piątek, 10 października 2014

Kirkut w Kolnie

Miałem okazję ostatnio parę razy trafić do Kolna, małego miasteczka położonego około 20 km na północny wschód od Łomży. Niczym szczególnym nie wyróżniające się. W centrum, w rynku park z pomnikiem. W północnej pierzei rynku sklep spożywczy BiT, czyli Blisko i Tanio. W pobliskim hotelu restauracja otwarta dopiero od godziny 11.00. W poszukiwaniu miejsca, gdzie mógłbym napić się kawy trafiam do innego hotelu, mieszczącego się w budynku dawnej synagogi. Bożnica wybudowana była w tym miejscu w wieku XIX, w czasie II wojny światowej zniszczona. Po wojnie za PRLu mieścił się w niej dom towarowy. Hotel z zewnątrz sprawia wrażenie zadbanego. Przy ścianie wejściowej klomby w drewnianych beczkach, w oknach pokojowych kwiaty. Kolorowo, schludnie, przyjemnie. W środku, gdy piję kawę, spoglądają na mnie ze ściennych portretów Żydzi liczący monety. Przyznam, że nie rozumiem tej mody. Wnętrze dawnej synagogi przyozdobione portretami lichwiarzy żydowskich?

Przy głównej ulicy miasteczka spogląda na mnie podobizna Wincentego Witosa z tablicy umieszczonej na ścianie siedziby Polskiego Stronnictwa Ludowego. Ciekawe co powiedziałby na patronowanie dzisiejszej partii, spadkobierczyni PRLowskiego ZSLu? Nieopodal po tej samej stronie ulicy skromna piekarnia. Ale drożdżówki z prawdziwym dżemem i kruszonką pierwsza klasa! Kościół świętej Anny wybudowany według projektu Piotra Aignera, znanego choćby z puławskich realizacji architektonicznych, czy też kościoła św. Aleksandra w Suwałkach, leży nieco na uboczu. Przed kościołem pomnik poświęcony ofiarom katastrofy smoleńskiej. Nieopodal sklep wędkarski, pizzernia Gruby Benek i ... dość sennie oraz spokojnie.

A przecież stąd właśnie mógł pochodzić nasz polski odkrywca Ameryki - Jan z Kolna. Jak pisał Waldemar Łysiak w doskonałym "Asfaltowym saloonie":

"W początkach lat siedemdziesiątych radziecki miesięcznik popularnonaukowy "Znanie-Siła" w artykule pod tytułem "Jeszcze jeden Kolumb" opublikował ustalenia J. Sielikowa. Przebadawszy nieznane źródła angielskie i duńskie Rosjanin nie tylko potwierdził, że Jan z Kolna, najpierw kaper gdański, a później sługa króla Chrystiana, dotarł do Ameryki odkrywając Cieśninę Trzech Braci (Cieśnina Davisa), lecz także wysunął hipotezę, iż Kolumb był uczestnikiem tego rejsu i podwładnym Polaka. Jest to bardzo możliwe, gdyż lata 1470-77 to niemal biała plama w życiorysie Kolumba, zachowały się natomiast niejasne wzmianki o jego arktycznej podróży w owym czasie.
Mniej więcej w tym samym okresie, co Sielikow, a zupełnie niezależnie od Rosjanina, do identycznych (!) wniosków doszedł - badając m.in. stare zapiski skandynawskie - profesor Tadeusz Kowaleczko z Uniwersytetu w Santiago de Chile.  Jako pierwszy podał on, że polski żeglarz, Johannes Scolvus, w młodości studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim! Zachęcony przez Stefana Bratkowskiego, przejrzałem spis studentów najstarszej polskiej uczelni, by sprawdzić tę sensacyjną informację. I znalazłem! Johannes de Colno rozpoczął studia w Krakowie na semestrze letnim Anno Domini 1455! Z tym większym zaufaniem podszedłem do kolejnych rewelacji profesora Kowaleczki. Według niego Jan z Kolna jako marynarz króla Christiana I dotarł do Ameryki dwukrotnie, w latach 1471 i 1476, i mieszkał przez cztery lata na terenie między dzisiejszymi Nowym Jorkiem i Bostonem. Podczas tej drugiej wyprawy płynął w towarzystwie okrętu Portugalczyka, Joao Cortereala, swego - jak się okazało - wroga, sprzymierzonego z synem Scolvusa znajdującym się pod wpływem żony, Niemki. Z Ameryki powrócił ciężko chory i dostał się pod opiekę Kolumba, któremu przed śmiercią (około roku 1484) przekazał bezcenne informacje."

Jak tam było, tak było. Faktem jest, że Kolno zbyt mizernie, moim zdaniem, chwali się sławnym domniemanym przodkiem. Jedna ulica Jana z Kolna to zbyt mało. A przecież kolnianie potrafią, o czym świadczyć może największa obecnie elektrownia słoneczna w Polsce, która niedługo pewnie zostanie uruchomiona.

Wróćmy jednak na chwilę do parku w rynku, gdzie dziś stoi pomnik upamiętniający odzyskanie przez Polskę niepodległości w 1918 roku. Podczas pierwszej okupacji sowieckiej na ówczesnym placu targowym w miejscu tym został postawiony pomnik Lenina. Jednak już wkrótce rozpoczęła się wojna niemiecko-radziecka i do Kolna weszli Niemcy. 5 lipca 1941 roku ludność żydowska została stłoczona wokół pomnika Lenina. Żydzi bici i katowani zostali zmuszeni do rozbicia statuy. Gruzy załadowano na wozy i przewieziono na cmentarz żydowski. Pod gruzami pochowano kilku Żydów, którzy zginęli w czasie akcji.

Sam kirkut powstał po 1817 roku, gdy władze wydały zgodę na jego założenie. Wcześniej społeczność żydowska Kolna chowała zmarłych w Łomży i Sniadowie. W trakcie okupacji niemieckiej rozpoczęła się dwastacja cmentarza, która trwała przez cały okres PRLu. W roku 2005 cmentarz został uporządkowany. Odwiedziłem to leżące na peryferiach miasteczka miejsce, niedaleko bloków i Biedronki.  Przedstawia podobnie smutny widok co niszczejące kirkuty w Krynkach, Tykocinie i Zambrowie. Większość nielicznych kamieni nagrobnych pokrywają porosty. Na niektórych widać artystyczne motywy sepulkralne, charakterystyczne dla judaizmu.

 



















4 komentarze:

  1. Żydzi kolneńscy przed wojną stanowili 2/3 wszystkich mieszkańców miasteczka.Jakoś nie dziwi mnie fakt, że nikt nie chce tu o nich pamiętać, skoro ich domy zajęli dawni sąsiedzi o nie zawsze czystych sumieniach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahahaha. Kon by sie usmial. Polakom to mozna zawsze morde oszczerstwami osmarowac. Moze to polscy nazisci byli????

      Usuń
    2. Podczas II wojny światowej, w czasie okupacji radzieckiej, wielu Żydów padło ofiarą wywózek. W lipcu 1941 r. do Kolna wkroczyły wojska niemieckie. Specjalna niemiecka grupa egzekucyjna dokonała wówczas pierwszego pogromu. Według The Encyclopedia of Jewish Life Before and During the Holocaust, 4 lipca „tłum Polaków”( w różnych źródłach podawano mieszkańców Zabiela i Czerwonego) zamordował 37 Żydów, gwałcąc kobiety i rabując żydowską własność. 15 lipca 1941 r. Niemcy rozstrzelali żydowskich mężczyzn z miasteczka. 18 lipca 1941 r. wyprowadzili wszystkie żydowskie kobiety i dzieci do wioski Mściwuje. W tym miejscach dokonywano masowych egzekucji Żydów, których zginęło ponad 2 tysiąc.
      Nie chcemy o tym mówić poniewarz nasi dziadkowie mają krew na rękach a my sami niejednokrotnie" dziedziczymy" skradzioną własność.

      Usuń
  2. Polecam gorąco książkę dr Ewy Kurek "Poza granicą solidarności". Trochę to przykre, bo z powyższego komentarza wynika, że Polacy to podczas wojny świetnie na niej wyszli...A na pewno tak nie było!!!

    OdpowiedzUsuń