czwartek, 29 września 2011

W pustelni

Mimo, że jeszcze nie ma południa, żar leje się z nieba. Stoimy przed drewnianą kładką, oślepiającą wzrok odbitym światłem słonecznym. Dookoła nas łąka obramowana lasem widniejącym na horyzoncie. Tam, gdzie kończy się kładka, złoci się kopuła cerkiewki, widać też inne nieliczne zabudowania. Poza tym pusto.

Przed wejściem na kładkę czytamy tablice informacyjne. Za chwilę znajdziemy się na terenie Pustelni św. św. Antoniego i Teodozjusza Kijowsko-Pieczerskich w Odrynkach. Podobno w tym miejscu w 1518 roku, książę Iwan Michaiłowicz Wiśniowiecki znalazł ikonę św. Antoniego Pieczerskiego i zbudował kaplicę na grodzisku "Kudok" nad brzegiem Narwi. W 1574 roku, książę Fiodor Massalski, właściciel Narewki i Lewkowa Starego ufundował prawosławny monaster pw. Wniebowstąpienia Pańskiego. Podobno miejsce to oparło się podpisanej w 1596 roku w Brześciu unii pomiędzy kościołami zachodnim i wschodnim na terenie Rzeczypospolitej.

Czytamy drugą tablicę. Zabrania się wchodzić w nieodpowiednich strojach, wjeżdżania rowerem, wprowadzania zwierząt, nieodpowiedniego i głośnego zachowania, palenia papierosów, zaśmiecania terenu i fotografowania mnichów oraz wnętrz świątyni podczas nabożeństw, używania telefonów i odtwarzaczy muzyki. Zdjęcie robię przed wejściem na kładkę, chowam aparat i wyłączam komórkę. Idziemy.

Trzeba przyznać, że teren jest doskonale zagospodarowany. Ładnie utrzymana roślinność, schludne, choć skromne zabudowania. W pewnym momencie słyszymy wołanie. - Zapraszam na herbatę! To gospodarz tego miejsca. Ubrany w czarną sutannę i kapelusz na głowie, chroniący przed dokuczliwym tego dnia słońcem. Siadamy pod rozłożystym drzewem, obok innych przybyszów do tego miejsca odosobnienia i kontemplacji. Czujemy przyjemny chłodek. "Gościu, siądź pod mym liściem" chciałoby się rzec, mimo, że siedzimy pod dębem. Schłodzona herbata ziołowa wspaniale orzeźwia. Obok na półmiskach leżą ciastka. Gospodarz częstując, zagaduje. Nie wszystko rozumiem. Jestem z zewnątrz, języka tutejszego nie miałem jak przyswoić sobie. Ale samo siedzenie pod drzewem i milczenie jest przyjemne. Popijam herbatę, delektuję się smakiem biszkopta i słucham gwaru niespiesznych rozmów. W pewnym momencie zdaję sobie sprawę, że siedzimy sami, gospodarz odszedł w stronę budynku. Nadszedł czas modlitwy albo osobistej rozmowy. Powoli i my odchodzimy.

2 komentarze:

  1. Modlitwa pustelnika w pewien sposób odmienia takie miejsce, przemienia - można powiedzieć. Tworzy specyficzny mikroklimat, w który po prostu wchodzi się.

    OdpowiedzUsuń
  2. W numerze 22 z roku 1991 czasopisma Białostocczyzna bardzo ciekawy i przekonujący artykuł Józefa Maroszka, pt. "Czy istniał "Monaster Przemienienia Pańskiego w Puszczy Narewskiej"?"

    OdpowiedzUsuń