środa, 7 listopada 2012

Dzieje Tykocina piórem księdza Antoniego Kochańskiego

"O Tykocinie i parafii pisał sto lat temu, w r. 1879-tym w "Przeglądzie Katolickim" ks. Stanisław Jamiołkowski, a Jan Jarnutowski w Bibliotece Warszawskiej w t. IV-tym, w r. 1885-tym. Oprócz niego pisali o tej miejscowości w różnych czasopismach naukowych, w wieku 20-tym inni archeologowie i historycy na tematy tykocińskich zabytków architektury, ruin zamku, pobliskiego grodziska, szkolnictwa, itp. Ponieważ wszystkie te publikacje znajdują się w różnych czasopismach naukowych i nie są łatwo dostępne dla wielu miłośników historii Tykocina, dlatego postanowiłem napisać o dawnym Tykocinie specjalną książkę, zarys historyczny parafii tykocińskiej na tle dziejów tej miejscowości, uwzględniający wszystkie dotychczasowe publikacje i uzupełnić je obficie wiadomościami zaczerpniętymi z 9-ciu tomów dawnych ksiąg miejskich tykocińskich z lat 1637-1797, wcale prawie w dawnych monografiach nie wykorzystanych.

Przed drugą wojną światową, w latach 1937-1939 w Archiwum Głównym Akt Dawnych w Warszawie dokonałem licznych odpisów i notatek z powyższych ksiąg miejskich, które podczas drugiej wojny światowej w owym Archiwum uległy zniszczeniu."

Powyższymi słowami zaczyna się książka księdza Antoniego Kochańskiego, zatytułowana "526 lat dziejów miasta Tykocina na tle historii Polski". Ksiądz Antoni Kochański urodził się w roku 1906 na kolonii Lipniki koło Jasionówki, zmarł w Augustowie w roku 1988. W parafii tykocińskiej pracował w latach 1934-1937. Pracę o Tykocinie rozpoczął pisać w roku 1960, a zakończył po 14 latach w Augustowie. Już sam cytat wstępny wskazuje, że znajduje się w niej wiele informacji już dziś nigdzie niedostępnych. Obejmuje czasy od najdawniejszych do zakończenia II wojny światowej. Nie jest pisana językiem łatwym. Czytając ją będziemy notować wzrokiem niemal na bieżąco posiedzenia rady miejskiej, których treść pisana jest językiem suchym i bezbarwnym. Jednocześnie dla miłośników historii Tykocina stanowić będzie doskonały materiał źródłowy dotyczący codziennego życia miasta. Poza posiedzeniami rady miejskiej dowiemy się wiele z historii parafii tykocińskiej oraz klasztoru bernardyńskiego, poznamy uczniów tutejszego seminarium duchownego. Sporo miejsca autor poświęcił również Powstaniu Styczniowemu i uczestnikom tegoż zrywu narodowowyzwoleńczego pochodzącym z terenu parafii. Ja w książce znalazłem także parę interesujących mnie zagadnień.

Jedno z nich dotyczy Białegostoku i jest doskonałym przykładem, jak istotne w historii jest porównywanie informacji między sobą, w tym wypadku informacji powstałych w oparciu o to samo źródło.

W ścianie zewnętrznej kościoła farnego w Białymstoku, najstarszego (XVII-wiecznego) i najwspanialszego zabytku tego miasta znajduje się taka oto tablica:


Została ona wykonana z czarnego marmuru. Pierwotnie umieszczona była wewnątrz świątyni, najprawdopodobniej w prezbiterium. W czasie rozbudowy kościoła na początku XX wieku, kiedy rozebrano prezbiterium, została przeniesiona na zewnętrzną, południową ścianę białego kościoła.

Poświęcona jest Gryzeldzie z Wodyńskich. W pozycji "Białystok. Przewodnik historyczny" Andrzeja Lechowskiego znajduje się taka oto wzmianka o niej:
"Czarna płyta, pocięta według legendy kozackimi szablami w 1659 czy 1660 roku, pochodzi ze zniszczonego wówczas pomnika Gryzeldy Sapieżyny - pasierbicy Wiesołowskich, zmarłej w 1633 roku."
Czytając dzieło księdza Kochańskiego natrafiamy na treść testamentu Aleksandry Wiesiołowskiej z Sobieskich (Tykocin należał do dóbr Wiesiołowskich , podobnie, jak Białystok), spisanego 29 kwietnia 1645 roku. Aleksandra na wstępie nadmienia, aby jej ciało pochować przy ciele "i.m. pana małżonka y dobrodzieia mego y iey mci paniey Gryzelli Wodynskiey Sapieżyny, marszałkowey W.X. Lit. iako niegdy ukochaney córki naszey (...) w kościółku teraz do czasu drewnianym u panien zakonnych świętey Brygidy w Grodnie".
I tu pojawić by się mogła konfuzja. Gryzelda była córką, czy pasierbicą Wiesiołowskich? A może zwrot z testamentu jest li tylko grzecznościowy? Wyjaśnienie znajduje się w doskonałej monografii kościoła farnego i katedry białostockiej (Krzysztof Antoni Jabłoński "Biały i czerwony. Kościoły białostockiej parafii farnej"):

"Wiesiołowscy, jako opiekunowie kościoła białostockiego bardzo sumiennie wywiązywali się ze swej roli. W zamian za to korzystali z przywilejów im przynależnych. w 1633 roku po śmierci Gryzeldy z Wodyńskich, siostrzenicy i zarazem przybranej córki Aleksandry Wiesiołowskiej, ufundowali w kościele tablicę epitafijną."

W trakcie czytania książki zwracałem szczególną uwagę na wzmianki o obiektach dobrze mi znanych. Jednym z nich była cerkiew unicka, przeniesiona później do Sokołów. Oto co o okolicznościach jej przeniesienia pisze, korzystając z artykułu Stanisława Jamiołkowskiego, ksiądz Kochański:

"Ostatnim administratorem tego kościoła unickiego był ks. unicki Stanisław Kurowski, od 25 stycznia 1819 r. Nadał to beneficjum kollator Józef Koncewicz. Ostatni ten ksiądz unicki w Tykocinie umarł już w 1820 r., w kwietniu, a beneficjum to, nieobsadzone na mocy aktu donacji tych dóbr pobazyliańskich z 1742 r. przeszło w posiadanie parafii rzymskokatolickiej w Tykocinie. Ta parafia unicka była wizytowana w XIX w. dwa razy. W 1802 r., dnia 8 lutego wizytował ją unicki ks. dziekan z Białegostoku, a w 1812 r., dnia 20 lutego, wizytator ks. Piotr Kaniewski. Ponieważ unitów wtedy, jak i przedtem w Tykocinie nie było, a po roku 1830 nastąpiła kasata unii na ziemiach przyłączonych do Rosji i to samo groziło w Królestwie Polskim, i była obawa, że ta cerkiew unicka będzie zamieniona na cerkiew prawosławną, ks. proboszcz Nadolski sprzedał ją parafii rzymskokatolickiej w Sokołach z przeznaczeniem na kaplicę tamtejszego cmentarza grzebalnego. W 1834 r., w nocy, z pośpiechem rozebrano ją i przewieziono do Sokół, gdzie dotychczas stoi. Uczyniono to w nocy i z pośpiechem w obawie przed interwencją władz rosyjskich."

Jednym z najciekawszych fragmentów w książce jest ten, dotyczący wydarzeń z 1935 roku, gdy mieszkańcy Tykocina obronili przed aresztowaniem księdza Stanisława Chmielewskiego. Cała sprawa związana była ze szkolnym incydentem po śmierci Józefa Piłsudskiego:

"Zaraz po śmierci marszałka Józefa Piłsudskiego, dnia 14 maja 1935 r., na lekcji religii w klasie 2 Szkoły Powszechnej w Tykocinie doszło do następującego incydentu. Dzieci z tej klasy na polecenie swej wychowawczyni przyniosły do klasy opaski żałobne, które miała im przypiąć do rękawów nauczycielka. Na lekcji religii prowadzonej w tej klasie przez ks. Kochańskiego, dwie dziewczynki odbierały sobie opaskę żałobną. Ksiądz uspokajał je słowami: "Połóż tę szmatkę". Gdy po pewnym czasie te same dziewczynki na nowo bawiły się opaską, ks. Kochański powiedział: "Oddaj tę szmatkę". Dziewczynka przyniosła księdzu opaskę, a ksiądz polecił jej zgłosić się po nią po lekcji religii."

Ksiądz Kochański, wspomniany w powyższym cytacie, to sam autor książki. Dalszy ciąg wyglądał następująco: Wiadomość o incydencie doszła do uszu kierownika szkoły, później została zawiadomiona policja i przybyła, aby aresztować księdza. Doszło do wzburzenia społeczeństwa Tykocina, nastawionego w większości narodowo, opozycyjnie do władzy państwowej. Doszło do zamieszek i tylko przysłowiowa iskra dzieliła zgromadzony tłum od wybuchu. Ja pierwszy raz o tych wydarzeniach przeczytałem studiując jeden z tomów zawierających przedwojenną publicystykę Józefa Mackiewicza. Mam wrażenie, że dziś niewielu mieszkańców Tykocina wie, że podobne zamieszki miały miejsce. Pamiątką po nich jest proporczyk wiszący przy wejściu do kościoła świętej Trójcy.


Po dokładną opowieść co wtedy właściwie się stało odsyłam do relacji z pierwszej ręki w książce.

ks. Antoni Kochański
"526 lat dziejów miasta Tykocina na tle historii Polski"
2010

6 komentarzy:

  1. Czytają powyższy post, przypomniałam wydarzenie z przed lat...
    Będąc gościnnie w uzdrowisku na środkowym Pomorzu przypadkowo nawiązałam rozmowę z miłą ,starszą panią.Okazało się ,pochodzi z Białostocczyzny , z okolic Tykocina, a jej rodowe nazwisko to Kochańska.W wielkim skrócie ,ale też z przejęciem opowiadała o swoich przodkach i terenach gdzie się urodziła. Wspominała tez o ks.Antonim Kochańskim ,który był jej krewnym.Prosiła mnie ,abym odwiedziła miejsce pochówku jej rodziców na cmentarzu w Tykocinie - gdzie sama ,rzadko bywa z racji odległości. Prośby do tej pory nie spełniłam ,ale może kiedyś to zrobię.

    Do polecanej przez Pana książki, nie sięgną wszyscy...ale jadąc w kierunku Warszawy nie można nie zobaczyć Tykocina.Określenie "miasto bajka" oddaje w swej treści uroki tego małego miasteczka.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pani Marzeno,

    Dziękuję bardzo za interesujący komentarz.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo zaciekawił mnie komentarz, w którym opisane zostało spotkanie z Panią o rodowym nazwisku Kochańska. Jestem rodziną Księdza Antoniego i chętnie dowiedziałbym się więcej na temat tej osoby, ze względu na moje zainteresowania genealogią. Kontakt ze mną jest możliwy poprzez serwis wspomnieniowo - genealogiczny Ogrody Wspomnień. Przy okazji gratuluję Panu Danielowi bardzo ciekawej strony :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam! Poszukuję właśnie rodziny ks. Antoniego Kochańskiego. Mieszkam w Tykocinie, z dziada pradziada. Interesuje mnie działalność ks. Kochańskiego w parafii tykocińskiej, który jak wynika z jego książki, napisał też pamiętnik. Tam jest z pewnością więcej ciekawych faktów. Piszę o tamtych czasach i ciekawa jestem, czy ten pamiętnik zachował się w rodzinnych archiwach.

      Usuń
  4. Witam! Właśnie jeszce raz czytam relację ks. Kochańskiego, ponieważ opracowuję informator-przewodnik po Placu Czarnieckiego w Tykocinie. Jestem w posiadaniu zabytkowego domu w rynku, który jest udostepnieny turystom. Jesli jest Pan przewodnikiem to serdecznie zapraszam, zapraszam tez na strone domu:www.placczarnieckiego10.net. Jesli byłby Pan zainteresowany, to powiem wiecej o tym unikalnym obiekcie. Pozdrawiam!

    Maria Markiewicz
    pedziwiatr@wp.pl

    OdpowiedzUsuń