piątek, 27 lipca 2012

Jeszcze jeden drewniany kościół - w Pawłówce

Podczas ostatniego pobytu na Suwalszczyźnie miałem okazję zobaczyć drewniany kościół znajdujący się na uboczu szlaków, którymi z reguły poruszają się turyści przyjeżdżający do Suwalskiego Parku Krajobrazowego. Do kościoła skierowała nas właścicielka kwatery agroturystycznej, informując że mieszkańcy Błaskowizny właśnie tam jeżdżą na msze, że jest drewniany i warto zobaczyć.

Kościół zbudowany został na planie prostokąta. Z zewnątrz budynek sprawia wrażenie hali, baraku, jednakże w środku od razu wyczuwa się trudny do wyrażenia słowami klimat drewnianej wiejskiej świątyni. Wielkie wrażenie robią kolumny podtrzymujące strop, wykonane z poddanych niewielkiej obróbce pni sosnowych.

Parafia w Pawłówce powstała na gruntach folwarku, erygowana w 1923 roku przez biskupa łomżyńskiego Romualda Jałbrzykowskiego dla mieszkańców wsi należących do parafii w Jeleniewie i Przerośli, leżących w dużej odległości od swych macierzystych świątyń.

Kościół w całości lub w części został przeniesiony do Pawłówki z położonego obecnie na Białorusi Teolina, gdzie drewniana świątynia powstała w 1789 roku z funduszu Antoniego Wołłowicza. Ze względu na to, że nie zachowały się dokumenty z okresu jego budowy, szczegóły trudno dziś z dokładnością odtworzyć. Według niektórych przekazów mieszkańcy Pawłówki i okolicznych wsi mieli własnym transportem przewieźć cały kościół, według innych pierwotny kościół miał być nieco większy.

Tak czy inaczej do kościoła w Pawłówce warto się wybrać. Wystarczy jadąc z Jeleniewa, w Kruszkach pojechać prosto (nie skręcać na Hańczę, Bachanowo i Błaskowiznę), a następnie wjechać w pierwszą drogę w lewo.
 

czwartek, 26 lipca 2012

Drewniany XIX-wieczny kościół w Jeleniewie

Lubię drewniane wiejskie kościoły. Specyficzny zapach ich wnętrza, ale również wygląd tak mocno nawiązujący do ludowego charakteru tych świątyń. Niedawno zachwycałem się drewnianym kościołem w podlaskiej Narwi, a już wkrótce miałem okazję po raz kolejny oglądać kościół w Jeleniewie, miejscowości będącej swego rodzaju bramą do Suwalskiego Parku Krajobrazowego.

Jeleniewo to dość młoda wieś, założona między 1765 a 1772 rokiem. Dość szybko, bo już w 1773 roku otrzymała prawa miejskie z inicjatywy podskarbiego Antoniego Tyzenhauza. Antoni Tyzenhauz to człowiek niezwykle zasłużony dla rozwoju gospodarczego miejscowości położonych w guberni grodzieńskiej. Dziś część z nich leży na wschodnich krańcach województwa podlaskiego. Choćby takie Krynki, które do dziś szczycą się swym oryginalnym układem przestrzennym (Drugi taki sześcioboczny plac, z dwunastoma wybiegającymi z niego ulicami, to tylko w Paryżu!), pochodzącym z epoki Tyzenhauza. Jeleniewo nie cieszyło się jednak długo prawami miejskimi. Już w 1800 roku odebrali je Prusacy, zarządzający tą częścią dawnej Rzeczypospolitej od trzeciego rozbioru Polski w 1795 roku.

Parafia rzymskokatolicka w Jeleniewie była erygowana w 1772 roku. Wtedy to zbudowano kaplicę pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa, a po trzech latach ją powiększono. Parafia w 1785 roku została uposażona przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego.

Obecny kościół, widoczny na poniższych fotografiach, został zbudowany w 1878 roku w stylu neogotyckim, tak często kojarzącym się z monumentalnymi budowlanymi ceglanymi. Jest obiektem o konstrukcji zrębowej, zbudowanym na planie krzyża, trójnawowym. XVIII-wieczne wyposażenie pochodzi z nieistniejącego kościoła w Magdalenowie.

Wyświęcony został przez biskupa sejneńskiego Antoniego Baranowskiego (Antanasa Baranauskasa), jednego z prekursorów XIX-wiecznego litewskiego odrodzenia narodowego, nie negującego jednakże, jak wielu młodolitwinów, historycznych związków z Polską.




Niedawno, podczas indeksacji ksiąg metrykalnych parafii w Jaminach, nad którą pracuję wraz ze znajomymi z Jamińskiego Zespołu Indeksacyjnego, natrafiłem na akt ślubu z 1876 roku Antoniego Andruszkiewicza i Benedykty Tomaszewskiej, urodzonej w Wołowni, na terenie istniejącej już wtedy od trzech lat parafii jeleniewskiej. Jest to o tyle ciekawe, że parafie w Jeleniewie i w Jaminach rozdzielone są dwoma dużymi organizmami miejskimi Augustowem i Suwałkami.


Na zakończenie korowodu ciekawostek związanych z Jeleniewem warto wspomnieć, że strych kościoła stanowi kolonię lęgową dość rzadkiego w Polsce nietoperza - nocka łydkowłosego - kolonię będącą jedną z największych w Polsce, liczącą około 400 - 500 samic. Nocek łydkowlosy lubi krajobraz otwarty, z dużą ilością zbiorników i cieków wodnych. Żeruje nad powierzchnią wody, chwytając chrząszcze, komary, chruściki i inne owady, za pomocą dużych stóp, w skrzydła lub w błonę ogonową. Nieopodal Jeleniewa w okolicach Turtula przepływa Czarna Hańcza i tu też spowalnia swój bieg, stanowiąc idealne żerowisko dla naszego nietoperza.

środa, 25 lipca 2012

Nad jeziorem Hańcza

Jest sobotnie, dość ciepłe lipcowe przedpołudnie. Ruszamy z Błaskowizny wschodnim brzegiem jeziora Hańcza do pierwszego na trasie parkingu i bazy nurkowej. Z daleka widać sporą ilość pojazdów, kontrastującą z mijanym jeszcze kilka chwil temu pustkowiem.


Na łące nieopodal napotkane Litwinki zbierają, jak się okazuje, macierzankę, doskonałą na zimowe wieczory. Na parkingu aż wre. Widać wielu nurków w skafandrach, niosących butle z tlenem i inny ekwipunek. Na trawie rozłożony sprzęt tych, którzy dopiero przygotowują się do nurkowania.

Jezioro Hańcza, leżące tuż przy granicy Suwalskiego Parku Krajobrazowego - najgłębsze w Polsce (108,5 m), z pierwszą klasą czystości, ukształtowane w postaci południkowo ukierunkowanej rynny, podczas ostatniego zlodowacenia około 12 000 lat temu. Dno jeziora jest upstrzone dużymi głazami narzutowymi. Roślinność uboga, spotkać za to można liczne skorupiaki, a na głębokości 15-30 m miętusy, kryjące się w jamkach. Już na kilkunastu metrach dookoła robi się ciemno. Niestety co roku podczas nurkowania giną ludzie - nie jest to łatwe hobby. W ubiegłym roku para płetwonurków i biologów, Paweł i Joanna Szpygiel zrealizowali film popularnonaukowy poświęcony podwodnym krajobrazom jeziora Hańcza, pt. "Polodowcowisko". Badaniami pary biologów zainteresował się Państwowy Instytut Geologii, co być może zaowocuje badaniami geologicznymi dna jeziora. Przepiękne jest lesiste otoczenie jeziora Hańcza, zarówno jesienią, jak i latem.


Schodzimy do jeziora. Przed sobą widzimy grupkę nurków zanurzonych częściowo w wodzie. Za nimi już znajduje się podwodna ścianka, dno opada w tym miejscu na głębokość kilkudziesięciu metrów. Jeszcze chwila i...


na powierzchni nie widać prawie nikogo.


czwartek, 5 lipca 2012

Narew: Zabytkowy cmentarz unicki (niestety mocno nadgryziony zębem czasu)

Niedaleko prawosławnej cerkwi w Narwi (pięknie odmalowanej na jasnoniebieski kolor), gdy przejdziemy chodnikiem niedługi odcinek wzdłuż drogi prowadzącej w kierunku Bielska Podlaskiego, zobaczymy tuż za stojącymi przy jezdni domami pusty teren na którym stoją dwie kapliczki. Jest to dawny cmentarz unicki w Narwi.

Unia pomiędzy kościołami wschodnim i zachodnim to skomplikowana i długa historia. W 1054 roku nastąpił ostateczny podział chrześcijaństwa na kościoły wschodni i zachodni. Przyczyn było wiele, a wśród nich oczywiście należy wymienić ambicje dominowania w ówczesnym świecie chrześcijańskim, olbrzymie różnice kulturowe pomiędzy rzymską i grecką częściami Europy, spory filologiczne, jak również angażowanie się czynników świeckich w spory kościelne.

Na pierwsze próby ponownego łączenia obu kościołów wpłynęły czynniki polityczne. W 1240 roku podczas najazdu mongolskiego, upadł Kijów, a hordy Czyngiz-Chana dotarły w głąb Europy środkowej. Niemal równolegle w roku 1244 utracono na trwałe Jerozolimę na rzecz Sułtanatu Egiptu. Upadek państwa kijowskiego, stałe zagrożenie ze strony mongolskiej od wschodu oraz muzułmańskiej od południa miały wpływ na pierwsze, lokalne próby zjednoczeniowe na soborze w Lyonie w 1245 roku po przewodnictwem papieża Innocentego IV. Zawarta wówczas unia zaowocowała koronacją księcia halickiego Daniela na katolickiego króla w Drohiczynie w 1253 roku. Gdy wkrótce wzrosło zagrożenie ze wschodu dla Rusi Halicko-Wołyńskiej, a z zachodu nie nadeszła żadna pomoc, unia zakończyła się fiaskiem.

Kolejna próba miała miejsce również na soborze w Lyonie w roku 1274. Wówczas to bizantyjskiemu Cesarstwu Paleologów groziła inwazja z Sycylii ze strony Karola I Andegaweńskiego. Unia zawarta pomiędzy kościołem wschodnim reprezentowaną przez ekspatriarchę Konstantynopola i zachodnim, reprezentowanym przez papieża Grzegorza X przetrwała jednak tylko 7 lat.

Wydawało się, że najtrwalszą próbą będzie unia florencka zawarta 6 lipca 1439. Formalnie kończyła ona rozłam kościołów, który nastąpił w 1054 roku i mimo wielu oporów, zwłaszcza w Konstantynopolu, trwała dłużej niż poprzednie. Czynnikiem wzmacniającym jedność było zagrożenie tureckie od południa Europy. Unia została pogrzebana jednakże wraz z upadkiem Konstantynopola w 1453 roku.

Pojednanie, która zostało zawarte na synodzie w Brześciu w roku 1596 i obejmowało unią kościoły zachodni i wschodni na terenie Rzeczypospolitej trwała najdłużej, bo aż do roku 1839, kiedy została skasowana w Rosji. Pozostałością jej jest dziś natomiast kościół greckokatolicki, który przetrwał na terenie zaboru austriackiego.


Pierwsza z kapliczek z krzyżem łacińskim na szczycie, nieco nadgryzionym upływem czasu, opartym na poziomo leżącym półksiężycu, symbolu Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny pochodzi z lat 1840-1848 i nosi wezwanie świętego Wincentego.



 Druga z nich jest prawosławną kapliczką już współczesną i pochodzi z 1994 roku.



Nie zachowały się niestety czytelne nagrobki z okresu unii dwóch religii. Widoczny jest za to podział na nagrobki katolickie skupione wokół kaplicy św. Wincentego i nagrobki prawosławne położone przy współcześnie wybudowanej kaplicy.

Grobów z czytelnymi inskrypcjami jest bardzo mało. Oto nieliczne z nich:

Nagrobek Antoniego Kosmowskiego, syna Onufrego, zmarłego 19 października 1880 roku w wieku 72 lat.

 

Nagrobek Feliksa Łyszczyńskiego, prezesa Izby Cywilnej Białostockiej, zmarłego 12 stycznia 1871 roku, w wieku 70 lat. Czy jest to ten sam Feliks Łyszczyński, który wymieniony został w Dzienniku Wileńskim w roku 1827 w artykule Jana Wolskiego zatytułowanym " O spadnieniu kamieni z powietrza pod Białym-stokiem we wsi Fastach", gdzie jako assesor świadczył autorowi artykułu, wraz z innymi świadkami o spadnięciu fragmentów meteoru we wsi w dniu 23 września 1827 roku? Warto zaznaczyć, że meteoryty z Fast znajdują się dziś w muzeach w Berlinie i w Wiedniu, zaś Muzeum Ziemi PAN dysponuje drobnymi ich okruchami, pozyskanymi z Berlina przed II wojną światową.

Czy w końcu Feliks Łyszczyński był tym filaretem, członkiem grona Białego (prawnego), wymienianym w korespondencji Filomatów z lat 1815-1823, wydanej przez Jana Czubka?

 

Najstarsze nagrobki prawosławne pochodzą z lat 90-ych XIX wieku.

Nagrobek Symeona Kononiuka, zmarłego w roku 1895 w wieku 72 lat:


Nagrobek Iwana Smoktunowicza (1827 - 1891).


Większość XIX-wiecznych inskrypcji nagrobkowych jest jednak nieczytelna.

 


 
  





 




W części prawosławnej występują także nagrobki współczesne, pochodzące z XX wieku.






Wśród nich znajduje się odnowiony nagrobek Grigorija Andrejewicza Bogatko, sowieckiego żołnierza, zmarłego w 1941 roku, którego nagrobek podobno odnalazła rodzina wiele lat po wojnie (zasłyszane od napotkanego mieszkańca wsi).


Oskar Halecki, "Od unii florenckiej do unii brzeskiej", Instytut Europy Środkow-Wschodniej, Lublin 1997.

 Jan Wolski, "O spadnieniu kamieni z powietrza pod Białym-Stokiem we wsi Fastach", Dziennik Wileński, Tom II, 1827.

"Korespondencja Filomatów. Archiwum Filomatów, część I, Korespondencya 1815-1823", Kraków 1913

wtorek, 3 lipca 2012

Narew: drewniany XVIII-wieczny kościół

Pamiętam moje pierwsze grzybobranie na Podlasiu jeszcze w latach 90-ych ubiegłego wieku. Była jesień, lasy wprost pełne prawdziwków, podgrzybków i innych skarbów leśnych. Zaszliśmy z teściem do baru na piwo - mogło to być we wsi Gorodczyno, ale teraz już nie jestem tego tak pewien. Pełne zaskoczenie, że wszyscy dokoła nas mówią językiem tutejszym, kojarzącym mi się wtedy z językami białoruskim bądź ukraińskim.

Wiele lat później odkrywałem dla siebie Doratynkę, niewielką wioskę położoną po obu stronach brukowanej drogi, z chatami drewnianymi stojącymi szczytami do drogi, pełnej bocianów latem i dzikiej przyrody dokoła. We wsi tej sklep otwierany był najczęściej dopiero popołudniem, a najpopularniejszym piwem była Perła. Jeszcze później dotarłem do Trześcianki, i innych wiosek położonych na szlaku otwartych okiennic, a także do prawosławnego skitu w Odrynkach.

Wszystkie te miejscowości łączy przepływająca w niedalekiej odległości Narew. Jakże jednak różnią się wspominane przeze mnie tereny od położonych na południowy zachód od Białegostoku okolic Narwiańskiego Parku Narodowego. Zamiast rzeki meandrującej po łąkach wieloma odnogami, nazywanej często polską Amazonką, płynącej po odkrytym terenie, pełnym ptasich odgłosów, zieleni traw wczesnym latem i wioskami, w których dominuje budownictwo murowane, widzimy wąską strugę, przez którą z łatwością przejdziemy brodząc po pas, otoczoną dość młodymi lasami (to nie Puszcza Knyszyńska), z wioskami typu ulicówka. Droga przez wieś jeszcze gdzieniegdzie zbudowana jest z kamienia brukowego, drewniane domy stoją szczytami do drogi, przy domach na ławeczkach siedzą baby i albo rozmawiają z sąsiadkami albo samotnie wpatrują się przed siebie. Czasami miniemy pomalowaną na niebiesko bądź biało cerkiewkę ze złocącą lub srebrzącą się w słońcu kopułą.

Często podczas moich wypraw w rejony górnej Narwi, docieram do Narwi, dużej wsi leżącej przy drodze Bielsk Podlaski - Hajnówka. Sprawia wrażenie sennej, choć nieopodal ulokowane jest jedno z najprężniej działających przedsiębiorstw na Podlasiu. Nie zawsze tak było. Przez większą część swego istnienia Narew była miastem, ulokowanym u przeprawy przez rzekę przez Olbrachta Gasztołda, starostę bielskiego, z prawami miejskimi potwierdzonymi przez króla Zygmunta Starego w 1514 roku. Prawa miejskie później były kilkukrotnie potwierdzane, miasto miało możliwość organizowania targów i jarmarków, a także pobierania opłat od spławianego drewna i wolnego spławu drewna. Podupadło po potopie szwedzkim, a także na skutek XVIII-wiecznego zarządzenia o ochronie pobliskiej puszczy białowieskiej. W 1934 roku utraciło prawa miejskie.

Obecnie w Narwi znajduje się jeden z najciekawszych obiektów sakralnych w tej części Podlasia - drewniany XVIII-wieczny kościół, prawdziwa perełka na terenach, gdzie dominuje prawosławie.



Pierwotny kościół pw. Wniebowzięcia NMP i św. Stanisława Biskupa Męczennika został ufundowany w 1528 roku przez króla Zygmunta Starego i królową Bonę Sforza. Nie zachował się do dnia dzisiejszego. W XVIII wieku był na tyle zniszczony, że została podjęta decyzja o jego odbudowie, która miała miejsce w latach 1738-1748. Wnętrze kościoła przepojone jest zapachem starego drewna, które dodaje mu niesamowitego uroku. Pamiętam, że pieśni śpiewanych tu kiedyś na mszy nie słyszałem od dawna w żadnym miejskim kościele, a gdy siadałem w ławce, siedzący w niej mężczyźni podawali zniszczone pracą ręce do powitania.


Obok kościoła stoi drewniana dzwonnica z końca XVIII wieku.


 Nieopodal znajdują się dwa dwudziestowieczne pomniki, jeden nagrobek kaprala Wojska Polskiego,


a drugi będący pamiątką po misjach 1936 roku.


Jednak najbardziej interesująca jest płyta nagrobna, wykonana z piaskowca, znajdująca się na wprost drzwi wejściowych do kościoła, pochodząca najprawdopodobniej z XVI wieku, czyli z pierwotnego kościoła narewskiego. Przedstawia mężczyznę - rycerza bądź myśliwego wspartego na włóczni i towarzyszącego mu psa. Legenda mówi, że jeden z dworzan króla Zygmunta Augusta, śmiertelnie ranny podczas polowania, prosił, aby jego ciało spoczęło przy wejściu do kościoła, aby wchodzący ludzie mogli po nim deptać, co miałoby się przyczynić do odkupienia grzechów nieszczęśnika. Inna wersja nawiązuje zaś do osoby wypędzonej z miasta, napadającej na podróżnych, która nawróciła się na łożu śmierci. Płyta nagrobna miałaby pochodzić z nagrobka jednego z tych dwóch mężczyzn.


Kościół to nie jedyne ciekawe miejsce w Narwi. O kolejnym być może napiszę już wkrótce.