobieniu sąsiedzi i znajomi. Przed laty dwudziestu-sześciu w zapale gniewu zabił on stróża, za co przesiedział dwa lata w więzieniu karnem. Później, będąc zagranicą, w Rumunii, dwa razy się pojedynkował i w obu wypadkach pozbawił życia swych przeciwników. Zamieszkawszy znów w domu, żył samotnie, unikał towarzystwa i zawzięcie procesował się z sąsiadami o granice swej posiadłości. Podczas jednego z takich procesów, parę miesięcy temu, za przejście jakoby za most graniczny, napadł na gajowego lasów Deulidzkich i w szalonym gniewie zastrzelił go z rewolweru. Poszedł za to pod sąd i skazany został na karę. Służyło mu jednak prawo apelacji do wyższego sądu, więc po wyroku mógł jeszcze mieszkać czas jakiś w domu. Korzystając z tego, postanowił zemścić się na tych, którzy w sądzie przeciw niemu świadczyli. Byli to włościanie z Ciasnego. We czwartek dnia 8-go marca Rybakowicz, wstawszy raniutko, uzbrojił się w strzelbę, rewolwer, długi nóż, butelkę z naftą, i pojechał konno do tej wioski. Przybywszy tam, podpala najpierw jedną chałupę. Zrobił się gwałt we wsi, mieszkańcy zbiegli się do ognia. Aż tu na drugim końcu wsi wybucha nowy pożar. Część ludzi śpieszy w tę stronę na ratunek. Wtem spostrzegają Rybakowicza, który inne budowle podpala. Już kilka domów w różnych częściach wioski stanęło w ogniu. Rzucili się ludzie ku podpalaczowi, a on zaczyna do nich strzelać. Kładzie trupem jednego, drugiego, trzeciego, a czwartego ciężko ranił. Nakoniec, dokonawszy tej strasznej zbrodni, sam wskoczył w palący się budynek i zginął w płomieniach.

Sądny to był dzień dla wioski. Mieszkańców jej kilku padło z ręki szalonego zbrodniarza, innym ogień zabierał mienie. Spaliło się 9 budowli, a w nich różne zapasy, bydło i owce.

I cóż o tej zbrodni myśleć? Chyba to, iż jej sprawca był już oddawna warjatem, szaleńcem. Bo trudno przypuścić, żeby i najgorszy lecz zdrowy na umyśle człowiek mógł coś podobnego jak Rybakowicz popełnić.

Ale do szaleństwa mogła przyłączyć się i druga przyczyna zbrodni, o której pisze do nas czytelnik Gazety F. R. z Supraśla: oto brak pobożności, brak bojaźni Bożej i opieki religijnej w parafii."



Ślady zbrodni, jaka się dokonała 8 marca 1888 roku w Ciasnem można odnaleźć w księgach zgonów z roku 1888 parafii rzymskokatolickiej w Białymstoku. Pod numerem 60 zapisano akt zgonu 40-letniego Ludwika Olki, syna Juliana Olki, chłopa pochodzącego ze wsi Biernacki Most w powiecie prużańskim, który zginął 25 lutego 1888 roku (według kalendarza juliańskiego) we wsi Ciasne od strzału Mateusza Rybakowicza. Pozostawił żonę Martynę Olkę z Makarskich, synów Piotra, Franciszka, Juliana i córkę Stefanię. 27 lutego 1888 roku został pochowany na parafialnym cmentarzu przez księdza Szwarca.

Pod numerem 61 zapisano akt zgonu sprawcy zbrodni, Mateusza Rybakowicza, mieszczanina wasilkowskiego, wieku około 50 lat, który w dniu 27 lutego po zastrzeleniu 3 włościan zmarł w płonącej stodole od odniesionych ran. Pochowany został przez starostę wsi Ciasne na cmentarzu parafialnym, który wówczas znajdował się na wzgórzu świętego Rocha w Białymstoku.

W księdze zmarłych parafii rzymskokatolickiej w Białymstoku nie odnalazłem aktów zgonu pozostałych dwóch ofiar zbrodni. Być może zostali zapisani w księdze zgonów parafii prawosławnej w Dojlidach, do której należała wówczas wieś Ciasne.

Przy pisaniu paru słów dotyczących historii wsi Ciasne korzystałem z artykułu Józefa Maroszka "Wokół najstarszych dziejów dóbr białostockich. Falsyfikat sobolewski z 1480 r.", Białostocczyzna, nr 25 z 1992 roku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz