niedziela, 29 października 2017

Stefan Rybi. Uwagi laika na temat malarstwa.

Po jednej stronie ulicy bloki komunalne, tzw. Barszczańska. Po drugiej garaże i mury mozolnie od wielu już lat wznoszonego nowego kościoła. Dalej za nimi teren torowiska, w sensie komunikacyjnym rzeczywista granica oddzielająca południowe Starosielce od Nowego Miasta. Prawdziwym centrum tego miejsca jest pawilon Biedronki. Przyczułki cywilizacji stanowią też salonik prasowy oraz wytwórnia ciast i tortów w pobliżu. W takiej to scenerii stoi dość nietypowa kaplica. Nic w tej prowizorycznej konstrukcji architektonicznej nie jest harmonijne. Ni to magazyn, ni pomieszczenie gospodarcze z dobudowaną drewnianą wieżyczką. Wrażenie tymczasowości potęgują drzwi wejściowe, jakby zapożyczone z osiedlowego sklepu spożywczego. Ale może właśnie dzięki tym dysharmoniom, taki właśnie kościółek pasuje do sąsiedztwa: bloków komunalnych, torowiska i garaży. Współgra z miejscem.


Podobna dysharmonia panuje we wnętrzu kaplicy. Ławki  z odzysku, krzesła takie i owakie, konfesjonały przypominające stylem meble schyłku komuny, na jednej ze ścian ten cukierkowaty, nieco kiczowaty, lecz bardzo popularny jak Polska długa i szeroka obraz Jezusa Miłosiernego, po drugiej stronie ołtarza kopia obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, a także ciekawe, oryginalne, wykonane z metalowych prętów przedstawienia drogi krzyżowej na ścianach bocznych. W prezbiterium zaś obraz z innego świata, nie pasujące do eklektyzmu wnętrza kaplicy przedstawienie Przemienienia Pańskiego.

Przemienienie Pańskie to wydarzenie z życia Jezusa. Zostało opisane w ewangeliach świętego Mateusza, Marka i Łukasza, według których Jezus zabrał trzech swoich uczniów: Piotra, Jakuba i Jana na górę, gdzie ujrzeli go w nieziemskiej chwale rozmawiającego z Mojżeszem i Eliaszem. Nowy Testament został połączony we wspomnianej scenie ze Starym. Papież Kalikst III wprowadził Przemienienie Pańskie do kanonu świąt kościelnych po zwycięstwie wojsk chrześcijańskich z Turkami pod Belgradem w roku 1456. W kościele wschodnim obchodzone było jako święto już w VI wieku. Należy do 12 głównych świąt kościoła prawosławnego.


Na obrazie w centralnym miejscu widać Chrystusa ze złocistą aureolą uniesionego na tle rozświetlonej poświaty. Towarzyszą mu postaci Mojżesza, trzymającego tablice kamienne z dziesięcioma przykazaniami oraz Eliasza, obie w jednolitej przyciemnionej tonacji. Szaty realnych postaci natomiast, czyli uczniów noszą żywe barwy błękitną i karminową.

Miałem przyjemność oglądać niedawno wystawę malarstwa Stefana Rybiego w Operze i Filharmonii Podlaskiej, który jest autorem powyższego obrazu w starosielskiej kaplicy. O ile dość łatwo jest odczytać treść obrazu religijnego malowanego na specjalne zamówienie, jak powyżej, o tyle z malarstwem oglądanym na wystawie miałem problem. Pełno w nim symboliki, jest głęboko intelektualne. Niestety dla kogoś z przysłowiowej ulicy  bez gruntownej wiedzy na temat historii sztuki i nauk pokrewnych jest dość trudne. Czy interesujące? Bardzo. Mógłbym stać i wpatrywać się godzinami w obrazy Rybiego, gdybym tylko miał tyle czasu i zastanawiać się, co też zostało na nich przedstawione. Czy Chrystus ukrzyżowany na maszcie płynącego statku to metafora codziennego towarzyszenia chrześcijaństwa w podróży przez życie? Co dokładnie oznacza scena krzyżowania w kolejnym z dzieł? Obojętność? Czy piętrzące się mury wysokiej budowli i człowiek na schodach oznaczają ucieczkę? Co robi anioł wychodzący z wnętrza kobiecej piersi? Czy to symbol opieki? Wreszcie co symbolizuje anioł na pustej polnej drodze wśród śniegu i lodu? Pytania mógłbym mnożyć. Spójrzcie zresztą sami. Ciekaw jestem jakie są wasze skojarzenia.








Stefan Rybi przyznaje się do nauki kunsztu malarskiego pod okiem Aleksandra Welsa. Fascynacje malarskie odnajduje zaś u malarzy flamandzkich: Pietera Breugela, Vermeera van Delfta. Spoglądając okiem laika na dzieła zawieszone w salce białostockiej Opery i Filharmonii Podlaskiej myślę sobie, że symboliki niełatwej do odczytania nie powstydziłby się sam Hieronim Bosch. Patrząc na wznoszące się ku niebu opuszczone bądź ginące gdzieś za mgłą budowle, rozpadające się fragmenty tkanin, widzę podobieństwo również do malarstwa Zdzisława Beksińskiego, co prawda o wiele bardziej katastroficznego.

Patrząc na niektóre obrazy z elementami pejzażu, mam zaś przed oczami krajobrazy, które widzę jadąc samochodem do Tykocina drogą przez Złotorię i Siekierki. Z pewnością coś jest na rzeczy - autor kawałek dzieciństwa spędził w tej drugiej miejscowości.

A gdyby chcieli Państwo odnaleźć ślady Stefana Rybiego w przestrzeni miejskiej Białegostoku, warto przyjrzeć się niektórym ze sgraffiti w samym centrum, które powstawały w roku 1973 przed finałem ogólnopolskich dożynek i które turystom wydają się czasami dziełami sprzed kilku wieków. Warto również zajść do innego ze starosielskich kościołów, pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny z Guadelupe, w którym możemy podziwiać cały ołtarz główny, który wyszedł spod ręki mistrza.

Janka Werpachowska "Stefan Rybi. Jestem wierny holenderskim mistrzom", Kurier Poranny, 16 stycznia 2012,

Elżbieta  Kozłowska-Świątkowska "Święci Białegostoku", Archidiecezjalne Wydawnictwo św. Jerzego, Białystok, 2012

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz