wtorek, 19 sierpnia 2014

Pula

Zdarzało się podczas dwutygodniowego pobytu Chorwacji, że pogoda niekoniecznie zachęcała do wylegiwania się na plażach Kamenjaka. Temperatura spadła w okolice 20-25 stopni Celsjusza, a niebo pokryło się chmurami. Takiego właśnie dnia wybraliśmy się do dwóch niezbyt odległych miast.

Pula (wł. Pola) to dość duży ośrodek miejski, liczący ponad 80 tysięcy mieszkańców, największy na półwyspie Istria i o dość bogatej historii. W II wieku po Chrystusie starą osadę iliryjską zdobyli Rzymianie. W kolejnym stuleciu u stóp jednego ze wzgórz, na których położona jest dzisiejsza Pula, powstała osada i obóz wojenny Colonie Julia Pollentia Herculanea. Później, aż do V wieku Pula zwana wówczas Pietas Julia była dobrze prosperującą, jedną z największych (30 tysięcy mieszkańców) rzymskich prowincji w północnej części Adriatyku. Po upadku cesarstwa rzymskiego znajdowała się w rękach Gotów, Bizancjum, nieodległej Rawennny i państwa Franków. Od 1331 roku, aż do 1797 stało się posiadłością Wenecji. Później, z krótką przerwą związaną ze zwycięstwami na kontynencie europejskim armii Napoleona Bonaparte, znalazła się w monarchii austro-węgierskiej. W drugiej połowie XIX wieku stała się ważnym punktem obronnym o czym świadczy do dziś zachowany fort Verudela. Po pierwszej wojnie światowej podobnie, jak cały półwysep Istria, Pula znalazła się w państwie włoskim, co skończyło się po II wojnie światowej dwuletnim zarządem angielsko-amerykańskim. Dopiero w 1947 roku została włączona do Jugosławii.

Interesowały mnie zwłaszcza pozostałości po czasach rzymskich, których w Puli przetrwało niemało. Już na peryferiach miasta, natknęliśmy się na zwiększony ruch samochodów. Gorsza pogoda wygnała do miasta wielu podobnych nam turystów. Udało się jednak znaleźć miejsca parkingowe przy samym amfiteatrze. Jest to najokazalszy zabytek Puli, wzniesiony w I w n.e. przez cesarza Wespazjana. Ten założyciel dynastii Flawiuszów panujący przez 10 lat od roku 69 charakteryzował się niezłym poczuciem humoru. Do swego syna Domicjana, który pod jego nieobecność swobodnie rządził cesarstwem napisał w liście: "Dziękuję ci, synu, że pozwalasz mi rządzić i jeszcze nie pozbawiłeś władzy." On też był pomysłodawcą rzymskiego Koloseum i nie tylko Koloseum, skoro z jego inicjatywy został wzniesiony podobny amfiteatr w Puli. Muszę powiedzieć, że mury budowli przed którą zatrzymaliśmy się wyglądają naprawdę majestatycznie. Trudno jednak oglądając je w dzisiejszej scenerii, w otoczeniu bardziej współczesnych budynków, wyobrazić sobie krwawe walki gladiatorów, wyścigi konnych zaprzęgów, czy mordowanie chrześcijan przy aplauzie tłumów. Natknęliśmy się tu na sporo turystów, grup zorganizowanych prowadzonych przez przewodników, a także tych, którzy przyjechali na 61. pulsko-filmski festiwal, o którym trudno nie usłyszeć, widząc w całym mieście plakaty reklamujące repertuar kinowy, czy też słuchając lokalnego Radio Pula (całkiem niezłego moim zdaniem). Poza festiwalem filmowym arena amfiteatru nie raz była też świadkiem koncertów prawdziwych sław muzycznych nie wyłączając Stinga czy Placido Domingo.



Po obejrzeniu amfiteatru, sesjach zdjęciowych (każdy chciał mieć zdjęcie na tle murów sprzed 2000 lat) ruszyliśmy dalej. Aby zachęcić nasze młode towarzystwo do dalszego spaceru w odnajdywaniu pamiątek rzymskich poszliśmy na lody. Jedna kuglica (gałka) kosztowała 7 kun. Lody w Chorwacji może nie są lepsze niż gdzie indziej, za to ich rozmiary są imponujące. Jedna gałka dokładana jest kilkakrotnie i zwyczaj ten widzieliśmy nie tylko w Puli. Dzieci w każdym razie były usatysfakcjonowane i raźno ruszyliśmy dalej.

W niedużej odległości od murów amfiteatru znajduje się podwójna brama Porta Gemina zbudowana w połowie II wieku. Wiodły przez nią droga do teatru rzymskiego i trakt strategiczny. W przedłużeniu ulicy, przy której stoi brama, widać resztki rzymskich i weneckich murów obronnych wieńczonych starożytnymi statuami.



Od Porta Gemina jest dosłownie parę kroków do bramy Herkulesa (Porta Herculae) z I wieku n.e. Brama zwieńczona jest słabo widocznym wizerunkiem mężczyzny z kędzierzawą głową, brodą i maczugą, który przedstawia Herkulesa, notabene patrona Puli.



Największe wrażenie zrobił na mnie jednak, stojący pośrodku otwartego, zatłoczonego placu Portarata w otoczeniu kamienic o nieco weneckim rysie, Łuk Triumfalny Sergiusza wystawiony w roku 27 p.n.e. przez Salwię Postumę z rodu rzymskich Sergiuszy na cześć zmarłych członków rodziny: męża Lucjusza Sergiusza, trybuna 29-go legionu, teścia oraz wuja męża. Może mój zachwyt spowodowało też sąsiedztwo kamienicy w kolorze żółtym,w której w latach 1904-1905 mieszkał James Joyce, pracujący w Puli jako nauczyciel języka angielskiego. Zaczytywałem się niegdyś, w okresie młodzieńczym, w literaturze irlandzkiej; w dziełach Becketta i Joyce'a, którego "Portret artysty z czasów młodości" z trudnością skończyłem. Nie dlatego, że zła to literatura jest dość trudna, wymagająca skupienia. Na jednym placu spotkały się trzy światy: rzymska kolebka wspólczesnej cywilizacji, jeden z prekursorów wspólczesnej literatury światowej i dzisiejsza Chorwacja pełna turystów z różnych stron świata.



Lody lodami, ale myślę, że trudno byłoby zachwycać się pulskimi pamiątkami przeszłości, w towarzystwie niezbyt zainteresowanych nimi najmłodszych, gdyby celem naszej wędrówki nie był targ przy ulicy Flanatička. Wybraliśmy się tam, aby nabyć kilka kilogramów owoców i warzyw, mając nadzieję (płonną) na świeże figi, na pyszne miody chorwackie o różnych niespotykanych smakach (spełnioną - miód kasztanowy o lekko gorzkim, ale wiele przyjemności obiecującym smaku), a także aby odwiedzić dużych rozmiarów halę rybną. Na targ ten jeszcze wróciliśmy innym razem zaopatrując się w blitvę, czyli burak liściowy, bardzo popularny w Chorwacji, przyrządzając ją z krewetkami. W hali rybnej przeżyliśmy próbę (udaną w 2/3) zjedzenia przez dzieci żywych ostryg serwowanych wprost z muszli. Tam też zaopatrzyliśmy się w świeżą doradę, która usmażona w zaciszu domowym, była prawdziwym rarytasem.



A kolejna notka będzie o równie ciekawym, ale jakże innym istryjskim miasteczku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz