wtorek, 20 września 2011

A może ulica Lotnicza we Wrocławiu?

Z genealogią tak już niestety jest (Pisałem o tym w poprzedniej notce.), że nasze poszukiwania nie dają spodziewanego rezultatu, mało tego - ze ślepej uliczki, w jakiej się znalazły, nie widać wyjścia, nie ma żadnego punktu zaczepienia pozwalającego szukać dalej. Tak jest w przypadku poszukiwań informacji o pradziadku Stefanie Stępniu. Ostatni ślad wskazuje na pobyt we Wrocławiu w roku 1954, jednak kwerenda w zbiorach meldunkowych miasta pod adresem wskazanym w dokumencie nie przyniosła pozytywnego efektu. Sprawdzana była ulica Katowicka, później Rolnicza i nic.

Czasami warto, aby nie do końca czytelny dokument obejrzała inna osoba. Często się o tym przekonuję spisując indeksy ksiąg metrykalnych w ramach projektu Geneteka, uruchomionego przez Polskie Towarzystwo Genealogiczne. Inna osoba często widzi inaczej zapisane w księdze metrykalnej nazwisko, bywa, że właśnie tę prawidłową formę zawdzięczamy drugiemu bądź trzeciemu spojrzeniu kogoś z zewnątrz.

Dokument wskazujący ostatnie miejsce pobytu pradziadka otrzymany z PCK pokazałem koleżance. Przyznam, że sugestią, iż zamiast Rolniczej może w nim widnieć ulica Lotnicza, nie przejąłem się zbytnio i pewnie zostawiłbym całą sprawę w spokoju. Ale najpierw wpisałem adres Wrocław, Lotnicza 103 w Google Maps (W przeciwieństwie do adresów Katowicka 103 i Rolnicza 103, serwis wskazał taką lokalizację.), a następnie dzięki wyszukiwarce Google znalazłem informację, która mnie zelektryzowała. Na stronie Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta we Wrocławiu widnieje: "W listopadzie br przypada 30-lecie działalności Towarzystwa. Towarzystwo jest pierwszą w Polsce organizacją społeczną, która objęła pomocą bezdomnych. Zostało uruchomione tuż przed ogłoszeniem stanu wojennego, 2.11.1981, a pierwsze schronisko zostało uruchomione w Wigilię 1981 r. Jako kierownik pierwszego Schroniska Brata Alberta w baraku przy ul. Lotniczej 103 zamieszkał z bezdomnymi Brat Jerzy Marszałkowicz."

Niestety, była to tylko chwilowa nadzieja na to, że odnalazłem właściwy trop. W zbiorach meldunkowych Wrocławia dla ul. Lotniczej 103 również nic nie odnaleziono. Mam jednak intuicyjne przekonanie, że to może być ten adres, a pradziadek, nawet jeśli przebywał we Wrocławiu, wcale nie musiał mieć stałego meldunku.

sobota, 3 września 2011

Poszukiwanie informacji o losach pradziadka Stefana Stępnia w martwym punkcie

W zeszłym roku, próbując po omacku ustalać losy pradziadka Stefana od roku 1943 (jeszcze przed odpowiedzią z PCK), nawiązałem kontakt z białoruskim archiwum w Brześciu (Государственный архив Брестской области). Otrzymałem wkrótce informację, że żadnych dokumentów dotyczących Stefana Stępnia z okresu po roku 1939 archiwum nie posiada, natomiast dokumenty z okresu dwudziestolecia międzywojennego tak. W tym roku postanowiłem sięgnąć po nie. Muszę przyznać, że jestem zaskoczony szybką i profesjonalną realizacją mojego zlecenia przez archiwum. Oczywiście nie wiedziałem jakie dokumenty dostanę, płaciłem za usługę "w ciemno". Koszt usługi też nie był niski, dodatkowo drugie tyle kosztów poniosłem z tytułu transakcji bankowych. Muszę jednak przyznać, że przesyłka z dokumentami przyszła szybko, kopie są niezłej jakości, a dodatkowo zawierają istotne dla mnie informacje.

Bo i czegóż w nich nie ma?

1. Odpis przedwojennego dowodu osobistego zawierający rysopis (A dysponuję tylko jednym zdjęciem pradziadka i to czarno białym.), informacje o zawodzie (ślusarz), miejsce zapisu do ksiąg stałych ludności (gm. Górno, powiatu kieleckiego - może przyjdzie mi tam szukać?).
2. Zaświadczenie ślubne potwierdzające ślub zawarty w 1923 roku z moją prababcią Agatą (zapisano: Agafią). Ceremonia odbyła się w soborze prawosławnym św. Teodora w Pińsku, a następny ślub w 1925 roku parafialnym kościele rzymskokatolickim w Pińsku. Potwierdza się więc informacja o dwóch ślubach mych pradziadków!
3. Pozostałe dokumenty dotyczące zmian miejsca zamieszkania w Pińsku (o niektórych nie wiedziałem), odpisy z akt urodzeń babci i jej rodzeństwa oraz inne. W każdym razie porządna dawka informacji.

***


Do powyższego jednak moje poszukiwania nie ograniczyły się. Wyśledziłem w internecie, że podana przez Polski Czerwony Krzyż nazwa Boberröhrsdorf, gdzie pradziadek Stefan przebywał w latach 1942 - 1945 na robotach przymusowych, to podjeleniogórski Siedlęcin. Fakt powyższy układa mi się w całość z informacją pochodzącą od szwagra pradziadka, że w roku 1948 pradziadek mieszkał w Jeleniej Górze. Próbowałem szukać informacji o pobycie Stefana Stępnia w Siedlęcinie i Jeleniej Górze po wojnie na różne sposoby, jednak jak dotychczas bez rezultatu. Jedyne do czego dotarłem to niemiecka książka meldunkowa Boberrörsdorf, przechowywana w Archiwum Państwowym w Jeleniej Górze, z adnotacją, że 16 września 1943 roku w domu nr 237 został zameldowany Stefan Stępień, dokąd przybył z miejscowości Hirschberg (dziś Jelenia Góra), gdzie przebywał w obozie przy Wilhelmstrasse 18 (dziś ul. Wojska Polskiego). W dokumencie tym zgadza się data urodzenia pradziadka, natomiast występuje dziwna nazwa miejsca urodzenia: "Gurna-Kielsa". Pradziadek urodził się w Bardo w kieleckim, czyżby więc nazwa Gurna-Kielsa zapisana pewnie przez Niemca odnosiła się do Kielc i Gór Świętokrzyskich? Ciekawe. Niestety nie udało mi się zlokalizować domu o numerze 237 w Siedlęcinie, gdyż od roku 1978 dawna numeracja została zastąpiona nową, związaną z wprowadzonymi wtedy nazwami ulic.


***


I na tym jednak nie koniec. Wpadłem bowiem na pomysł, aby uzyskać od PCK kopię dokumentu z 1954 roku, na podstawie którego ustalono adres pobytu pradziadka we Wrocławiu, przy ul. Katowickiej 103. I tu niespodzianka. Adres ustalono na podstawie informacji z Komendy MO Wrocław z 6.XII.1954 roku. Jednak adnotacja jest bardzo niewyraźna i na pewno nie jest to ulica Katowicka. Najbardziej prawdopodobna wydaje się wersja z ulicą Rolniczą 103 lub 10 B. I te adresy sprawdziłem w zbiorach meldunkowych Wrocławia. Bez rezultatu. Wszedłem więc w ślepą uliczkę i wyjścia z niej nie widać. Kto wie, może jeszcze kiedyś pradziadek naprowadzi mnie w jakiś sposób na swój ślad?

środa, 31 sierpnia 2011

A w Płonce Kościelnej ...

W pewien sierpniowy dzień wybrałem się w kierunku południowo-zachodnim od Białegostoku w okolice Narwiańskiego Parku Narodowego, a konkretnie do Płonki Kościelnej. Jest to jedna z najstarszych miejscowości na Podlasiu, leżąca w średniowieczu na pograniczu litewsko-mazowieckim. To w 1203 roku Konrad Mazowiecki, chcąc podkreślić prawa Mazowsza do ziem pogranicznych, wystawił dokument potwierdzający nadania dóbr ziemskich biskupowi płockiemu Gunterowi, a wśród nich Płonkę, w której biskup miał prawo do pobierania myta mostowego.

Dość wcześnie istniała w Płonce parafia katolicka, bo już w roku 1446, a pierwszy kościół wzmiankowany jest w roku 1475. Znajdował się w nim, czczony od roku 1673, obraz Matki Boskiej Płonkowskiej, namalowany na płótnie 15 lat wcześniej. Według tradycji do obrazu tego pielgrzymował trzykrotnie król Jan III Sobieski po zwycięstwie wiedeńskim, choć badania źródeł historycznych tego nie potwierdzają. Dziś Płonka Kościelna jest sanktuarium i miejscem pielgrzymek do cudownego obrazu znajdującego się w nowym kościele, o architekturze neogotyckiej, wybudowanym w roku 1913. Obok wsi znajduje się, uważane za cudowne, źródełko na Łasku.

Tuż przy wjeździe do Płonki od strony północnej natrafiłem na kapliczkę i krzyż. Po drugiej stronie ulicy w dość nieciekawym budynku mieścił się sklep spożywczy, natomiast nieopodal krzyża i kapliczki, w ładnie zagospodarowanym miejscu, stała ławka wraz ze stołem. Było ciepło, choć jeszcze nie upalnie. Miałem zamiar skorzystać i z usług sklepu, i z wygód ławeczki po odwiedzeniu sanktuarium, jednak gdy wracałem, sklep był już zamknięty, a niebo zasnuły burzowe chmury.

Z dala już było widać kościół,

a przed kościołem pomnik króla Jana III Sobieskiego.


Otoczenie kościoła zadbane, trawnik pięknie wystrzyżony, sam kościół z cudownym obrazem również robi wrażenie. Zaciekawił mnie wzmiankowany w przewodnikach cmentarz przykościelny, założony około 1375 roku, z ogrodzeniem z wieku XVII. Idąc w kierunku cmentarza zauważyłem tablicę nagrobną w zewnętrznym murze kościoła.


Tuż obok terenu cmentarza stoi niezwykle ciekawa drewniana dawna dzwonnica wraz z kaplicą grzebalną, pochodzące z 1800 roku, z czasów dawnego kościoła.

Zabytkowy cmentarz przykościelny, jak czytam i widzę na zdjęciach w internecie, znajduje się pod opieką Szkolnego Koła Caritas w miejscowym Zespole Szkół. Ja jednak dotarłem na miejsce w czasie wakacji. Cmentarz zarośnięty był pokrzywami, niektóre sięgały mi do pasa. Muszę przyznać, że kontrast pomiędzy miejscem pochówku dawnych przodków, a pięknie zadbanym otoczeniem kościoła był dość przykry, jednak nie zraziłem się tym i odganiając chmary komarów, dla których trafił się łatwy obiekt do ataku przystąpiłem do fotografowania. Poniżej znajdują się odczytane przeze mnie nazwiska z inskrypcji nagrobnych:

1. Józef (20.09.1898 - 20.06.1899) i Wacław Kisielewscy (23.05.1900 - 2.07.1900).


Nazwisko ze wzmiankowanego w przewodnikach jako najstarszy nagrobek na cmentarzu:

2. ks. Andrzej Roszkowski, proboszcz parafii płońskiej (30.11.1788 - 12.1860)


3. Benedykt Ellgoth (1836 - 10.03.1900)


4. Kazimierz Bardowski (1847 - 22.11.1900)


5. Tomasz Jabłoński


6. Franciszka Wyszomirska z Gołaszewskich (1828 - 23.11.1904)


7. Jan Strzeszyński (3.03.1854 - 14.07.1898) i Karolina Strzeszyńska z Bajerów zmarła 24.04.1905.


8. Paulina Aksiutycz z Zajączkowskich (1811 - 22.09.1871)


9. Julia Łukasiewicz zmarła 14.09.1878.


10. Klotylda Żilińska (1825 - 1905)


11. Franciszka Kamińska z Kropiewnickich.


12. Franciszek Janiszewski (1844 - 24.06.1901)


13. Marcella Janiszewska (1858 - 19.09.1891)


14. Zofia Bartoszewska z Malinowskich, l. 87 i Klementyna Boczkowska z Bartoszewskich (1832 - 23.09.1886)


15. Mirosława Koecher (25.07.1885 - 24.09.1889)


O poniższą pozostałość nagrobka mało się nie przewróciłem. Była zupełnie niewidoczna w gąszczu chwastów. Mam wątpliwość, czy właśnie nie jest to najstarszy istniejący na cmentarzu nagrobek. Po zdjęciu z kamienia warstwy mchu widzę tam jakby lata czterdzieste XIX wieku, jako datę zgonu.

16. Wanda Bianketti.


17. ks. Franciszek Wróblewski.


Nie wszystkie nagrobki miały zachowane bądź czytelne inskrypcje.


Odjeżdżając z Płonki Kościelnej pomyślałem, jak wiele ciekawych miejsc skrywa najbliższa okolica. Wystarczy tylko pojechać.

Józef Maroszek "Struktura osadnictwa rycerskiego i drbnoszlacheckiego dawnej ziemi bielskiej do końca XVIII wieku", Białostocczyzna, 1-2/61-62/2002.

Sławomir Halicki "Polska Amazonia. Przewodnik po Narwiańskim Parku Narodowym", Miejsko Gminne Centrum Kultury w Choroszczy, 2000.

Tomasz Darmochwał "Północne Podlasie, Wschodnie Mazowsze", Agencja "TD" - Wydawnictwo Turystyczne, Warszawa, 2003.


sobota, 13 sierpnia 2011

Cerkiew w Trześciance

Trześcianka przewinęła się na moim blogu przy okazji notki o Krainie Otwartych Okiennic. Jest to "ciągnąca się niemal w nieskończoność" wioska na dość ruchliwej trasie z Zabłudowa do Narwi. Według przekazów jej nazwa pochodzi od dopływu Narwi o tej samej nazwie. W XV w. na wzgórku zwanym dziś Zamczyskiem stał dwór Trościanica przy ważnym szlaku wiodącym z Litwy do Korony.

Trześcianka zasłynęła w XIX wieku z działalności Grzegorza i Flora Sosnowskich, duchownych prawosławnych, pozytywistów zajmujących się szkolnictwem na wsi. Grzegorz Sosnowski pochodził z rodziny szlacheckiej z miejscowości Sycze w powiecie brzeskim. Jego ojciec Mateusz był duchownym. Grzegorz poszedł drogą ojca, seminarium ukończył w 1841 roku. Początki jego pracy duszpasterskiej przypadły więc na trudne lata tuż po zniesieniu przez władze carskie unii w roku 1839. W roku 1842 objął prawosławną parafię w nieodległych od Trześcianki Puchłach. Już 8 lat później otworzył w Stawku, we własnym domu, z własnych funduszy, szkółkę dla dzieci chłopskich. Uważał, że szkolnictwo jest jedyną skuteczną drogą do podniesienia statusu ludności chłopskiej i likwidacji przeludnienia wsi. Wkrótce podobne szkółki z jego inicjatywy powstały w sąsiednich Socach i Dawidowiczach. W Trześciance szkoła została otwarta już po wprowadzeniu przez władze carskie ustawy o "narodnych ucziliszczach".

Wspólnie z ojcem pracę w szkolnictwie wiejskim objął jego syn Flor Sosnowski. Jedną z cenniejszych inicjatyw ojca i syna były niedzielne odczyty. Prowadzili je zawsze w niedzielę po nabożeństwie. W ten sposób zapewniali sobie frekwencję, gdyż wierni sądząc, że to nie koniec nabożeństwa, pozostawali w cerkwiach.

Kolejnymi cennymi pomysłami były utworzenie w Trześciance szkoły kształcącej duchownych, a w Puchłach biblioteki. Kres działalności szkolnictwa w Trześciance i okolicach, przyniósł rok 1915, inwazja wojsk niemieckich i bieżeństwo. Dziś po dawnej cerkiewnej szkole parafialnej w Trześciance nie ma śladu, pamięć o Sosnowskich zaś pozostała jedynie w tradycji.

Podczas swoich wędrówek po Podlasiu zdarzyło mi się rozmawiać z napotkanym baciuszką, który opowiadał mi o swoim spotkaniu z kobietą wyznania katolickiego, która odkryła związki rodzinne z Grzegorzem i Florem Sosnowskimi, mocno tym zdziwiona. Tak, tak, warto poznawać swoją genealogię, uczy szacunku do historii, pozwala wiele procesów rozumieć, otwiera.

Cerkiew w Trześciance została wybudowana, jak wiele innych cerkwi wiejskich na Podlasiu w latach 60-ych XIX wieku, z inicjatywy, a jakże Grzegorza Sosnowskiego. Pierwszym i długoletnim jej duchownym był Flor Sosnowski.

Cerkiew zawsze przyciąga wzrok podczas jazdy przez Trześciankę, swą budową, położeniem na wzniesieniu w otoczeniu drzew oraz drewnianą konstrukcją harmonizującą z zabudową wokół.


Patronem cerkwi jest św. Archanioł Michał o czym wieści ikona nad bramą wejściową.



Zwracają także uwagę zdobienia okien cerkiewnych, jesteśmy wszak w Krainie Otwartych Okiennic. Tak a propos, widziałem w jednej z okolicznych wiosek reklamę warsztatu wykonującego zdobienia domów. Jest to już jednak praca maszynowa. Kiedyś takie zdobienia wykonywali ręcznie rzemieślnicy w o wiele cieńszym materiale drewnianym. No cóż, znak czasów.