czwartek, 7 października 2010

Z wizytą u staroobrzędowców w Wodziłkach

Jeden z ostatnich dłuższych wyjazdów tego lata. Suwalski Park Krajobrazowy z niezwykłą, jak na Polskę północną, pofałdowaną rzeźbą terenu, pełną różnorodnych form geologicznych, pochodzących z ostatniego zlodowacenia. W środku parku przycupnęła wieś Wodziłki, założona między 1787, a 1789 rokiem przez rosyjskich staroobrzędowców przybyłych na Suwalszczyznę z Litwy, Kurlandii, Inflant oraz Ukrainy.

***

Historia staroobrzędowców, jako odrębnego od cerkwi prawosławnej odłamu chrześcijaństwa, sięga XVII wieku, okresu panowania drugiego cara z dynastii Romanowów, Aleksego Michajłowicza. Po okresie smuty kolejni władcy dokonywali konsolidacji i wzmacniania rosyjskiego państwa, czego efektem były również zmiany w cerkwi prawosławnej. Carowi oraz patriarsze Nikonowi, przeorowi klasztoru nowospaskiego w Moskwie, pracującemu nad reformami cerkwi od lat 40-ych XVII wieku wraz z innymi duchownymi prawosławnymi zgrupowanymi w "Kółku obrońców dawnych cnót kościelnych" chodziło o uwiarygodnienie rosyjskiej cerkwi wśród innych cerkwi prawosławnych poprzez dopasowanie rytów rosyjskich do greckich. W 1653 zarządzono wprowadzenie trójpalcowego sposobu żegnania się w miejsce dwupalcowego, postanowiono również dokonać korekty ksiąg na podstawie bizantyńskich rękopisów, wprowadzono potrójne alleluja w miejsce podwójnego oraz zaczęto umieszczać na prosforach czteroramienny krzyż w miejsce ośmiokończastego, zmniejszając liczbę prosfor z siedmiu do pięciu, tak jak w cerkwi greckiej. Wywołało to protesty zarówno wśród innych członków duchowieństwa ze środowiska wspomnianego "Kółka Obrońców dawnych cnót kościelnych" jak i wśród ludu. Jednakże protesty zaczęto tłumić z całą surowością, na jaką było stać państwo rosyjskie. W 1682 spalono przywódców opozycji cerkiewnej z Awwakumem na czele, zamęczono zakonników klasztoru na Sołowkach, sprzeciwiających się reformom, zagłodzono bojarynię Eudokię Morozową. Represje te spowodowały wzrost nastrojów radykalnych i masowe ucieczki obrońców starego obrządku za granicę.

Wśród starowierców zaznaczyły się z biegiem czasu dwa główne odłamy: popowców i bezpopowców. Hierarchia cerkiewna w Rosji bowiem, za wyjątkiem jednego biskupa Pawła Kołomienskiego, opowiedziała się za reformami wprowadzonymi przez patriarchę Nikona. Biskup Paweł został zamęczony w roku 1656. Po jego śmierci wśród obrońców starego obrządku nie było żadnego hierarchy, mogącego wyświęcać nowych kapłanów. Sytuacja ta spowodowała wspomniany podział. Popowcy zaczęli pozyskiwać duchownych, mogących wyświęcać nowych kapłanów, spośród duchownych oficjalnej cerkwi prawosławnej. Bezpopowcy zaś uznali, że z konieczności pozostaną bez duchowieństwa.

Na tereny Rzeczypospolitej dotarli głównie członkowie odłamu bezpopowców. Większe skupiska starowierów na terenie dzisiejszej Polski można spotkać w Suwałkach, Gabowych Grądach koło Augustowa, Wojnowie na Mazurach, gdzie na skutek wyjazdów do Niemiec w latach 70-ych społeczność staroobrzędowców znacznie się skurczyła oraz właśnie w Wodziłkach.

***

Wodziłki są niewielką wsią rozrzuconą na wzgórzach, charakterystycznych dla Suwalskiego Parku Krajobrazowego. Nie mają zwartej zabudowy. Pierwszym punktem naszej wycieczki była molenna.

Mogliśmy ją obejrzeć jedynie z zewnątrz. Naprzeciwko molenny na drewnianym budynku zauważam ogłoszenie o możliwości skorzystania z bani. Dzwonię, dowiaduję się, że cała przyjemność kosztuje 50 zł, bez względu na liczbę osób, a przygotowanie trwa 2 godziny. Zamawiam. Ruszamy na dwugodzinną wycieczkę w kierunku Góry Zamkowej, a wracając do Wodziłek wstępujemy na cmentarz.

Zwracają tu uwagę charakterystyczne krzyże zawierające jedną belkę więcej w stosunku do krzyży prawosławnych, typowo rosyjskie nazwiska kończące się na -ow, zdjęcia brodatych mężczyzn i kobiet w chustach na głowie.

***
Kto lubi saunę, powinien koniecznie spróbować wybrać się do bani. Wrażenie jest niesamowite, mimo pozornie prymitywnych warunków. Bania mieści się najczęściej w drewnianej szopie na podwórku. Podzielona jest na przedsionek-przebieralnię i pomieszczenie główne. Siadamy na drewnianych ławeczkach, polewamy co chwile rozgrzane kamienie zimną wodą, wdychamy wszechobecną, gorącą, gryzącą w nozdrza parę, pocąc się obficie polewamy zimną wodą ciało, a dla zwiększenia krążenia podskórnego okładamy się brzozowymi witkami. Powtarzamy to kilkunastokrotnie. Z bani wychodzimy orzeźwieni, pełni energii do dalszych wędrówek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz